Jak nauczyć się komponować muzykę, jeśli kompletnie nic na ten temat nie wiesz? Nie chodziłeś do szkoły muzycznej? Nie grasz na żadnym instrumencie? Wiele lat temu sam zadawałem sobie takie pytania. Teraz na gamemusic.pl zamierzam na nie odpowiedzieć. W serii kilku artykułów przedstawię wam procesy, kursy, książki i źródła wiedzy, które pozwoliły mi nauczyć się produkcji muzycznej od zera. Głównie bawię się dźwiękami orkiestrowymi, ale większość rad będziecie mogli zastosować do dowolnego gatunku muzycznego.

Słowem wstępu

Sam zacząłem przygodę z komponowaniem i produkcją dość późno, bowiem około 27 roku życia. Jestem samoukiem, wiedzę zdobywałem z tego, co oferował internet i książki — niektóre dość stare, bo pamiętające początki PRL-u. Potwierdzam, że można samodzielnie nauczyć się kompozycji muzycznej, a nawet podstaw orkiestracji. Przynajmniej do pewnego stopnia. Gdyby przyszło mi pracować z zawodowcami, na jaw wyszłoby wiele braków w mojej wiedzy i doświadczeniu. Ale to nie przeszkadza mi w zabawie. Bo tworzenie muzyki powinno być zabawą.

I choć uważam, że profesjonalna kompozycja i orkiestracja wymagają jednak porządnego „backgroundu”, umiejętności gry na klawiszach i zainwestowania w studia trwające po kilka lat (jeśli ich zabraknie, to przydałby się mentor albo duża dawka dyscypliny), to pewne podstawy można zdobyć samemu. Co więcej, nie każdy chce od razu nauczyć się orkiestracji — niektórzy chcą po prostu poznać kompozycję, by potem pracować z własnym brzmieniem. Stąd pomysł na tę serię. Chcę wam opisać moją własną ścieżkę: w jaki sposób poznawałem podstawy, z jakich książek korzystałem, w jakie kursy zainwestowałem, a nawet jakie hasła wstukiwałem do wyszukiwarki, by całą tę wiedzę zdobywać. W jaki sposób, jako hobbysta tworzący muzykę dla własnej radości, zaczynając zupełnie od zera, dotarłem do mojego utworu Dreamlords?

Jak wspomniałem wcześniej, można nauczyć się samodzielnie tworzyć muzykę. Wymaga to cierpliwego uczenia się, ćwiczenia, szukania źródeł wiedzy, dalszego ćwiczenia, wytrwałości i jeszcze raz cierpliwości. To, jaki gatunek wybierzecie, jak i to, ile macie w sobie samozaparcia oraz chęci zdobywania wiedzy, zdecyduje, w jakim stopniu opanujecie muzykę, którą chcecie tworzyć. Ja na przykład jestem całkiem zadowolony z moich umiejętności orkiestracji. Są bardzo wirtualne, bardzo „makietowe” i na pewno nie w 100% realistyczne. Ale mnie to wystarczy, bo ja się taką muzyką bawię — nie mam w planach, by mój hollywoodzki soundtrack nagrała prawdziwa orkiestra. Poza tym ludzie chwalą muzykę do TailQuest, więc mi to w zupełności wystarcza. Ale jeśli Ty masz takie marzenie, to Ciebie czeka trudniejsza przeprawa niż mnie.

Muzykę orkiestrową można tworzyć na komputerze z pomocą odpowiedniego oprogramowania.

Muzyka towarzyszy mi od małego. Słuchałem głównie soundtracków orkiestrowych z filmów, ale to było tylko konsumowanie treści dźwiękowych. Dopiero mając 24 lata, odkryłem cudowny instrument — flety indiańskie. Nauczyłem się je budować, a potem na nich grać — był to mój pierwszy kontakt z faktyczną grą na jakimkolwiek instrumencie muzycznym w dorosłym życiu. Wcześniej nie miałem kontaktu z muzyką. Gdy skończyłem gimnazjum, skończyły się też lekcje muzyki. Potem, w okresie studiów, natknąłem się jeszcze na problem fanowskiego serialu w uniwersum Star Trek — „Star Trek: Horizon”. To wtedy dowiedziałem się od naszego kompozytora, że muzykę orkiestrową można tworzyć na komputerze z pomocą odpowiedniego oprogramowania. Ponieważ jednak mój komputer był dość słaby, nie było mi dane eksperymentować z tym oprogramowaniem. Były to czasy, kiedy praktycznie jedyną znaną mi biblioteką na rynku były produkty EastWest/Quantum Leap, które do dzisiaj wymagają setek gigabajtów na dysku twardym, o potężnym komputerze nie wspominając.

