Anthem, gra wydana w lutym 2019 roku, nie zachwyciła ani graczy, ani krytyków. W 2021 roku ogłoszono, że produkcja nie będzie rozwijana, choć, póki co, serwery wciąż działają. Gra tworzona była w pośpiechu. Jest dość nieokreślona, nastawiona na rozgrywkę multiplayer, a jednak bez tak zwanego „end game”, czyli czegoś, co można robić po zakończeniu głównej kampanii fabularnej (również dość średniej jakości). Ostatecznie okazała się PR-ową klapą. Sam oceniam grę na 6/10. Produkcja ta posiada jednak jeden element, który naprawdę mnie zaciekawił — ścieżkę muzyczną. To właśnie soundtrack skłonił mnie do zakupu gry.

Gra tworzona była w pośpiechu.

Muzykę do Anthem skomponowała Sarah Schachner. Artystka tworzyła również muzykę do gier z serii Assassin’s Creed i Call of Duty, a także pracowała przy produkcji soundtracków do filmów, w tym dużych produkcji hollywoodzkich. Tu warto wspomnieć, że nie do każdej gry była główną kompozytorką — przy niektórych produkcjach, jak na przykład Assassin’s Creed: Black Flag, stworzyła dodatkową muzykę, lub była odpowiedzialna za aranżację i programowanie. Może to być inspiracją dla niektórych czytelników – nie musicie od razu zostać sławnym kompozytorem, możecie przecież zacząć od wspierania warstwy muzycznej przy grze.

Wracając do soundtracku Anthem – jak wyszło? Część muzyki do gry jest dość… przeciętna. Albo raczej nieoryginalna. Ot, typowe orkiestrowe brzmienia. Ale też nie do końca, bo praktycznie każdemu utworowi towarzyszą pewne ciekawsze elementy syntetyczne. Soundtrack ogólne krąży od utworu na orkiestrę do utworu na syntezatory. Kompozytorkę, Sarah Schachner, znam jedynie z jej soundtracku do Assassin’s Creed: Origins — ten mnie akurat nie zachwycił, bowiem w ogólnym odczuciu jest dla mnie za mało egipski.

Podcast – Słuchaj gier #12 „Czy soundtrack faktycznie może zachęcić do kupienia gry?”

To akurat subiektywna kwestia, bowiem muzyka do Origins jest dobra. Po prostu ja miałem oczekiwania egipskie. No cóż, nie wyszło. Wspominam o tym soundtracku dlatego, że pewne dźwięki powtarzają się później w muzyce do Anthem — słychać, że Schachner używa tych samych instrumentów wirtualnych i narzędzi (sama chwali urządzenie Touché SE produkowane przez Expressive E. To rodzaj ekspresyjnego kontrolera MIDI. Warto mu się przyjrzeć, ponieważ może zainspirować niektórych z was w waszych produkcjach).

Anthem

Z jednej strony można tutaj zarzucić kompozytorce brak oryginalności, ale powtarzalności tej nie ma aż tyle, by psuło nam to odbiór, zaś te kilka niemal identycznych dźwięków w obywdu soundtrackach doskonale pasuje do stylu gry BioWare z jej utworem Anthem of Creation. Coś, co w przypadku AC: Origins wydawało mi się nie na miejscu, w Anthem zdaje się przynależeć. Dźwięk szukał po prostu właściwej gry, by zabłysnąć. Dla mnie to dość ciekawa obserwacja — tu w recenzji nagle czepiam się tego, że podobne brzmienie pojawia się w dwóch soundtrackach, a jednocześnie wcześniej nie przeszkadzało mi, że praktycznie każdy soundtrack do gier korzysta dziś z orkiestry symfonicznej.

A przecież to też „to samo brzmienie”. Ludzki umysł działa ciekawie — oryginalne barwy dźwiękowe Schachner i jej syntetycznych instrumentów rzucają się w ucho właśnie poprzez swoją unikatowość. Ponieważ jednak jesteśmy przyzwyczajeni do brzmienia orkiestry (czy innych instrumentów w dowolnym rodzaju muzyki), jej obecność nie jest dla nas niczym nowym.

