Z najnowszym dziełem Capcomu jest tak, że grając w ten tytuł prawdopodobnie nie zanotujemy większości utworów muzycznych, które wybrzmiewają w tle radosnej rozwałki. Pytanie tylko, czy jest co notować w naszej głowie? Zaraz postaram się ten właśnie problem rozwikłać.

Devil May Cry 5, bo o nim tutaj mowa, trafił do sklepów 8 marca tego roku. Jest to więc tytuł całkiem świeży. Kto miał styczność z grami tej serii, wie, czego można się po niej spodziewać. Dla tych wszystkich, którzy nie mieli jeszcze okazji, mamy garść informacji. Ot taki mały poradnik zabójcy demonów. Dwójka bohaterów, Dante oraz Nero, z wyglądu mocno do siebie podobnych, stara się walczyć z hordami demonów, wykorzystując przy tym różnoraką broń białą, demoniczne moce a także ciut mniej efektywne pistolety. Akcja, akcja i jeszcze raz akcja.

Odciski na palcach od mashowania przycisków, umiejętność wykonywania skomplikowanych kombosów oraz czysta radość z wszechobecnego bitewnego chaosu – tak mogę podsumować całą, jak do tej pory składającą się z sześciu części, serię. Czy taki tytuł ma prawo odnieść sukces w zdominowanym przez sieciowe gry świecie? Do tej pory Capcom sprzedał ponad dwa miliony egzemplarzy. Tak więc amatorów polowań na demony nie brakuje. A jak Devil May Cry 5 brzmi od strony muzycznej?

Muzyki jest tutaj od groma – każdy znajdzie coś dla siebie.

Capcom rozpieszcza fanów swoich produkcji. Tym razem przygotowali składający się z 5 płyt soundtrack, który zawiera aż (!) 136 utworów. Przypominam, że mówimy tutaj o ścieżce dźwiękowej do slashera, czyli grze dość krótkiej, którą co prawda można przechodzić wielokrotnie, ale jednak nie mogącej dorównywać rozmachem chociażby najnowszemu Assassin’s Creed Odyssey. Muzyki jest tutaj od groma – każdy znajdzie coś dla siebie.

Pozwolę sobie skupić się na kilku głównych gatunkach-nurtach muzycznych, które wyraźniej dominują na tle tego całego ogromu, jednak zanim przejdę do oceny poszczególnych części ścieżki dźwiękowej, chciałbym Wam przedstawić „łowców demonów” odpowiedzialnych za tego muzycznego 136-pozycyjnego molocha. Ścieżkę dźwiękową popełnili: Kota Suzuki, którego możemy znać chociażby z Resident Evil 6 czy Monster Hunter 3, Yoshiya Terayama, Hiromitsu Maeba (Monster Hunter 4, Monster Hunter Stories), Steven McNair – skomponował utwory do Street Fighter 5, John R. Graham, Casey Edwards, Cody Matthew Johnson (Resident Evil 2 ,Marvel vs Capcom: Infinite) a także Jeff Rona. Ufff… lista jest długa, nazwiska dobrze znane w świecie gier komputerowych, więc w teorii mogę przypuszczać, że będzie wyśmienicie. A jak jest w praktyce?

W teorii można przypuszczać, że będzie wyśmienicie.

W praktyce jest różnie. Zacznijmy może od samego początku, czyli od supergwiazdy całej ścieżki dźwiękowej: utworze Devil Trigger. Utwór skomponował Casey Edwards, głosu użyczyła Ali Edwards. Sama piosenka występuje w ścieżce dźwiękowej aż w czterech różnych wersjach: Opening Remix, Instrumental, Davil Shocker Remix i chyba w mojej ulubionej Game Edit.  Sam utwór mógłbym podsumować stwierdzeniem: trendy.