Jak to się zaczęło

Pewnego dnia postanowiłem spróbować swoich sił w tworzeniu muzyki innej niż melodie na flet. Głównie dlatego, że na nowo odkryłem Two Steps from Hell i epicką muzykę orkiestrową. Nie musiałem wstukiwać w Google zapytania w rodzaju „jak robić muzykę”, ponieważ przez lata zajmowałem się grafiką. Znałem więc serwis Tuts Plus, wraz z jego sekcją dźwiękowo-muzyczną. Na marginesie – narzekam na brak źródeł wiedzy w języku polskim. Ciężko znaleźć dobre materiały na temat teorii muzyki czy harmonii. O publikacjach w języku polskim na temat produkcji muzyki filmowej czy orkiestracji już w ogóle można zapomnieć. W Polsce największym problemem jest rynek. Jasne, mogę przygotować kurs orkiestracji wirtualnej dla początkujących, ale wycenię go na 1500 zł, licząc na to, że znajdzie się jeden klient na miesiąc (a jest to „liczenie” wątłe, dlatego czegoś takiego jeszcze nie zrobiłem). Podobnie nie opłaca się wydawać podręczników muzycznych. To jedna z tych dziedzin, w których rynek decyduje o dostępności źródeł wiedzy.

Ale nie myślcie, że internet jest lepszy. Rzeczywiście znajdziemy więcej materiałów w języku angielskim, ale tam również dostępne są głównie podstawy. A na dodatek wiedza internetowa ma problem braku ujednolicenia – nie ma konkretnego schematu nauczania i wszystko jest rozrzucone po wielu źródłach. Do naszych zadań należy połączenie tych wszystkich skrawków informacji w całość. Dlatego szykujcie się na to, że zdobywanie wiedzy może być ciężką przeprawą.

Pytamy, jak zostać kompozytorem muzyki do gier wideo?

To właśnie tutoriale na Tuts Plus (dziś Music Tuts Plus) były dla mnie pierwszymi źródłami wiedzy na temat produkcji muzyki. Tutoriale te jednak były chaotyczne, w ogóle nieułożone i pozbawione podstaw. Okazuje się, że podstawy trzeba było poznać w szkole, ale w polskiej szkole jest to mało możliwe. Słuchając jednego z odcinków naszego podcastu o pracy orkiestratorów stwierdzam, że dziś jest nawet gorzej niż za moich czasów. Ale nawet ja nie nauczyłem się na lekcjach muzyki czegoś takiego jak interwały, akordy czy harmonia funkcyjna. A to przecież absolutne podstawy. Ale o podstawach będzie za chwilę. W ramach czytania Tuts Plus dowiedziałem się, że muzykę robi się w tak zwanych DAW-ach. Tu od razu skieruję was do tekstu Konrada — proszę, zapoznajcie się z tym tekstem, a nawet zainstalujcie kilka DAW-ów (tych, które oferują wersje demo), pobawcie się wstępnie, ponieważ praktyczne korzystanie z takich stacji roboczych audio bardzo przydaje się w procesie nauki muzyki od podstaw.

DAW — człowiek od razu zyskuje obszar roboczy, w którym może się osłuchać z dźwiękiem i zasadami muzycznymi.

Ponieważ zaczynałem na Linuksie, pierwszą stacją roboczą, na której pracowałem, był Ardour. Nie znałem wtedy zbyt wielu podstaw, więc do dziś program ten wspominam źle — nie przez jego niefunkcjonalność, ale moje nieogarnięcie. Gdybym go dziś znowu spróbował, pewnie zmieniłbym opinię na jego temat. Jeśli ktoś z was pracuje na tym właśnie programie, dajcie znać w komentarzach, jak DAW ma się do innych stacji roboczych. Ja dopiero później przerzuciłem się na Reapera, o czym jeszcze wspomnę, ale podkreślę, że rozpoczęcie korzystania z jakiegokolwiek programu DAW było świetnym pomysłem. Człowiek od razu zyskuje obszar roboczy, w którym może się osłuchać z dźwiękiem i zasadami muzycznymi.

Tworzenie muzyki powinno być zabawą.

Oto zadanie domowe na koniec pierwszej części — pobawcie się różnymi programami DAW, bez konkretnego celu. Po prostu zobaczcie, jak to działa, może nawet sprawdźcie wbudowane instrumenty wirtualne, jeśli dany DAW takie oferuje. A w międzyczasie, jeśli macie pytania dotyczące produkcji muzyki lub procesu uczenia się tworzenia muzyki, zadajcie je w komentarzach poniżej lub na naszych social mediach – postaram się na jak najwięcej pytań odpowiedzieć w kolejnych częściach tej serii.

Czytaj więcej:

Współpracownik

Wojciech Usarzewicz

Od lat 90. interesuje się muzyką do gier, a wśród ulubionych kompozytorów wymienia Ruskaya, Haaba i O’Donnella. Komponuje hobbystycznie i regularnie pracuje ze słowem pisanym.