Nie przyszło mi łatwo zrecenzować Kingdom Come: Deliverance. Jako entuzjasta tego okresu historycznego oraz realistycznego podejścia do ujmowania najdrobniejszych szczegółów, z wielkimi nadziejami i równie wielkimi obawami wyczekiwałem tego tytułu.

Część kompozycji to utwory inspirowane instrumentarium średniowiecza.

Gra twórców Mafii i Mafii II, która miała być nie tylko pełnokrwistym RPG-iem, ale również rzetelną lekcją historii, przeszła swoje produkcyjne wzloty i upadki, by w końcu zagościć na moim dysku twardym.

Niestety po kilku godzinach męczenia się z niezrozumiałym systemem walki, fatalną mechaniką wytrychów i doprowadzającym do furii ciągłym doczytywaniem w czerni nawet przy błahych dialogach ze sprzedawcami postanowiłem, że muszę poczekać na jeszcze co najmniej kilka solidnych łatek, bo albo się pochlastam, albo zrobię krzywdę komuś lub czemuś w pobliżu.

Szkoda wielka również, że gra nie ukazała się kilka lat wcześniej. Rozwleczony proces produkcji Kingdom Come: Deliverance (trwający niemal 7 lat) odcisnął swoje piętno przede wszystkim na grafice, która zamiast być stylizowaną starała się uzyskać realizm, co niestety zestarzało się okrutnie i już w dniu premiery wyglądało leciwie.

Szkoda wielka również, że gra nie ukazała się kilka lat wcześniej.

kingdom-come-deliverance-4000x2156-best-games-of-2016-open-world-pc-9478

Jednakowoż jak wypada muzyka? Mam tu mieszane uczucia, ponieważ popełniono miszmasz stylistyczny. Część kompozycji to utwory inspirowane instrumentarium średniowiecza i oparte na nim, natomiast druga partia to pełna orkiestra symfoniczna. I w tym właśnie braku konsekwencji mam problem.

Z jednej strony rozumiem, że narracja wymaga nieraz epickiej oprawy, a nic tak nie podkreśla skali jak cały skład orkiestry, z drugiej jednak wolałbym usłyszeć wyłącznie muzykę z danego okresu. Miałoby to sens, biorąc pod uwagę przywiązanie do realiów – bezprecedensowe w swoim pietyzmie. Niestety słuchając tej współczesnej części soundtracku miałem też wrażenie dość bezpiecznego rzemieślnictwa, a motywy raczej nie zapadną nikomu w pamięć.

Zdecydowanie lepiej jest z muzyką stricte średniowieczną. Może gdyby kompozytorzy postawili na wspólny grunt i w każdej kompozycji znalazłoby się miejsce dla obu światów, ścieżka dźwiękowa z Kingdome Come: Deliverance stworzyłaby dla siebie tak unikalny język, jak to miało miejsce przy Wiedźminie 3 Dziki Gon.

Niestety słuchając tej współczesnej części soundtracku miałem też wrażenie dość bezpiecznego rzemieślnictwa.

s2-7868d44a017191a6d9254776e21e4d9b

Nie zrozumcie mnie źle, jest to solidna muzyka, pozbawiona jednak sprecyzowanego sznytu, który być może nie przypadłby do gustu wszystkim, ale z pewnością znalazłby zapalczywych słuchaczy. W samej grze narracyjnie wypada lepiej, jednak poza samą przygodą soundtrack nie chwyta praktycznie niczym, co mogłoby porwać słuchacza.

Gra studia WarHorse w wielu miejscach ociera się o wielkość, ale za każdym razem chybia o kilkanaście centymetrów. Mam nadzieję jednak, że to nie powstrzyma sprzedaży Kingdom Come: Deliverance, bo nie takie grzechy wybaczało się dużo słabszym tytułom. Mimo wszystko wysiłek włożony przez Czechów zasługuje na docenienie i kolejną część, może tym razem jednak w przeciągu 4 lat lepszego finansowania i bez turbulencji.

Czytaj więcej:

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.