Ostatnie 12 tysięcy lat były dla ludzkości okresem bogatym w doświadczenia. Rozliczne wycieczki we wszelkie miejsca świata, odkrycia naukowe, wynalazki technologiczne, tworzenie społeczeństw i wymyślanie zasad, wedle których będą się kierować. Ostatecznie też rozwój duchowy i kulturowy oraz rozrywka. Wszakże jakie ma znaczenie, czy siedzimy ze znajomymi nad Eufratem jedząc tuh’u, popijając przez słomkę jęczmienne piwo i grając w Królewską Grę z Ur, czy robiąc niemal to samo nad Wisłą jedząc kebaba, popijając craftowe piwko i grając na Switchu? Raptem 5000 lat, a pewnie i wcześniej podobne scenariusze zdarzały się w czasie neolitu w Çatal Hüyük. Albowiem im bardziej się wgryziecie w historię człowieka, tym oczywistszym się staje, że to nie nużące daty i wydarzenia do nich przypisane w podręcznikach historii są najciekawszym odkryciem. To fakt, że mimo kilku epok budowania cywilizacji, ludzie nie zmienili się na jotę.

Humankind przede wszystkim zrezygnował z nadmuchanego patetyzmu, w który od lat celowały Cywilizacje.

Być może dlatego tak szczególnie ciągnie mnie ku wszelakim strategiom, a szczególnie umiłowałem sobie serię Cywilizacja Sida Meiera, która zrobiła przy mnie lepszą robotę niż wszyscy moi nauczyciele historii razem wzięci. Grając od części pierwszej aż do szóstej – co przekłada się bez kozery na 20 lat grania – wykształciłem szczególną pasję do przeszłości wpierw ludów słowiańskich, potem rzymskich, aż wreszcie obsesyjnie zacząłem zgłębiać Sumerów i to, co było przed pierwszą cywilizacją. Stąd też, gdy wybitne w swoim fachu studio Amplitude zapowiedziało, że stworzy własną wariację na temat grand historical strategy – wiedziałem, że oszaleję na jej punkcie. A wyzwanie było nie lada. 30 lat doskonalenia formuły Civilization przez Firaxis, dość mizerna premiera Old World studia Mohawk Games, ogólna skala przedsięwzięcia, wyobrażenia fanów gatunku oraz niszowość – to dość, by zniechęcić niejednego wyjadacza branży. Jednakże nie Francuzów z Amplitude. W wielu wywiadach założyciele mówili, że studio powstało, by stworzyć właśnie Humankind, a poprzednie gry, by się nauczyć fachu. Brzmi to niemal identycznie jak słowa Denisa Villeneuve’a dotyczące adaptacji Diuny i jego ścieżki kariery jako filmowca właśnie w tym celu. Dla mnie takie słowa to zapowiedź magnum opus przecierającego szlaki i próbującego zrobić podobną rewolucję w gatunku, jak kiedyś brąz wystrzelił progres cywilizacyjny 5500 lat temu.

Humankind przede wszystkim zrezygnował z nadmuchanego patetyzmu, w który od lat celowały Cywilizacje. Narrator rzuca przekornymi tekstami, udowadniającymi niejako moją tezę, że ludzie zawsze chcieli tego samego i nie zmienili się zbytnio na przestrzeni tysiącleci, a sama rozgrywka idzie w stronę radosnej zabawy historią, gdzie mieszamy ze sobą kultury, co epokę tworząc własny stop, który pozwoli nam wznieść wiele spiżowych pomników i poprowadzić opowieść w ciekawych kierunkach. Narracja tutaj tworzy się nienachalnie i jeżeli zanurzymy się w niej, zamiast gry strategicznej możemy przy każdej partii poczuć się jak w trailerze „Lucy”. Sama skala gry może nie przytłacza tak bardzo jak dorobek sześciu odsłon Cywilizacji, ale zalicza z pewnością bardzo mocny debiut i biorąc pod uwagę tendencje tego typu tytułów do równie kolosanych rozszerzeń dostępnych w przyszłości, wiem, że mój licznik godzin przy Humankind może mnie niebawem zawstydzić.

