Uniwersum 1920+ zaczęło skromnie, choć z przytupem – w umyśle artysty grafika Jakuba Różalskiego. Na szczęście oprócz talentu do wymyślania światów, Różalski posiadł też zdolność komponowania ich w kadry rozbudzające wyobraźnię. Reszta opowieści jest prosta. Z każdą kolejną grafiką przybywało na całym świecie fanów, a zainteresowanie dieselpunkowym światem umiejscowionym w alternatywnej historii świata, gdzie w I wojnie światowej udział wzięły armie wyposażone w mechy, wzrastało wykładniczo. 1920+ doczekało się w 2016 roku gry planszowej Scythe, stworzonej przez Stonemeier Games przy współpracy z Jakubem.

Jeżeli oczekujecie przełomu w gatunku, zapomnijcie. To gra dla fanów 1920+.

Później w roku 2018 ukazała się antologia opowiadań „Inne Światy”, napisanych przez wielu znanych w Polsce autorów. Kwestią czasu było, aż ujrzymy grę wideo opowiadającą losy bohaterów znanych z obrazów i planszówki. Wreszcie, po kilku latach produkcji, światło dzienne ujrzał Iron Harvest, gra niemieckiego studia King Art Games. Małe studio, zatrudniające raptem 70 osób, miało w swoim portfolio dotychczas głównie gry przygodowe i jednego RPG-a – The Dwarves – który miał mieszane recenzje.

Wydawać by się mogło, że ambicje studia, by stworzyć grę strategiczną opartą o tak przepastny świat, przerosną developerów, zważywszy na oczekiwania fanów. Jednakże doświadczenie w opowiadaniu historii pomogło stworzyć scenariusz wielowymiarowy i zgrabnie wplatający się w mechanikę gry. Kampanie są zróżnicowane, a każda z misji różni się od poprzednich. Oznacza to też niestety kilka misji, w których nie zobaczymy mechów w akcji, a nie czarujmy się – po to tu jesteśmy. Gdy mechy pojawiają się na arenie – Iron Harvest błyszczy. Maszyny są zróżnicowane nie tylko między trzema stronami konfliktu, dzięki czemu gracze mogą próbować rozmaitych taktyk.

Niestety szkoda wielka, że główne mechaniki są szalenie mocno inspirowane tymi ze strategii Relic Entertainment – Company of Heroes i Warhammer 40,000 Dawn of War. Graniczyłoby to z plagiatem, gdyby nie uniwersum Różalskiego, które jest przedstawione niemal idealnie. Wszystko co unikalne w tym świecie, czyni Iron Harvest intrygującym tytułem, cała reszta gry to raptem poprawny RTS, więc jeżeli oczekujecie przełomu w gatunku, zapomnijcie. To gra dla fanów 1920+. Pierwotnie za muzykę odpowiadać miał tylko Kai Rosenkranz, niemiecki weteran najbardziej znany z muzyki do serii Gothic. Ostatecznie jednak zajęło się nią trio Music Imaginary, czyli Adam Skorupa, Krzysztof Wierzynkiewicz i Michał Cielecki. Tych panów przedstawiać nie trzeba. Gorky 17, Clash, Wiedźmin, Painkiller, Bulletstorm, Wiedźmin 2 czy Ancestors Legacy (recenzja) to tylko kilka tytułów, do których stworzyli muzykę w ciągu ostatniego ćwierćwiecza.

Biorąc pod uwagę tematykę gry, nie powinno dziwić, że kompozytorzy postawili na muzykę inspirowaną marszami wojskowymi, na szczęście jednak to nie wszystko. W Iron Harvest konflikt mamy pokazany z perspektywy trzech państw związanych konfliktem. Dla każdego z nich mamy nie tylko unikalne motywy, ale przede wszystkim brzmienie. Polania to muzyka pełna tęsknoty, melancholii i wpływów muzyki ludowej. Roswiecja rozbrzmiewa buntowniczym patetyzmem i skalą przyćmiewa pozostałe strony konfliktu. Saksonia muzycznie wydaje się najbardziej elegancka, „cywilizowana” i dumna.

Poza tym zróżnicowaniem muzycznie Iron Harvest to głównie ciekawa wariacja standarowej hybrid orchestra, z tym że zastosowanie syntezatorów w tym uniwersum ma wiele sensu i jest uwarunkowane obecnością Nikoli Tesli i technologii o niebo bardziej zaawansowanej od dieselpunkowych maszyn kroczących. Z tegoż powodu syntezatory pojawiają się z rzadka i można je podzielić na takie brzmienia, które subtelnie chowają się pośród orkiestry i dopełniają kompozycje oraz barwy ostrzejsze, które zamierzenie wybijają się na front tak jak organizacja Fenris, która działa w ukryciu, ale jej działania przebijają się do światła.

Kompozytorom szczególnie zależało na kompozycjach inspirowanych muzyką lat 20. ubiegłego stulecia, sięgnięto także po chór ortodoksyjny śpiewający po rosyjsku, bałałajkę, chór góralski Trebunie Tutki oraz akordeon. Dzięki temu łatwiej zróżnicować muzykę dla każdej z frakcji. Z napisanych ponad 80 minut muzyki około połowa trafiła na oficjalnie wydany soundtrack, wypuszczony również na płycie winylowej, co wydaje się dla tej ścieżki dźwiękowej wyjątkowo odpowiednim nośnikiem.

Soundtrack, wypuszczony również na płycie winylowej.

Są momenty, w których soundtrack błyszczy, ale niestety są też kompozycje, które brzmią potwornie rzemieślniczo, jednakże jest to kawał solidnej muzyki do całkiem solidnej produkcji. Ambicje, które mogły przerosnąć studio King Art Games, najbardziej znajdują odzwierciedlenie w muzyce Music Imaginary. Mimo iż popełniony w małym zespole, sprostał oczekiwaniom wielu fanów, dzięki czemu być może zobaczymy jeszcze pozostałe strony konfliktu. Jestem niezmiernie ciekaw, jaką muzykę panowie Skorupa, Wierzynkiewicz i Cielecki napisaliby dla Albionu, Chanatu Krymskiego, Królestwa Nordii czy Szogunatu Togawy.

Zresztą jeżeli tendencja się utrzyma, czekają nas nie tylko ciąg dalszy Iron Harvest, ale być może cała masa gier wideo umiejscowionych w tym świecie. A może i więcej. Chętnie zobaczyłbym serial 1920+ wykonany przez Netflixa lub Amazon.

Czytaj więcej:

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.