Kiedy myślimy o strategiach ekonomicznych, do głowy przychodzi nam kilka tytułów. Anno, The Settlers, Tropico, Sim City… i niewiele więcej. Niektóre z nich posiłkują się muzyką licencjonowaną (Viva el presidente!), zaś inne budują narrację od podstaw, zatrudniając kompozytorów dodających do projektu swoje wizje.

Będziemy budować miasta, podbijać morza, ogłaszać wojny i zawiązywać sojusze.

Tak jest w przypadku Anno 1800, najnowszej odsłony serii, w której przenosimy się do czasów rewolucji przemysłowej, mając za cel oczyścić imię naszego zmarłego ojca, niegdyś finansowego giganta, teraz nazwanego zdrajcą brytyjskiego Imperium. Będziemy budować miasta, podbijać morza, ogłaszać wojny i zawiązywać sojusze, a przy tym wszystkim oczywiście słuchać muzyki.

Pisanie partytury do tak ogromnej gry może być nie lada wyzwaniem. Ale z portfolio zawierającym ponad dwa tysiące tytułów i kilka poprzednich gier Anno, Dynamedion i jego współzałożyciel, Tilman Sillescu, powinni wszystko mieć w małym palcu. I mają – od pierwszych nut jest jasne, że nie mamy do czynienia z żadnymi nowicjuszami. Słychać to w czysto „merytorycznej” części soundtracku (instrumentacja, kompozycje, faktura i decyzje wspomagające działanie muzyki w grze) i w kwestiach technicznych (post-produkcja, nagrywanie, implementacja). Mając okazję tchnąć życie w XIX-wieczny świat, Dynamedion prezentuje orkiestrową suitę jednocześnie epicką i intymną, pełną jasnych analogii do fabuły gry. Usłyszymy niesprawiedliwość, wszechobecną przedsiębiorczość, pionierstwo i odkrywanie Nowego Świata. Wszystkie drobne niuanse co do fabuły i umiejscowienia gry zostały w albumie zawarte.

Liczące prawie dwie godziny wydawnictwo zawiera ogromną liczbę utworów, z których większość można zidentyfikować według klucza lejtmotywów: główny motyw (Robber Baron Suite, piękne Obsequies), Nowy Świat (The Rain, Heartland), „muzyka prasy” (The Great Depression, Did You Read That?) i kilka innych. O ile utwory te zapadają w pamięć, po zaznajomieniu się z pierwszymi ścieżkami wykorzystującymi te motywy, ogromne podobieństwo aranżacji do pierwowzorów zazwyczaj sprawiało, że czułem niedosyt. Jak gdyby potencjał był, ale brakowało jego rozwinięcia. Bardzo wiele utworów w albumie to po prostu (tylko) aranżacje, a do tego niezbyt wyrafinowane. W grze robią jednak dobrą robotę, służąc jako powiew świeżości wtedy, kiedy znużeni jesteśmy głównymi utworami poszczególnych segmentów gameplayu.

Wtórność soundtracku, aczkolwiek nie przeszkadza bardzo w grze, to spora wada. Innym defektem  dla tych, którzy są obeznani z konkretnym brzmieniem, jest ogólny brak świeżości. Słuchając ścieżki z Anno 1800 odkrywają się przed nami kolejne inspiracje, z którymi kompozytorzy wcale się nie kryją: prace Johna Williamsa, Hansa Zimmera, wkradło się też trochę Ennio Morricone i Vangelisa. Jak na grę, która skupia się w równej mierze na Starym i Nowym Świecie, bardzo mnie to rozczarowało. Niby wszystko jest na swoim miejscu – orkiestracje, kompozycje, zrozumienie fabuły i potrzeb gry, ale… to wszystko. Podczas słuchania często odnosiłem wrażenie, że ta ścieżka to zadanie domowe studenta kompozycji. Nie będzie to problem dla tych, którzy nie są zbyt obeznani z tropami muzyki hollywoodzkiej, jednak koneserzy prawdopodobnie nie zostaną usatysfakcjonowani tym wydawnictwem.

Dynamedion ma w rękawie parę asów – ale trzeba trochę więcej, niż kilka kart, żeby domek się nie rozpadł.

Na szczęście są od tego wszystkiego wyjątki. Obsequies chwyta za serce swoją wysmakowaną aranżacją głównego motywu na chór, podobnie jak The Second Burial, które z kolei rozdziela całość na skrzypce solo oraz harfę. The Pyrphorians wychodzi przed szereg swoim interesującym ukłonem w stronę monster movie/kina noir (niespodziewany kierunek!), a Hypothermia to ogromny powiew świeżości dla motywu zamieszek/pożaru. Dynamedion ma w rękawie parę asów – ale trzeba trochę więcej niż kilka kart, żeby domek się nie rozpadł.

Muzyka z Anno 1800 mnie rozczarowała. Mimo że jest to krok w dobrym kierunku (tak samo jak w przypadku poprzednich odsłon, Anno 2070 i Anno 2205), brak polotu i niechęć do przecierania szlaków sprawiają, że album prawdopodobnie nie trafi na którąś z moich playlist. Jeśli macie ochotę na trochę Hollywoodu – jest to dobry wybór. Ale jeśli nie, chyba będzie lepiej się zastanowić. Albo trzymać się muzyki wyłącznie w samej grze, bo tam działa w stu procentach tak, jak powinna.

Redaktor

Marek Domagała

Gitarzysta, kinofil i nałogowy gracz Rocket League. Uwielbia syntezatory i nie pogardzi dobrym black metalem. Stawia pierwsze kroki jako kompozytor muzyki do gier.