Casey zastosował tutaj cechy charakterystyczne dla wielu popularnych obecnie gatunków. Zacznijmy od samego początku. Utwór otwiera dość mocna sekwencja gitarowa, która przechodzi w hardtrance’owy motyw z mówionym wokalem męskim. Ta sekwencja z twardą, stabilną sekcją rytmiczną jest w moim odczuciu najjaśniejszym punktem całej piosenki. Nadaje grze olbrzymiej dawki „badassowości”. Szatkując wrogów w rytm tej sekwencji czujesz się wręcz nieziemsko silny. Sekwencję kończy mostek, od którego aż na kilometr czuć inspirację niezwykle popularnym (na fali utworów do gry League of Legends) K-popem.

Syntezatory supersaw grające akordy, łamany breakbeatowy bit i co najważniejsze: wokal. Ali Edwards śpiewa mostek, a chórki co drugą frazę podbijają tekst piosenki. Ach, jakie to klasyczne dla K-popu. Refren tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że Casey Edwards skomponował flagowy utwór, próbując pogodzić klimat poprzednich części DMC z najnowszymi trendami muzycznymi. Jak dla mnie jest nieco zbyt tanecznie i radośnie, by wczuć się w – nie ukrywajmy – dość mroczną stylistykę całej gry. Niemniej fani dalekowschodnich brzmień muzyki popularnej będą tym utworem zachwyceni.

Płytkę nr dwa jak dla mnie dość dobrze reprezentuje piosenka Crimson Cloud. Okładka drugiego krążka sygnowana jest postacią V – jednego z grywalnych bohaterów.  Utwór z pogranicza dubstepowej elektroniki, nu-metalu z dość nietypowo brzmiącym kobiecym wokalem, to propozycja już znacznie bardziej różniąca się od Devil Trigger’a. Wokalistką jest tutaj Rachel Fannan i według mojej subiektywnej opinii wywiązała się ze swojej roli wyśmienicie. Zwrotki są świetnie, lekko psychodelicznie wykrzyczane, a refreny soczyste i zapadające w pamięć. Patrząc na ten utwór pod kątem instrumentalnym – jest przyzwoicie. Fajerwerków syntezatorowych tutaj nie uświadczymy – wobblujące linie basu, mroczne, grajace na niższych oktawach saw-pady, ładnie kontrastują z wysokim wokalem Rachel.

Co do sekcji perkusyjnej – jest ona dynamiczna, mocna brzmieniowo (swoją drogą ciekawie muśnięta przesterem). Płyta nr 2 gra nam w tle w momentach, gdzie sterujemy postacią V – młodego ciemnowłosego czarownika (dziwnie podobnego do Kylo Rena z Gwiezdnych Wojen). V posiada zupełnie odmienny styl walki, przez co i muzyka jest inna. Do ciekawszych numerów z tej płyty mogę na pewno zaliczyć Splitting Fool – za klimat rodem z gier arcade, It’t time To Get Work – dość krótki, ale bardzo interesujący miks elektroniki z funkiem. Cały krążek jest bardzo elektroniczny i niezwykle mroczny. Daleko mu oczywiście do muzyki grozy, ale swój klimat buduje odpowiednio dobrze.

Fajerwerków syntezatorowych tutaj nie uświadczymy – wobblujące linie basu, mroczne, grajace na niższych oktawach saw-pady, ładnie kontrastują z wysokim wokalem Rachel. Co do sekcji perkusyjnej – jest ona dynamiczna, mocna brzmieniowo (swoją drogą ciekawie muśnięta przesterem). Płyta nr 2 gra nam w tle w momentach, gdzie sterujemy postacią V – młodego ciemnowłosego czarownika (dziwnie podobnego do Kylo Rena z Gwiezdnych Wojen). V posiada zupełnie odmienny styl walki, przez co i muzyka jest inna. Do ciekawszych numerów z tej płyty mogę na pewno zaliczyć Splitting Fool – za klimat rodem z gier arcade, It’t time To Get Work – dość krótki, ale bardzo interesujący miks elektroniki z funkiem. Cały krążek jest bardzo elektroniczny i niezwykle mroczny. Daleko mu oczywiście do muzyki grozy, ale swój klimat buduje odpowiednio dobrze.

