Diablo II stuknęło właśnie okrągłe 20 lat i Blizzard z tej okazji obdarował posiadaczy trójki kosmetycznym dodatkiem w postaci skrzydeł. To jednak nie wszystko, bo w sprzedaży pojawiło się popiersie tytułowego Pana Grozy. Nie ma co, mają rozmach i kultowa gra nie mogła liczyć na lepsze uczczenie.

Diablo II to bardzo ciekawy przypadek kultowej gry, która dla wielu ortodoksyjnych fanów jest Świętym Graalem. Jej styl graficzny, ścieżka dźwiękowa i ogólnie klimat są idealne i nie należy ich zmieniać. Seria w ogóle skończyła się na drugiej części, bo Diablo III okazało się abominacją zanim jeszcze wyszło. Zarzutów po premierze pojawiło się oczywiście jeszcze więcej, ale nie będę ich rozwijał, choć sam mam sporo własnych.

Całe to niezadowolenie okazało się podatnym gruntem dla innych deweloperów, którzy postanowili dać zawiedzionym graczom substytut. Pojawiły się więc takie gry jak Torchlight czy Path of Exile, szczycące się mianem (zwłaszcza ta druga) pogromców Diablo III. Sam próbowałem wkręcić się w Path of Exile, ale to, co dla wielu jest największą zaletą tego tytułu, dla mnie okazało się jego największą wadą.

Ścieżka dźwiękowa Diablo II jest kultowa, ale ta kultowość, zamiast inspirować, prędzej popycha do plagiatu.

Gra przypominała mi na każdym kroku, że próbuje być kolejnym Diablo. Robiła to za pośrednictwem przeciwników (zwłaszcza bossów), lokacji, dźwięków, ale przede wszystkim muzyki. Kamil Orman-Janowski, czyli autor ścieżki dźwiękowej, czerpał na bogato z dorobku muzycznego Matta Uelmena (który, co ciekawe, splagiatował sam siebie w serii Torchlight), jakby obawiał się tchnąć w grę oryginalność, nadając jej tym samym własną muzyczną tożsamość.

Wielokrotnie słyszałem „tak powinno brzmieć Diablo III”, ale ja się z tym nie zgadzam. Takie brzmienie oznaczałoby stagnację, którą wyraźnie słychać w Torchlight, będącym swego rodzaju miksem Diablo II z Panem Zniszczenia. Jasne, ścieżka dźwiękowa Diablo II jest kultowa, ale ta kultowość, zamiast inspirować, prędzej popycha do plagiatu, bo hardkorowi fani przecież chcą więcej tego samego, więcej Diablo II.

Ortodoksi zapominają też, że ich ulubiona druga część była obrotem o 180° w stosunku do swojej poprzedniczki i również wywołała falę krytyki. Opuściliśmy lochy pod Tristram, aby zwiedzić tereny Zachodniej Marchii, pustynię Aranoch, dżunglę Kedżystanu, Pola Bitewne Wieczności i trafić ostatecznie w góry Kae Huron z górującym nad nimi szczytem Arreat. Diablo musiało muzycznie ewoluować, a Pan Zniszczenia według mnie ostatecznie zdefiniował kierunek tej ewolucji. Matt Uelmen sięgnął wówczas po żywą orkiestrę, choć sama orkiestra (w formie sampli), była już obecna w przerywnikach filmowych podstawowej wersji gry.

Matt Uelmen – o muzycznych początkach serii Diablo

Autor muzyki do tych przerywników, czyli Jason Hayes, stworzył „starożytnie brzmiącą” mieszankę bliskowschodnich instrumentów i wokalu z, wydawać by się mogło, niepasującymi do nich dudami. Instrumenty etniczne oczywiście były już obecne w Diablo II, ale przygrywały skromnie gdzieś w tle, a Hayes dał im o wiele większą rolę i słychać to w trójce. Pierwszy teaser Diablo III jest tego najlepszym dowodem – porównajcie muzykę z niego do tej z trailera Pana Zniszczenia. Mają tę samą konstrukcję i podobną instrumentację.

Ortodoksyjnym fanom taki kierunek naturalnie nie przypadł do gustu i ja oczywiście się z nimi nie zgadzam, za to mam do niebieskich pewne ale. Russell Brower za bardzo się skupił na przynudzającym i zimnym w brzmieniu, rozmytym ambiencie, który w żaden sposób nie mógł się wryć w pamięć. Założę się, że gracze zapamiętali przede wszystkim utwory w wykonaniu orkiestry i chóru, a tych w grze, niestety, jest niewiele. Dopiero Derek Duke w Reaper of Souls odkupił winy swojego poprzednika, stawiając głównie na orkiestrę i chór, czyniąc ścieżkę dźwiękową niemal w pełni organiczną i dzięki melodyjności zapadającą w pamięć. Zyskały na tym między innymi walki z bossami, które w końcu stały się interesujące dla ucha (Urzael najlepszym dowodem).

Liczę, że Diablo IV podąży tą samą ścieżką co Reaper of Souls.

Liczę, że Diablo IV podąży tą samą ścieżką co Reaper of Souls, przy okazji czerpiąc to co według mnie najlepsze z Diablo III – etniczną mieszankę, której początek dał w Panu Zniszczenia Jason Hayes. Liczę również, że twórcy muzyki do kolejnych diablopodobnych tytułów przestaną plagiatować Matta Uelmena.

Czytaj więcej:

Współpracownik

Daniel Wójcik

W 2008 roku przypadkiem odkryłem muzykę trailerową, w której od razu się zakochałem. Od niej była prosta droga do muzyki z filmów i gier. Minęło ponad 10 lat, a ja pracuję w branży trailer music i piszę publicystykę dla GameMusic.pl.