Firmy KORG muzykom elektronicznym przedstawiać raczej nie trzeba. To w tej chwili jeden z wiodących producentów syntezatorów, który w ostatnich latach zasłynął sukcesywną miniaturyzacją instrumentów. Dzięki temu wielu muzyków elektronicznych mogło zbudować własną bibliotekę fizycznych instrumentów, chociażby dzięki serii Korg Volca. Podobna idea przyświecała firmie, gdy tworzyła oprogramowanie Gadget.

Dzięki temu wielu muzyków elektronicznych mogło zbudować własną bibliotekę.

Z początku tylko na urządzenia Apple, dostępna również jako wtyczki instrumentalne dla PC, stanowiła ciekawe urozmaicenie biblioteki instrumentów, albo wręcz mały program do kompozycji muzyki. Idealne dla laików, jak i profesjonalistów, wręcz stworzone pod urządzenia dotykowe. Wyobraźnia zapłonęła, gdy zapowiedziano Gadgeta na Switcha.

Moje doświadczenie z Korg Gadget na Nintendo Switch wypada nazwać „wyboistym”. Korg miał świetny pomysł, by stworzyć muzyczną zabawkę na sprzęty Apple i jeszcze lepszy pomysł, by wypuścić go na popularną konsolę wielkiego N. Z realizacją tego drugiego poszło bardzo nierówno. Switch ma przecież zdecydowanie mniejszy ekran i nie wspiera tak podstawowej dla muzyków funkcjonalności jak MIDI. Ponieważ jest to konsola nastawiona na granie w więcej osób, postanowiono zrekompensować pewne niedogodności funkcją wspólnej obsługi programu. Czy było warto?

Cliché – gry wideo zasługują na przecieranie muzycznych szlaków

Zacznijmy może od tego, co działa dobrze. Chociaż to nie jest najpełniejsza z możliwych wersji, Korg Gadget na Switchu ma do zaoferowania całkiem pokaźną selekcję instrumentów luźno nawiązujących do klasyki syntezatorów. GUI poszczególnych maszynek jest estetyczne i puszcza oko do muzyków elektronicznych znajomym layoutem poszczególnych pokręteł i suwaków, a same syntezatory brzmią całkiem przyjemnie. Znajdziemy tu syntezatory basowe, perkusyjne, samplery, polifoniczne monstra oraz quasi-ROMpler pozwalający napisać coś mniej elektronicznego. Menusy są przejrzyste, a obsługa przy użyciu joy-conów po czasie krótszym niż się spodziewałem jest całkiem intuicyjna.

Ciekawym konceptem okazała się opcja obsługi przez 4 użytkowników. Ekran dzieli się wtedy na 4 mniejsze sekcje i wówczas ze znajomymi można wspólnie tworzyć jeden projekt. Wykorzystać można nawet żyroskop joyconów do sterowania wybranymi pokrętłami, co pokazuje potencjał drzemiący w kontrolerach Nintendo. Nie powinno to jednak dziwić, ponieważ wielu muzyków od lat w ten sam sposób wykorzystywało kontrolery Wii do zabawy z parametrami w Abletonie oraz zapewne innych programach studyjnych.

Niestety na tym kończą się dla mnie plusy Gadgeta. Część ograniczeń przeniesionych z oryginału, jak chociażby brak toru efektów dla każdego z kanałów miksera, z bólem mógłbym znieść (chociaż nawet takie maleństwo jak Caustic3 posiada po 2 inserty oraz dwa sendy, a kosztuje ułamek ceny). Niestety innych upierdliwości i niedociągnięć nie jestem w stanie wybaczyć. Zacznijmy od grzechu kardynalnego. Dlaczego, do ciężkiej cholery, ograniczono obsługę dotykową, nie potrafię zrozumieć. Co gorsza nie ma w tym żadnej konsekwencji czy też planu. W jednych sytuacjach dotyk działa, w innych nie, lub nie do końca. Rysowanie nut działa bez większego problemu, gdy próbujemy kontrolować palcami dwa potencjometry czasem się uda a innym razem nie, natomiast możemy zapomnieć o jednoczesnym wciśnięciu klawisza i poruszeniu choćby jednym pokrętłem. Rozumiem, że chciano w ten sposób zmusić użytkownika do korzystania z joyconów, ale zrealizowano to w sposób tak kretyński, że aż doprowadzający do białych dymów.

DAW – narzędzie, bez którego nie byłoby audio w grach wideo

Kolejnym mega problemem jest ogólny UI. Panele instrumentów nie wypełniają ekranu w całości i mamy za nimi niepotrzebne tło, które może i na dużym tablecie działa jako względnie estetyczny element, ale na Switchu diametralnie zmniejsza wygodę pracy. Ciężko trafić w część ekranu, co przy próbie polifonicznego grania kończy się nietrafianiem w malutkie klawisze i zamiast wygodnie eksperymentować z barwą instrumentu, kończymy z kakofonią przypominającą dwulatka posadzonego przy klawiaturze. Czyli nie dość, że dotyk został wykastrowany, to jeszcze bardziej go utrudniono nie dostosowując interfejsu do rozmiaru ekranu konsoli. Biorąc pod uwagę fakt, że Switch jest konsolą mobilną, tych grzechów wybaczyć nie sposób. Nie było potrzeba wiele, by zrobić z tego obowiązkowy zakup dla każdego muzyka posiadającego NS-a.

Niestety nawet gdy zaciśniemy zęby i coś skomponujemy, nie ma praktycznie żadnego sposobu, by wygodnie wyeksportować nasze dzieło. Fakt, możemy podzielić się kodem QR z innymi posiadaczami Switcha, ale zapomnijcie o eksporcie nagrania wielościeżkowego lub całości. No chyba że chcecie nagrywać kawałek po kablu przez wyjście słuchawkowe. Wówczas powodzenia przy eksporcie 16 ścieżek instrumentów. Pomnóżcie sobie przez tę wartość długość kompozycji. Takiej siermięgi chyba nie było nigdy w oprogramowaniu muzycznym. Ostatecznie liczba dostępnych instrumentów nie umywa się do ponad 40 dostępnych w odpowiednikach na produkty Apple.

Takiej siermięgi chyba nie było nigdy w oprogramowaniu muzycznym.

Dla kogo zatem jest ten program? W tej cenie i funkcjonalności chyba dla nikogo. Lepiej kupić używanego iPada i na nim zainstalować Korga Gadget, przynajmniej jak zrobicie coś fajnego, to wyciągniecie z projektu wszystkie ścieżki, a także będziecie mogli wygodniej pisać nie tylko dzięki pełnemu wsparciu obsługi dotykiem, ale też możecie podłączyć klawiaturę MIDI, by zwiększyć komfort. Ewentualnie na telefonach i tabletach odpalicie wspomnianego Caustic3, FL Studio Mobile oraz całą masę innych muzycznych zabawek. A szkoda, bo potencjał produkcji muzycznej na jednej z najpopularniejszych konsol ostatniego dziesięciolecia wciąż drzemie niewykorzystany.

Czytaj więcej:

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.