System audio pozwalający na realistyczne odtworzenie naszego świata

Oczywiście wielka gra strategiczna, gdzie jedna partia potrafi trwać dwa dni intensywnego grania, wymaga odpowiedniej oprawy dźwiękowej. O sound designie już wspominałem przedpremierowo, natomiast sama muzyka to przepastna studnia, z której można czerpać godzinami. A dokładniej przez ponad 10 godzin! Arnaud Roy popełnił magnum opus w dosłownym tego słowa znaczeniu. 530 minut muzyki zostało skrupulatnie podzielone na aż 5 albumów. Humankind Original Soundtrack oraz Music for the Ages I-IV. I chociaż teoretycznie wystarczyłoby skupić się na pierwszym albumie, byłoby to kolosalną ujmą dla ogromu pracy włożonej przez kompozytora i solistów, którzy stworzyli muzykę obecną w Humankind. Dlatego też spodziewajcie się, że to będzie najdłuższa recenzja w historii naszego portalu.

Zacznijmy jednak od początku. Arnaud Roy nie jest bynajmniej debiutantem. Jego portfolio to głównie gry studia Amplitude, ale fakt ten przekłada się na dekadę pisania muzyki do bardzo dużych gier. O ile trzymanie się pewnych klisz gatunkowych z pewnością ułatwiło obranie kierunku dla soundtracków gier fantasy i science fiction oraz przyspieszyło do pewnego stopnia pracę, to przy grze historycznej wybranie ścieżki oczywistej dla gatunku oznaczało początek mrówczej pracy.

Wyobraźcie to sobie. Robicie muzykę do gry o historii ludzkości. Gry, która rzuca wyzwanie najpotężniejszemu i najbardziej kultowemu tytułowi. Co można zrobić, czego Cywilizacja nie potrafiła? Skomponować muzykę, która mimo kilkunastu godzin partii nie zacznie nużyć, czy wręcz irytować. Kompozycje choćby ostatniej części Civki to 4 aranżacje per cywilizacja i kompozycje te, mimo iż przy pierwszych odsłuchaniach są pięknymi aranżacjami muzyki ludowej, po kilku godzinach słuchania tego samego utworu non stop zaczną zwyczajnie męczyć. Powody są trzy: postawienie na muzykę ludową, zbyt mała różnorodność powodująca dużą powtarzalność, przesadnie rozbuchane kompozycje przyciągające maksimum uwagi gracza. Wydaje się, że Arnaud dał radę rozwiązać wszystkie z powyższych problemów, które sprawiały, że po kilkuset godzinach w Cywilizacji musiałem wyciszyć soundtrack w grze zupełnie.

Bandcamp, czyli jak wspierać artystów w trudnych czasach

Zatem po kolei. Jedyna ludowość, jaką mamy w soundtracku, to obecność instrumentów ludowych z całego świata zagranych przez specjalistów w swoim fachu. W przypadku niektórych instrumentów konieczne było podejście archeomuzykologiczne, ponieważ nie zachowały się żadne materiały źródłowe. By mieć jak największy leksykon instrumentów z różnych miejsc i epok, Arnaud Roy zaprosił kilkudziesięciu muzyków, których wręcz należy wymienić wraz z ich instrumentami: Alexandre Bobe – duduk, flet sodina; Jean Noël Godard – perkusjonalia; Sissy Zhou – chińska cytra guzheng; Cherif Soumano – afrykańska kora; Mieko Miyazaki – japońskie koto, Jean François Lagrost – flet shakuhachi, Bouzhigmaa Santaro – mongolski morin khuur; Myriam Rignol – viola da gamba; Jerôme Van Waerbeke – skrzypce, Patrick Kersalé – khmerska harfa pin; Pierre Hamon – prekolumbijskie flety; Taoufik Bergoud – oud, saz; Gilles Monfort – indyjska tanpura; Xavier Terrasa – flety, szkockie dudy, lira korbowa; Joyeeta Sanyal – sitar; Matthias Labbé – bębny tabla; Sajad Kiam – perski setar, oud; Julien Lahaye – perkusjonalia. Sam kompozytor grał na harfie, lirze, greckiej kitarze, wietnamskim đàn tranh i perkusjonaliach. Dorzućmy do tego kilku solowych wokalistów oraz Słowacką Narodową Orkiestrę Symphoniczną pod batutą Allana Wilsona, a przepychu nie powinno zabraknąć.