Cały krążek jest bardzo elektroniczny i niezwykle mroczny.

Ach, płytka nr 3! Mój ulubiony bohater – Dante. Nie mogłem się spodziewać innych brzmień niż ostre gitarowe riffy. Po pierwszym utworze, zresztą tak myślałem. Dużym zaskoczeniem natomiast był dla mnie utwór The World is Screaming w obu wersjach. Gotycki klimat, dobrze zmiksowany, mocno brzmiący fortepian oraz agresywna sekcja pierwszych skrzypiec. Przed oczami od razu pojawia się obraz świata stojącego o krok od apokalipsy. Bardzo dobry, orkiestrowy utwór. Brawo. Swoistą „twarzą” tej płyty jest piosenka Subhuman – po pierwszych kilku sekundach byłem przekonany, że będzie dobrze. Mocne, wyraziste riffy gitarowe, cała sekcja rytmiczna utrzymuje poziom. Utwór byłby najprawdopodobniej moim ulubionym… gdyby twórcy zdecydowali się zostawić go jako instrumental.

Wokal – ni to screamujący, ni to growlujący – jest po prostu mało wyrazisty. To troszkę tak, jakby nastolatka świeżo po zdaniu egzaminu na prawo jazdy wsadzić do sportowego Mustanga. Najpewniej się roztrzaska na pierwszym zakręcie, ale jedno jest pewne – nie wykorzysta potencjału maszyny. Tutaj jest podobnie  – wokalista jest moim zdaniem za słaby, żeby wykorzystać potęgę podkładu, za który osobiście chylę czoła. Te solówki są genialne! Drugim utworem, który zapada w pamięć, jest powermetalowy Voltaic Black Knight – kto nie wierzy, polecam pograć chwilę w grę, a gwarantuje, że ten utwór pojawia się w najlepszym dla niego momencie i zapada w pamięć na długo.

Od strony technicznej jest klasycznie jak na power metal – cała  otoczka metalowa jest tutaj uzupełniana o sekcje symfoniczne a także syntezatorowe plucki. Krążek z Dantem na okładce to mieszanka orkiestry symfonicznej z przeróżnej maści ciężkimi gitarowymi brzmieniami. Słuchając utworów takich jak Voltaic Black Knight czy It becomes Cavaliere, możemy wyczuć taką charakterystyczną nutkę Castlevanii czającą się za tymi kompozycjami.

Możemy wyczuć charakterystyczną nutkę Castlevanii czającą się za tymi kompozycjami.

Dwa ostatnie krążki wymienię już w jednym akapicie, a to dlatego, że mogłoby nam nie starczyć sumarycznie miejsca w internecie na tak obszerną recenzję (a tu trzeba jeszcze podsumować wszystko ech…). Płytę numer 3 sygnuje postać Vergila – brata bliźniaka Dantego. Możemy na niej znaleźć sporo elektronicznych, ocierających się momentami o sound design motywów. Znajdą się też bardziej stonowane, spokojniejsze pozycje, jak np. True Wishes. Na pewno na szczególną uwagę zasługuje utwór Undeniable Fate – jest to orkiestrowa kompozycja, napisana z dużym rozmachem, a na uwagę zasługuje sekcja chóru, która wzmacnia potężny wydźwięk sekcji dętej blaszanej. Równie ciekawy jest utwór The Duel, skomponowany przez Casey’ego Edwardsa.

