Zacznijmy od definicji. Czymże jest cyberpunk? Jeśli spojrzymy na literaturę, fantastykę dzielimy na dwa główne nurty: fantasy i science fiction. Są jeszcze mieszanki, takie jak techno fantasy i niektóre odmiany steampunku, ale ja nie o tym. Cyberpunk jest podgatunkiem science fiction, czyli literatury traktującej o technologii, przyszłości.

Cyberpunk jest podgatunkiem science fiction, czyli literatury traktującej o technologii, przyszłości.

Rozwija tę formułę o dwie kluczowe dla gatunku filozofie, a więc transhumanizm i posthumanizm. Pierwsze, skrótowo mówiąc, traktuje o przemianach człowieka jako istoty. Cybernetyka, bioprotezy, połączenie człowieka i maszyny w jedno. Posthumanizm natomiast traktuje o odległej przyszłości naszego gatunku – co będzie po Homo sapiens oraz jak sobie poradzimy z dotychczasowymi problemami człowieka.

Sporo w tym filozoficznego dyskursu, dlatego pozostawię te dwa zagadnienia do indywidualnych poszukiwań. Sam cyberpunk skupia się też na negatywnych efektach rozwoju cywilizacyjnego i zdobyczy technologicznych, a bohaterowie dystopijnych światów pochodzą często z marginesu społecznego.

Na tym jednak podział się nie kończy, warto bowiem zauważyć kolosalną różnicę między cyberpunkiem zachodnim i wschodnim. Wschodni to w domyśle treści pochodzące z Japonii, a więc przede wszystkim Ghost in the Shell oraz Akira. Są to opowieści skupione na dyskursie filozoficznym, o podniosłym, intelektualnym tonie, wywodzącym się z azjatyckiej poezji i filozofii. Zachodni (a więc euroamerykański) cyberpunk skupia się bardziej na samej technologii i zagubieniu człowieka w niej, jak w koronnych przykładach Łowcy androidów, Matrixa, tudzież serii Deus Ex. Różnice te nie są tylko widzialne, ale również słyszalne. Ścieżki Shojiego Yamashiro i Kenjiego Kawai bazują na instrumentach japońskich oraz równie specyficznym wokalu, bardzo lakoniczne w treści i formie, podczas gdy Vangelis dał nam przepych i klasycznie pojętą kompozycję w syntetycznych szatach, nadając sznyt euroamerykańskiemu brzmieniu cyberpunka.

Warto bowiem zauważyć kolosalną różnicę między cyberpunkiem zachodnim i wschodnim.

Kończąc ten przydługi wstęp, pora zadać w końcu pytanie, które niektórzy z nas zadają sobie od dłuższego czasu. Czego się spodziewać po muzyce do Cyberpunka 2077? Co nam zaserwują ludzie pracujący nad muzyką do kolejnego wielkiego tytułu CD Projekt Red? Poszukajmy wpierw oczywistych inspiracji. Vangelis to pewnik, partie ambientowe z pewnością będą przynajmniej zahaczać o jego rozwiązania, zwyczajnie nie da się tego ominąć. Yamashiro i Kawai raczej nie pojawią się, chyba że jako hołd/easter egg, jeżeli graczowi przyjdzie zwiedzić dzielnicę azjatycką.

Michael McCann stworzył bardzo specyficzne, ale jednak łatwe do podrobienia syntezy, więc raczej syntetyczny puls na ósemkach nie wybrzmi z głośników w polskim tytule. Matrixowe pomieszanie gitarowego rżnięcia z ostrymi syntezami i glitchującą perkusją być może spotkamy w momentach walki. Wracając do glitchu, ciekaw jestem, czy spłynie również inspiracja z Quantum Break, bo chociaż gra była średnia, to Petri Alanko popełnił małe arcydzieło w poziomie złożoności efektów i postprocesów. Nie wykluczyłbym też technicznego prymitywizmu znanego z większości przesadnie patetycznych soundtracków Hansa Zimmera. Nie zrozumcie mnie źle, zdarzają mu się wybitne kompozycje, ale Hans dzisiaj to bardziej instytucja niż odkrywczy kompozytor.

Tyle o inspiracjach, jak będzie z instrumentarium? Cóż, tu odpowiedź jest tylko pozornie łatwa. Otóż oczywistym się wydaje tworzenie w pełni na syntezatory i orkiestrę, ale wcale nie jest to jedyna słuszna ścieżka. Równie dobrze możemy dostać soundtrack „John Williams style – czyli pal licho, że science fiction, ciśniemy tylko orkiestrą”, co było odkrywcze w stosunku do Gwiezdnych Wojen, ale do całej reszty gatunku jest wtórne.

Możemy też dostać syntetyczne ksero któregoś znanego artysty muzyki elektronicznej – Skrillex, Noisia, Daft Punk (tego z Tron: Dziedzictwo), Amon Tobin, you name it. Taki zabieg byłby jednak zbyt ryzykowny, ponieważ bazowałby na brzmieniu konkretnego artysty, który może i przyciągnąłby fanów, ale skazałby cały soundtrack na jednak bardzo hermetyczne brzmienie. Z tego też powodu obstawiam hybrydę plus gitary elektryczne plus mnóstwo zabawy przeróżnymi starymi i dobrze nam znanymi technikami postprodukcji audio. Orkiestra nada wszystkiemu podniosłości, syntezy zbudują klimat, gitary dodadzą drapieżności, a dziwne dźwięki unikalności.

Petri Alanko popełnił małe arcydzieło w poziomie złożoności efektów i postprocesów.

Brzmi to dziwnie znajomo? Owszem, w co drugiej recenzji na naszych łamach da się czytać o hybrydowych soundtrackach dopakowanych a to gitarami, a to chiptune’em, a to glitchem. Niestety cyberpunk to dystopijne SF, a nie tak jak Wiedźmin – fantasy ze słowiańskim sznytem. Nie znaczy to jednak, że czeka nas sztampa. Nie tak dawno wyszedł DOOM, a muzyka do niego na papierze wcale nie wygląda imponująco – djent metal, syntezatory i tona przesteru, a właściwie dwie tony.

Dlatego też to dwie rzeczy zadecydują o sukcesie soundtracku z Cyberpunka 2077: talent kompozytorów, a ten już poznaliśmy przy Wiedźminie, oraz bardzo dobry sound design do muzyki. Świeży, unikalny, niebędący ani kalką znanych rozwiązań, ani całkowicie oderwany od swoich korzeni. Tutaj czeka największe wyzwanie. A Wy co sądzicie? Jaką macie własną wizję muzyki w nadchodzącym dziele CDP Red?

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.