Otoczenie się taką ilością instrumentów to jedno, zupełnie inną kwestią jest napisać muzykę, która wybroni się nie tylko przy jednorazowym odsłuchaniu, ale również nie znudzi przy kilkuset godzinach rozgrywek. A uwierzcie mi, Humankind to jedna z tych gier, które budzą potężny „syndrom jeszcze jednej tury”. I właśnie w tym momencie Arnaud Roy uderza w nas skalą projektu. 530 minut muzyki podzielonej na 5 albumów to istny Kolos z Rodos. Starałem się kilka razy odsłuchać całość w pełni skupienia, ale w tak krótkim czasie jak kilka tygodni jest to naprawdę trudne. Większość soundtracku to Music for the Ages, a zatem drobne kompozycje wykorzystujące instrumenty i styl grania typowy dla kultur, którymi w danym momencie gramy. Tutaj bardzo mocno zauważalny jest minimalizm większości utworów, co pomaga muzyce wkomponować się w bardzo bogatą warstwę audio. Muzyka, niemalże ambientowa, odnajduje się pośród geo/bio/antropofonii, tworząc idealną ilustrację dźwiękową dla Humankind. 279 kawałków spokojnie wystarcza na długie godziny nieprzerwanej rozgrywki, a możliwość zmiany kultur wprowadza większe urozmaicenie także w warstwie muzycznej, dzięki czemu Arnaudowi udało się rozwikłać problem większości gier konkurencji.

Nie brak też muzyki pełniejszej w instrumentarium. 19 bogatych kompozycji znalazło się na albumie Original Soundtrack i w grze pojawiają się w rozmaitych momentach, jednakże zdecydowanie rzadziej niż te z Music for the Ages. Dzięki temu gdy już się pojawią, są wyczekiwane przez gracza, ponieważ często ilustrują ciekawsze wydarzenia gry. Chóry najczęściej śpiewają wycinki z Antygony Sofoklesa oraz Metamorfoz Owidiusza. Za adaptację i prozodię tekstów odpowiadali Laure Petit i Alexandre Bobe i trzeba przyznać, że nadaje to muzyce dostojności, przenosząc słuchacza w wir historycznych wydarzeń wykutych w marmurze.

Nie ma nic ciekawszego dla fana muzyki growej od żywej lekcji historii.

Najpiękniejszym zabiegiem w muzyce do Humankind jest przepuszczenie folkloru przez wrażliwość kompozytora. W większości kompozycji słychać standardowe dla danego instrumentu techniki grania, więc każdy ze słuchaczy z łatwością odgadnie, do jakiej kultury należy. Mimo tego wszystkie te techniki zostają umiejętnie wykorzystane do prowadzenia autorskich kompozycji Francuza. Jedynym właściwie wspólnym elementem dla soundtracku jest bardzo spokojny, wręcz kontemplacyjny nastrój. Nawet kompozycjom bitewnym daleko do pompatycznej agresji współczesnych orkiestracji. Dzięki temu łatwo się zrelaksować przy Humankind, mimo iż jest całkiem dynamiczną grą turową. Być może właśnie dlatego, odkąd zakupiłem soundtracki, słucham ich od tygodni bez przerwy. To perfekcyjna muzyka tła, będąca również wspaniałą wycieczką przez dźwięki muzyki z całego świata, a jednak bardzo koherentną dzięki sprecyzowanej wizji Arnauda Roya.

Jakby tego wszystkiego było mało, od sierpnia 2021 na kanale youtube G4F Records pojawiają się kolejne wywiady z muzykami, którzy grali na tradycyjnych instrumentach. Tłumaczą oni w nich rys historyczny, znaczenie dla kultur oraz techniki grania. Nie ma nic ciekawszego dla fana muzyki growej od żywej lekcji historii. Szczególnie jeżeli słychać, ile pracy, pasji i miłości włożono w stworzenie muzyki do Humankind. To mój prywatny pretendent do soundtracku roku, który z pewnością nie tylko podczas rozgrywki będzie rozbrzmiewać w otoczeniu. Muzyka piękna, elegancka i ponadczasowa.

Czytaj więcej:

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.