Elektroniczne arpeggio z ciężkim, metalowym riffem gitarowym, daje dynamiczne, naładowane energią połączenie. Casey Edwards utworem Silver Bullet serwuje nam przy okazji kolejną wariację na temat Devil Triggera – nieco bardziej elektroniczną, z transowymi supersaw syntezatorami, elektroniczną perkusją i śpiewanymi frazami wziętymi z wyżej wymienionego singla promującego grę. Płyta nr 5 jest o tyle ciekawa, że zawiera utwory, które najczęściej możemy spotkać w przerywnikach pomiędzy misjami, gdzie to dostosowujemy naszych bohaterów do swojego stylu gry.

Paradoksalnie mógłbym rzec, że „piątka” jest tutaj najciekawszym, najbardziej zróżnicowanym krążkiem. Klimatyczna, fusion jazzowa, funkowa, czasami ocierająca się o pop mieszanka krótkich utworów pokazuje, jak elastycznie kompozytorzy poruszali się w całej ścieżce dźwiękowej. Oczywiście sama płyta puszcza oczko w kierunku wiernych fanów serii chociażby utworem o dość wymownym tytule History of DMC. Zastanawiające jest dla mnie pominięcie w tym utworze motywów z drugiej części gry. Być może wiąże się to z mniej spektakularnym sukcesem produkcji.

Na zakończenie, już mniej przychylnie, odniosę się do jednego z najgorszych menu theme z jakim miałem do czynienia. Utwór grający pod menu głównym DMC5 jest moim zdaniem fatalny. Dość napisać, że cięte gaterem sekcje fortepianu przypominają raczej glitch gry (sam przez jakiś czas myślałem, że po prostu gra mi tnie w tym miejscu), to jeszcze sama budowa utworu jest nudna jak flaki z olejem. Początek jednak dobrze rokuje, dokładnie do momentu, gdy słyszymy charakterystyczne słowa „Devil May Cry”. Potem jest już tylko ambient i ten irytujący, pocięty fortepian. Tutaj Capcom mógł powiedzieć kompozytorom: „Chłopaki, utwór podczas renderowania wam zglitchowało”.

Ścieżka dźwiękowa staje się naszym pomocnikiem w walce, wręcz niesamowicie budując klimat.

Podsumowując moją recenzję, zabójczo krótką jak na ilość materiału do przerobienia, powiem tak: ten soundtrack ma dwa oblicza. Pierwszy – gdy słuchamy ścieżki dźwiękowej solo. Dla mnie jest jej po prostu za dużo. 136 utworów,  z czego grubo ponad połowa to elektroniczne wygibasy dźwiękowe, którym bliżej do sound designu niż do muzyki, mogą zmęczyć słuchacza dość szybko. Co prawda każda płyta ma swojego przedstawiciela – utwór flagowy.

Jednak żeby wyszperać te perełki, potrzeba dużo cierpliwości. Z drugiej strony wszystko się zmienia w momencie, gdy chwycimy pada w dłoń i rozpoczniemy taniec śmierci którymś z bohaterów. Wtedy też za długa ścieżka dźwiękowa staje się naszym pomocnikiem w walce, wręcz niesamowicie budując klimat. Ukłony i brawa za tak dobrze wykonaną pracę. Przyznam się szczerze, że z punktu widzenia recenzenta ocena takiego molocha jest zadaniem ekstremalnie trudnym.

Ukłony i brawa za tak dobrze wykonaną pracę.

Zważywszy iż mamy tutaj kilka, jak nie kilkanaście różnych gatunków muzycznych. Do tego jeszcze remixy. A po remixach wersje alternatywne. Myślę jednak, że praca całego zespołu kompozytorów opłaciła się z nawiązką. Mogę z czystym sumieniem nazwać ścieżkę dźwiękową do Devil May Cry mianem soundtracku kompletnego.

Redaktor

Krzysztof Kus

Sound Designer, kompozytor muzyczny, a także perkusista z zamiłowania. W grach zwraca szczególną uwagę na nowatorskie podejście do tematu sound designu. Prywatnie jeden z największych fanów Dire Straits w Polsce.