O tym, jak zmieniło się podejście Segi do jednej ze swoich sztandarowych marek, jaką jest Yakuza/Like a Dragon świadczą kilka czynników: zwiększony budżet włożony w produkcję i marketing Like a Dragon: Infinite Wealth, większy rozmach samej produkcji oraz fakt, że soundtrack do gry ukazał się w dniu jej premiery. Na publikację albumu do poprzedniej odsłony serii czekaliśmy rok.

Album powinien zadowolić najbardziej zagorzałych fanów serii.

Jeszcze przed premierą Infinite Wealth dręczyła mnie myśl, że sequel niczym mnie nie zaskoczy. Zmiana formuły serii i wprowadzenie do niej nowego głównego bohatera już samo w sobie było podniesieniem poprzeczki przynajmniej o kilka szczebli. Nie było zatem możliwości, by Infinite Wealth mogłoby przebić ten wynik. Po 100 godzinach spędzonych z tą grą mogę powiedzieć „o ja głupi i naiwny”.

Infinite Wealth w porównaniu z poprzednią odsłoną to prawdziwy gigant pod kątem rozgrywki, ale i nie tylko. Dostarczyło mi tyle radości, smutku i wielu innych emocji, że wystarczyłoby tej energii do zasilenia małego miasteczka. Jeśli czytacie te słowa po przesłuchaniu pojawiającego się na samym początku gry Viva la Vida!, to już teraz możecie się domyślać, że również i w przypadku muzyki nie szczędzono środków.

Na początek warto zaznaczyć, że na soundtracku pewną część utworów przypisano Kazumie Kiryu, który na chwilę powrócił, by odegrać kluczową rolę w grze. Ci, którzy są obeznani z serią łatwo mogą poznać, że są to te kawałki, w których dominują napompowane adrenaliną rockowe brzmienia, jak The Four czy The End of Denial. Przy nich można poczuć się jak za starych dobrych czasów, kiedy przemierzało się ulice Kamurocho i ciskało rowerami w napotkanych oprychów.

Jest również powracający w serii Yakuza motyw Kiryu, Recieve You, który na tym albumie znany jest pod nazwą Receive and Believe You. W tej aranżacji otrzymaliśmy miks wspomnianych rockowych brzmień z potężną dawką elektroniki (srogi dubstep w połowie), charakterystycznej dla Like a Dragon. Niezależnie od tego, ilu wariacji tego utworu usłyszeliśmy przez te wszystkie lata, duch oryginału pozostał niezmieniony.


Podcast – Słuchaj gier #33 „Za co kochamy muzykę do serii gier Yakuza?”


Nie można jednak zapomnieć, że trzon albumu wciąż stanowią kawałki towarzyszące Ichibanowi i jego ferajnie. Tak jak poprzednim razem usłyszymy cały wachlarz elektronicznych brzmień, które mają nastrajać do walki z każdym rodzajem przeciwników, od zwykłych ulicznych obszczymurów do najcięższych bossów. Choć niektórym kawałkom dodano nieco „wyspiarskiego” klimatu — w końcu akcja gry dzieje się przez większość czasu na Hawajach. Z połączenia tych dwóch światów powstały prawdziwe perełki, które nie mogą wyjść z mojej głowy, jak Waikiki Down Beat, rozpoczynający mocnym uderzeniem BARRACUDA, czy Twin Machetes (wyobraźcie sobie, że tańczycie w rytm tego utworu, trzymając w rękach dwie maczety).

Osobiście lubię, gdy moja yakuzowa playlista puchnie.

Podstawa została jednak niezachwiana. Większość dźwięków na tym soundtracku stanowią utwory bardzo bliskie temu, co usłyszeliśmy już w Yakuza: Like a Dragon. Dlatego album powinien zadowolić najbardziej zagorzałych fanów serii. Jednak z drugiej strony można przez to uznać soundtrack za jedynie uzupełnienie do Yakuza: Like a Dragon. Nie da się zaprzeczyć, że gdybym przemieszał ze sobą kawałki z obu odsłon Like a Dragon, ciężko byłoby mi je od siebie odróżnić, gdyby nie charakterystyczne dla nich utwory bitewne.

Czy jest to wada? To już kwestia preferencji. Osobiście lubię, gdy moja yakuzowa playlista puchnie. Choć nie powiem, jeśli chodzi o Infinite Wealth, to najwięcej czasu spędziłem głównie z „hawajskimi” kawałkami. Ot taka odmiana.

Czytaj więcej:

  • Mixtape – ostatni bis młodości

    Mixtape – ostatni bis młodości

    Był taki moment w życiu każdego z nas. Ostatnie wakacje. Ostatnia noc z przyjaciółmi. Ostatni raz, kiedy wydawało się, że nic nigdy się nie zmieni. Śmiech, filmy oglądane po raz setny, ulubione piosenki wykrzykiwane z całych sił więcej

  • Pragmata – nostalgiczne melodie kosmicznych wspomnień

    Pragmata – nostalgiczne melodie kosmicznych wspomnień

    Wyobraźcie sobie, że lądujecie wewnątrz opustoszałej stacji na Księżycu. Macie jeden cel: zbadać, co się wydarzyło. Misję przerywa trzęsienie ziemi, a z krytycznego stanu ledwo ratuje Was samotna dziewczynka z umiejętnościami hakerskimi. Taki los spotkał Hugh więcej

  • Yoshi and the Mysterious Book – bez iskry magii

    Yoshi and the Mysterious Book – bez iskry magii

    Postać uroczego, zielonego dinozaura Yoshiego zrodziła się w umyśle młodego Shigeru Miyamoto w połowie lat 80., czyli jeszcze długo przed premierą Super Mario World. Ojciec Super Mario Bros pragnął, aby jego bohater mógł więcej

  • F.E.A.R. – idealnie udźwiękowiony (nie)azjatycki horror

    F.E.A.R. – idealnie udźwiękowiony (nie)azjatycki horror

    Przełom lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych to szczyt popularności azjatyckiego kina grozy na świecie. Filmy takie jak Klątwa, Nieodebrane połączenie czy Krąg, w odróżnieniu od ich średnio udanych zachodnich adaptacji, zyskały status kultowych, a duchy z czerwonymi oczami, bladymi więcej

Zastępca Redaktora Naczelnego

Paweł Dembowski

Gra w gry odkąd pamięta, pisze o nich również kawał czasu. Uzależnienie jak nic. Jednak nie może powiedzieć, żeby kiedykolwiek czegokolwiek żałował. Poza tym dziennikarz z pasji i powołania.