Siege of Dragonspear było dla mnie sporym zaskoczeniem, choć Beamdog zdążył już udowodnić, że ich remastery to coś więcej niż tylko podbicie rozdzielczości. Tym razem deweloperzy postanowili pójść o krok dalej i zaoferować nam całkiem nową przygodę, rozszerzającą wątek dziedzictwa Bhaala i będącą pomostem między Baldur’s Gate oraz Baldur’s Gate II. Dodam w ramach ciekawostki, że puścili również oczko w stronę fanów Icewind Dale.

Myślę, że uwagę wielu słuchaczy przykuje przeskok jakościowy względem dzieła Hoeninga.

Za oprawę muzyczną dodatku odpowiada Sam Hulick, który już wcześniej skomponował pojedyncze utwory na potrzeby dodatkowej zawartości remasterów. Dzięki Siege of Dragonspear wreszcie otrzymał szansę na pokazanie swoich umiejętności kompozytorskich. Hulick oczywiście starał się przy tym, aby jego muzyka była spójna z dziełem Michaela Hoeninga, na szczęście jednak wlał w nią sporo oryginalności.

Przygodę otwiera Shadow of the Shining Lady, czyli temat główny dodatku. Utwór jest świetny, od razu wpada w ucho, a jego splendorowo-przygodowy charakter doskonale wpasowuje się w klimat Zapomnianych Krain. Według mnie to jeden z najlepszych tematów głównych spod szyldu Forgotten Realms, a w moim baldurowym rankingu zajmuje drugie miejsce, zaraz po Main Title z Baldur’s Gate II. Myślę, że uwagę wielu słuchaczy przykuje przeskok jakościowy względem dzieła Hoeninga, a trzeba zaznaczyć, że zarówno on jak i Hulick użyli sampli.

Doskonale brzmiąca orkiestra z sekcją dętą blaszaną na czele i przede wszystkim naturalny w brzmieniu chór, będący przy okazji miłą odmianą od wyeksploatowanego do granic możliwości Requiem (osoby używające sampli wiedzą, o co chodzi). Na osobną uwagę zasługuje perkusja grająca charakterystyczny beat, który będzie powracał w innych utworach. Kompozytor pokusił się również o skomponowanie tematu dla naszego bohatera w postaci pompatycznego The Hero of Baldur’s Gate. Utwór nawiązuje do bohaterskich czynów, jakich Dziecię Bhaala dokonało na rzecz tytułowego miasta.

Baldur’s Gate: Enhanced Edition – powrót legendy

Ekipa z Beamdog postarała się, aby nowa przygoda miała bardziej filmowy rozmach, dlatego nie uświadczymy już rolek tekstu z narratorem i statyczną grafiką w tle, a zamiast tego klimatyczne, animowane przerywniki filmowe. U początku naszej przygody dominuje podniosła atmosfera (Darkness and Light), dowiadujemy się o nowym zagrożeniu na Wybrzeżu Mieczy, a w tle słychać pompatyczną orkiestrę z chórem. Do takiej narracji przyzwyczaiły nas gry i filmy z lat 90. Z czasem orkiestra schodzi na niższe tony (The Death of Bhaal), podobnie historia przybiera mroczny obrót, prowadząc nas do prologu drugiej części sagi (Resisting the Darkness, Grim Deeds to Come). Muzyka w przerywnikach jest według mnie jedną z największych zalet pracy Hulicka, bo stwarza filmowy klimat, którego w Baldur’s Gate było niewiele. Pierwsza część stawiała raczej na książkową, tudzież „papierowo-RPG-ową” narrację, stąd spora rola narratora (w polskiej wersji kultowy Piotr Fronczewski), a mniejsza towarzyszącej mu muzyki.

Podobną progresję da się zauważyć w eksploracji, gdyż bohaterowie z początku wiedzeni chwałą i praworządnością, ostatecznie schodzą w mrok, dosłownie i w przenośni. Muzyki eksploracyjnej, niestety, jest niewiele, ale sam dodatek nie oferuje zbyt wielu miejsc do zwiedzania. Jej największym atutem jest natomiast brzmieniowa różnorodność, według mnie nieco wyraźniejsza niż w ścieżce dźwiękowej pierwszej części (teraz już) trylogii. Here Fell the Lord of Murder, wbrew swojemu złowrogiemu tytułowi, jest według mnie najpiękniejszym utworem w całej ścieżce dźwiękowej. Prosta fletowa melodia z towarzyszącą jej cudowną sekcją smyczkową przypomina mi moje ulubione pozycje z obydwu Baldurów, a powracający temat główny dodatku mógłby być doskonałym podsumowaniem albumu. Reszta utworów zabierze nas do obozu naszej kampanii wojennej (z początku pompatyczne The Siege Camp), w skąpane w mroku podziemia i ruiny (Dark Waters Flow, Castle Ruins), czy wreszcie do samej otchłani (niezwykle klimatyczne The Wastes of Avernus).

Kolejną wielką zaletą Siege of Dragonspear jest muzyka bitewna. Ze wszystkich ścieżek dźwiękowych spod szyldu Forgotten Realms to Icewind Dale Jeremiego Soule’a uważałem za najbardziej stonowane, a pod względem muzyki bitewnej najbardziej znośne. Sam Hulick, ku mojemu miłemu zaskoczeniu, stworzył taką muzykę, której chętnie się słucha. Nie jeden z tych utworów ma własne brzmienie z własną melodią przewodnią. Każda sekcja trzyma się ustalonej roli, zamiast zlewać w kakofoniczną całość, jak to nieraz było u Hoeninga. Chór pojawia się rzadko lub na drugim planie, bo kompozytor zdaje sobie sprawę, że do stworzenia bitewnej atmosfery orkiestra w zupełności wystarczy. Jeżeli chodzi o muzykę walk z bossami, to ta niestety nigdy nie była mocną stroną gier z serii Forgotten Realms. Na szczęście i tutaj Sam Hulick nie zawiódł, dostarczając fenomenalne The Devil’s Fury.

Siege of Dragonspear wprowadza sporo świeżości do ponaddwudziestoletniej gry jaką jest Baldur’s Gate.

Siege of Dragonspear wprowadza sporo świeżości do ponaddwudziestoletniej gry jaką jest Baldur’s Gate, choć Sam Hulick w głównej mierze starał się zachować spójność ze stylem muzycznym Michaela Hoeninga. Myślę, że ortodoksyjni fani, jak lubię ich nazywać, będą zadowoleni, choć ja uważam, że na uznanie zasługuje przede wszystkim to, co nowe. Mam tu na myśli orkiestrę z chórem o naturalnym brzmieniu (skok technologiczny jest tu oczywisty) oraz bardziej stonowaną niż u Hoeninga muzykę bitewną.

Czytaj więcej:

Redaktor

Daniel Wójcik

W 2008 roku przypadkiem odkryłem muzykę trailerową, w której od razu się zakochałem. Od niej była prosta droga do muzyki z filmów i gier. Minęło ponad 10 lat, a ja pracuję w branży trailer music i piszę publicystykę dla GameMusic.pl.