Kirby and the Forgotten Land to tytuł, którego fani oczekiwali od bardzo dawna. HAL Laboratory po raz kolejny udowodniło, że wciąż potrafi tworzyć barwne, bajeczne, ale nade wszystko wciągające gry z udziałem swojej różowej maskotki. Jednak w przypadku Forgotten Land ekipa pokazała coś jeszcze: mimo przemodelowania niemal całej rozgrywki, jej trzon, ukryty gdzieś głęboko w linijkach kodu, pozostał nienaruszony. Można powiedzieć, że to połączenie tradycji z nowoczesnością. Z muzyką jest zresztą podobnie.

Forgotten Lands to dobry krok naprzód.

Kirby's Adventure - Lutris

Na chwilę przed premierą Kirby and the Forgotten Land zagrałem jeszcze raz w starsze tytuły z Kirbym. Te same, które towarzyszyły mi przez prawie 20 lat. Momentalnie przypomniały mi się te wypełnione kolorami krainy opatulone przepięknymi dźwiękami. Takie Green Greens (Kirby’s Dream Land), Vegetable Valley (Kirby’s Adventure), Rainbow Falls (Epic Yarn), Prism Plains (Squeak Squad) wręcz udowadniają, że istnieje sen na jawie, gdzie wszystko może się zdarzyć. Z łatwością wwierciły się w moją głowę i zostaną tam już na zawsze.

Jeszcze przed premierą Kirby and the Forgotten Land poczułem lekki dreszczyk emocji. Oto ekipa z HAL Laboratory postawiła na duże zmiany w swojej sztandarowej serii, choć daleko temu do rewolucji, jaką przeszło The Legend of Zelda w Breath of the Wild. Niemniej widać jak na dłoni, jaką drogę przeszła seria: od wesołych 8-bitowych melodyjek, do potężnych dźwięków w wykonaniu orkiestry. Forgotten Land balansuje między baśniowym światem, do którego nas przyzwyczajono przez te ponad 30 lat, a nieco poważniejszym klimatem epickiej przygody. Nadal bywa radośnie (i różnorodnie — każda kraina ma swoje charakterystyczne dźwięki), ale bywają momenty, kiedy gra momentalnie zmienia ton.

Podcast – Słuchaj gier #47 „Odyseja muzyczna Kirby’ego”

https://cdn.mos.cms.futurecdn.net/h9Ngvm3amiJEGNHpXEALr8-768-80.jpg

W poszukiwaniu odpowiednich przykładów na poparcie moich słów uznałem, że idealnie pasuje do tego jedna melodia: motyw walki z królem Dedede. Niby melodia znana od lat, wyeksploatowana do granic możliwości w poprzednich odsłonach, która kojarzy się z prostą walką z nieco niezdarnym władcą Dream Land. Ale w Kirby and the Forgotten Land dostałem coś zupełnie przeciwnego: pełnoprawny i naładowany potężną dawką energii motyw bitewny, którego najchętniej usłyszałbym na festiwalu rockowym. Przeszły mnie ciarki, kiedy miałem z nim do czynienia po raz pierwszy. Dla mnie to znak, że mam do czynienia z czymś wyjątkowym.

Jak głębokie będą te zmiany w kolejnych odsłonach serii.

Czy Kirby and the Forgotten Land to początek zmian w serii o różowej kulce? Definitywnie. Pytanie tylko, jak głębokie będą te zmiany w kolejnych odsłonach serii. Jakie by one nie były cieszy mnie sam fakt, że w końcu postanowiono nieco odświeżyć sposób tworzenia muzyki do gier z Kirbym. Forgotten Lands to dobry krok naprzód. Na kolejny przyjdzie nam jednak trochę poczekać.

Czytaj więcej:

Zastępca Redaktora Naczelnego

Paweł Dembowski

Gra w gry odkąd pamięta, pisze o nich również kawał czasu. Uzależnienie jak nic. Jednak nie może powiedzieć, żeby kiedykolwiek czegokolwiek żałował. Poza tym dziennikarz z pasji i powołania.