Devolver Digital – studio stojące za świetnie przyjętym top-down shooterem „Enter the Gungeon”, już jakiś czas temu udostępniło na swoim kanale YouTube pełną ścieżkę dźwiękową stworzoną przez tajemniczy alias „doseone”. Podnoszę zatem rękawicę i biorę się za barki z ponad 80-minutowym soundtrackiem! Czy wyjdę z tego pojedynku z tarczą czy na tarczy? Przekonajcie się sami.

Jako mistrz rozwałki strzelamy różnego rodzaju bronią palną w kierunku coraz to dziwniejszych wrogów.

Technikalia Krzysiek! Oczywiście nie zapominam, stąd też króciutka prezentacja samej gry. Top-down shooter jest to gatunek, w którym sterujemy postacią ukazaną często w rzucie izometrycznym, bądź też stricte z kamerą umiejscowioną nad postacią. Nie inaczej jest w przypadku EtG, gdzie jako mistrz rozwałki strzelamy różnego rodzaju bronią palną w kierunku coraz to dziwniejszych wrogów. Dodam tylko, że fantazja twórców podczas wymyślania całego lore i wszelakich nawiązań do broni palnej jest niesamowita: jeden z głównych bossów – ogromny wąż strzelający pociskami z każdego kawałka swojego ciała – nosi nazwę Ammoconda. Gra jest piekielnie dynamiczna, premiująca zręczność i szybkie palce. Nagradza gracza toną świetnych efektów wizualnych, chociaż sama okraszona jest grafiką w stylu pixelart.

Gra nie tylko wygląda świetnie i widowiskowo, ale i równie dobrze brzmi. A to oczywiście w recenzji ścieżki dźwiękowej jest najważniejsze. Do muzyki przejdę w kolejnym akapicie, natomiast teraz chciałbym skupić się na efektach dźwiękowych. Stwierdzam, że ta gra brzmi soczyście! Wystrzały, wybuchy – wszystko to brzmi epicko, timingi są zachowane. Gracz czuje nie tylko wizualnie, ale też dźwiękowo, że trzyma w ręku kawał pukawki. Szczególnie podobało mi się udźwiękowienie jednego bossa – Blobulorda – którego wystrzały brzmiały miękko, bąblowato, tak jakby wypuszczał z siebie urocze małe puddingi (zresztą jego obszarowe wystrzały przypominały uśmiechnięte, pucułowate buźki). Dobrze i z hollywoodzką wiernością zostały oddane różne rodzaje broni, od karabinków UZI po rewolwery. Każdy z nich ma swoje unikatowe brzmienie, wzmacniane dodatkowo efektami magicznymi.

Wystrzały, wybuchy – wszystko to brzmi epicko.

Przejdźmy teraz do warstwy muzycznej. Ścieżkę dźwiękową otwiera nam numer tytułowy, nazwany po prostu Enter the Gungeon. Jest to połączenie nowocześnie brzmiącej sekcji perkusyjnej, elementów orkiestrowych oraz 8-bitowych – pasujących do stylu graficznego plucków i syntezatorów. Co przyjemnie zaskakuje w tym utworze, to wokal. Chórki śpiewające frazę „Enter the Gungeon” przyjemnie wypełniają stabilny, mocny bit, a rapowane zwrotki nadają całości bardzo „gangsterskiego” charakteru. W końcu mamy do czynienia z grą, która już w samym tytule ma broń, więc i odpowiedni element muzyczny też musiał zostać wprowadzony. Stawiając się jednak w roli zwykłego, szarego Kowalskiego, jedynie utwór tytułowy wgrałbym na swojego smartfona.

Pozostała część soundtracku utrzymana jest w gatunku 8-bit music, z domieszką nieco bardziej polifonicznych, nowoczesnych brzmień muzyki elektronicznej. Momentami jednak soundtrack gra chaotyczną, chiptune’ową sieczkę. Jestem w stanie zrozumieć założenia doseone, który najprawdopodobniej chciał oddać ferwor towarzyszący temu, co dzieje się na ekranie, jednak jako osobnego tworu – idącego samoistnie, a nie w parze z grą, ścieżki dźwiękowej słucha się niezmiernie ciężko. Utwory przepełnione są bijącymi po uszach padami o barwach ciężkich, mocno syntezatorowych, w perkusji zdecydowanie nadużyto talerzy. Cały czas coś syczy i brzęczy w słuchawkach. W grze oczywiście tego nie słychać, gdyż efekty dźwiękowe są zmiksowane głośniej niż sama muzyka.

Jako osobnego tworu – idącego samoistnie, a nie w parze z grą, ścieżki dźwiękowej słucha się niezmiernie ciężko.

Nie da się ukryć, że Enter the Gungeon odniósł sukces. Gra jest niezwykle grywalna, widowiskowa, soczysta. Premiuje zręczność, spostrzegawczość gracza. Jego refleks jest testowany na każdym kroku. Gra brzmi równie dobrze, jak wygląda. Oczywiście jeśli weźmiemy pod uwagę sound design. Każdy rodzaj broni brzmi po swojemu, dodatkowe aspekty magiczne nadają jeszcze większego uroku każdemu wystrzałowi, który towarzyszy nam przez całą rozgrywkę.

W grze z pukawkami w roli głównej dźwiękowcy nie mogli odstawić kiepszczyzny w tym temacie. Soundtrack niestety wypada nieco gorzej. Poza głównym motywem muzycznym, mogę na palcach jednej ręki policzyć interesujące momenty w dość obszernym jednak wydawnictwie.

Redaktor

Krzysztof Kus

Sound Designer, kompozytor muzyczny, a także perkusista z zamiłowania. W grach zwraca szczególną uwagę na nowatorskie podejście do tematu sound designu. Prywatnie jeden z największych fanów Dire Straits w Polsce.