Część muzyki do gry jest dość… przeciętna.

Soundtrack może więc swobodnie korzystać z tradycyjnych instrumentów, a mimo to wciąż być oryginalnym dzięki temu jednemu, małemu dodatkowi, którego nie usłyszymy nigdzie indziej. Ścieżka muzyczna otwiera się utworem Legion of Dawn — w moim przekonaniu bardzo oryginalnym, wykorzystującym syntezę i manipulację dźwiękiem w ciekawy, rzadko spotykany sposób. Te elementy „sound designu” przewijają się potem przez cały soundtrack, koloryzując te „nieoryginalne brzmienia orkiestrowe”, nadając im tym samym unikatowego charakteru.

Anthem

Zaraz potem następuje Valor, bardzo typowy utwór na orkiestrę, który jednak jest zrealizowany poprawnie, a motyw przewodni wpada w ucho. Miłe to i przyjemne. Muzyka „bitewna”, towarzysząca akcji na ekranie, jak to często bywa, jest bardzo przeciętna. Trudno bowiem wymyślić coś nowego — wspomniałem już o tym w mojej recenzji soundtracku do gry Control. Ale elementy eksploracyjne w Anthem są znacznie lepszeFirst Flight, choć barwami różni się od tego, co Horner przygotował do Avatara, niemiłosiernie nastrojem kojarzy mi się właśnie z tym filmem. Może to przez aspekty latania.

Świetnym kawałkiem jest Haluk’s Wisdom— utwór eteryczny, spokojny, płynący, bardzo kontrastowy do utworów bitewnych czy wspomnianego wcześniej Valor. Natomiast Tarsis Nights przyrównuję przyjemnością (bo już nie brzmieniem) do muzyki towarzyszącej mapie galaktyki w serii Mass Effect i to chyba mój ulubiony utwór z całego soundtracku. Te utwory ambientowe, spokojniejsze i eksploracyjne, są największym atutem całej ścieżki muzycznej. Można ich słuchać w nieskończoność.

Natomiast muzyka „akcji” bardzo szybko wywołuje zmęczenie swoją powtarzalnością, podobnie jak cała reszta rozgrywki. Można sarkastycznie przyznać, że soundtrack bardzo odzwierciedla prowadzącą w otchłań nudy rozgrywkę. Tak jak endgame jest bardzo powtarzalny, tak i utwory bitewne szybko nudzą. Ale tak samo jak latanie i świat gry są przepięknie wykonane, tak i utworów eksploracyjne można słuchać wiele razy i wciąż będą się podobać.

Gra może nie zagościła w sercach graczy, ale soundtrack jest wart uwagi.

Anthem

Pomijając syntetyczne brzmienia, Schachner wprowadza do muzyki Anthem jeszcze jeden instrument, którego rzadko kiedy używa się w soundtrackach — a już na pewno nie w połączeniu z orkiestrą symfoniczną. Mowa o didgeridoo — dobrze znanym instrumencie etnicznym z Australii. Raz jest on dość wyrazisty, innym razem Schachner przesyła go przez kilka wtyczek, manipulując jego brzmieniem. Naprawdę, całe życie czekałem, aż ktoś wykorzysta ten instrument w grze akcji.

Czuję się więc spełnionym recenzentem. Gra może nie zagościła w sercach graczy, ale soundtrack jest wart uwagi. Nie określiłbym go mianem wybitnego, ale nie jest wcale zły — ot, jest przyjemny dla ucha. Jeśli gracza zainteresowała produkcja BioWare i dał się wciągnąć w klimat świata przedstawionego, to soundtrack będzie dobrym uzupełnieniem kolekcji.

Czytaj więcej:

Współpracownik

Wojciech Usarzewicz

Od lat 90. interesuje się muzyką do gier, a wśród ulubionych kompozytorów wymienia Ruskaya, Haaba i O’Donnella. Komponuje hobbystycznie i regularnie pracuje ze słowem pisanym.