Pod koniec kadencji konsoli PlayStation 3 na horyzoncie zaczęły pojawiać się produkcje, które miały zdefiniować najlepsze lata dla sprzętu Sony. Jedną z wielu było Dragon’s Crown ze studia Vanillaware, znanego z bardzo ciepło przyjętych przez krytykę produkcji, takich jak Odin Sphere oraz Muramasa: The Demon Blade.

Oprawę graficzną tych gier cechują charakterystycznie wystylizowane projekty postaci i bajkowa scenografia przypominająca ilustrowane kolorowe książki. W przypadku Dragon’s Crown nie ma większego sensu szukać podobnej w obrębie gatunku cRPG – gra łączy ze sobą najlepsze cechy bijatyk, platformówek oraz RPG spod znaku magii i miecza.

Nic dziwnego, że po sukcesie Dragon’s Crown wiele osób oczekiwało premiery ścieżki dźwiękowej.

Nie jest to jednak jedyny mocny akcent japońskiego studia Vanillaware, gdyż od samego początku założenia firmy producenci współpracują z kompozytorami od Basiscape Records, które jest odpowiedzialne za wszystkie ścieżki dźwiękowe, cechujące się niepowtarzalnym stylem muzycznym. Założycielem studia nagraniowego zrzeszającego doświadczonych oraz młodych artystów jest sam Hitoshi Sakimoto, ta sama osoba, która dała o sobie znać dzięki wielu udanym produkcjom (Final Fantasy Tactics, Vagrant Story, Final Fantasy XII) za czasów Squaresoftu, a obecnie Square Enix. Zatem nic dziwnego, że po sukcesie Dragon’s Crown wiele osób oczekiwało premiery ścieżki dźwiękowej, która w grze spełniła swoją rolę bezbłędnie. Wszystko to za sprawą dźwięków i średniowiecznych melodii dodatkowo okraszonych orientalnymi instrumentami, co należy do rzadkości w tego typu japońskich produkcjach.

Oczywiście na publikację albumu przyszło nam czekać przeszło dwa lata, co w przypadku japońskich wydawnictw muzycznych należy do rzadkości. Ostatecznie soundtrack wydano na trzech krążkach, zawierających praktycznie całą muzykę, jaką mogliśmy usłyszeć podczas naszych przygód w Dragon’s Crown. Jak zatem można sklasyfikować jedną z ostatnich prac Hitoshiego Sakimoto? Na pewno nie ma takiej łatki muzycznej, którą można by przypiąć pracom kompozytora.

Jego styl pisania utworów jest tak unikatowy, że każdy, kto zna wcześniejszą twórczość artysty, rozpozna bez najmniejszego problemu jego nowe dzieła. Niemniej jednak w muzyce do Dragon’s Crown nie znajdziemy nic odkrywczego, czegoś, czego byśmy wcześniej nie słyszeli w pozostałych pracach Sakimoto. Nie jest to żaden zarzut, ponieważ kompozytor nic nikomu nie musi udowadniać i pozostaje wierny swojemu stylowi. Owszem, momentami stara się wprowadzić nieco świeżości do swoich prac, ale mimo wszystko nadal mamy do czynienia z brudnymi, ciężkimi, a czasami delikatnymi melodiami, które przedstawiają inną harmonię, jaką znamy z produkcji do gier fantasy.

Nie da się dokładnie określić stylu, jakim posługuje się Hitoshi Sakimoto, dlatego to odróżnia go od kolegów po fachu. W muzyce do Dragon’s Crown możemy odnaleźć wiele muzycznych twarzy kompozytora. Jedną są mocne uderzenia bębnów oraz instrumentów dętych grających w rytm wiolonczeli lub skrzypiec, dające złowrogie brzmienie, a później nagle cały temat zostaje poddany metamorfozie i pokazuje łagodniejszą twarz. W taki sposób Sakimoto umiejętnie i świadomie buduje napięcie pomiędzy autorem a słuchaczem, co sprawia, że stajemy się świadomymi słuchaczami muzycznego procesu, jaki nam serwuje kompozytor.

Oczywiście nie staram się doszukiwać czegoś głębszego, a raczej pokazać, jak umiejętnie kompozytor zerwał ze stereotypami, jakie zastosował podczas produkcji ścieżki dźwiękowej o tematyce fantasy. Dlatego nie usłyszymy donośnych i monumentalnych dźwięków, a raczej utwory oddające oddarte z piękna światy za pomocą ciężkiej blachy. Muzyka sama w sobie jest banalna, przez co spełniła swoją rolę w trakcie przechodzenia kolejnych etapów w grze. Nie doświadczymy tutaj żadnego tematu głównego, który miałby zostać powielany przez cały album lub melodie towarzyszące poszczególnym bohaterom.

Głównie mamy do czynienia z melodiami konkretnych miejsc (Dragon’s Haven Inn, Old Capital, Adventurers Guild), które odgrywają znaczącą rolę w naszej przygodzie. Nie zabrakło tematów idealnie podkreślających niebezpieczne zakątki świata (Ghost Ship Cove, Castle of the Dead: Catacombs), gdzie zawsze na samym końcu czeka na nas boss i towarzysząca mu specyficzna złowroga melodia (Unavoidable Clash, Those that Threaten Life), która została uzależniona od wielkości bestii. Po przesłuchaniu wszystkich trzech płyt niewiele pozostaje w pamięci, ponieważ kompozytor w swoich pracach nie stawia na chwytliwe melodie, a raczej na napięcie mające nam towarzyszyć podczas przedzierania się przez hordy goblinów lub innych stworów.

Największym plusem tego albumu są spokojniejsze melodie towarzyszące nam w kluczowych momentach fabularnych gry.

Dragon’s Crown w porównaniu z pozostałymi pracami Hitoshiego Sakimoto wypada dobrze. Owszem, można by narzekać, że kompozytor nic nowego nie wnosi do swojej twórczości, a wręcz momentami zgapia od swoich pozostałych produkcji. Niemniej jednak największym plusem tego albumu są spokojniejsze melodie towarzyszące nam w kluczowych momentach fabularnych gry lub po prostu kiedy rozkoszujemy się w przyrządzaniu jadła dla naszych wojowników (A Moment of Rest).

Niestety obawiam się, że aby polubić ten soundtrack, najlepiej wypadałoby zagrać w samą grę, ponieważ utwory są ściśle zintegrowane z tym, co widzimy na ekranie. Dlatego wiele osób może po kilku utworach zrezygnować z dalszego odsłuchania albumu. Oczywiście każdy szanujący się sympatyk twórczości Sakimoto koniecznie powinien zakupić Dragon’s Crown Original Soundtrack do swojej prywatnej płytoteki.

Redaktor naczelny

Mariusz Borkowski

Człowiek o ogromnym sercu do muzyki oraz odkrywca niepowtarzalnych dźwięków. Od wielu lat bez wytchnienia dzieli się z innymi swoją bezustanną pasją do melodii z gier wideo.