Wiele dobrego, ale też złego słyszałem o cyklu gier No More Heroes – z jednej strony mamy tytuł, który jest kwintesencją tego, co wiemy o popkulturze japońskiej, a z drugiej jest to miszmasz wszystkiego, co pochodzi z kultury Zachodu z końca lat 90. Zatem wiem na pewno jedno, jest to idealny tytuł dla japonistów z nielicznymi wyjątkami, a w szczególności dla osób szukających muzycznych doznań.

Utwory do No More Heroes dostarczyły nam fuzji jazzu z progresywnym rockiem.

Na przestrzeni wszystkich odsłon gier No More Heroes, ich muzyka była kluczowym elementem w układance przygotowanej przez Goichiego Sudę (Suda 51), ekscentrycznego producenta ze studia Grasshopper Manufacture, patrzącego na branżę elektronicznej rozrywki przez różowe okulary. Suda od zawsze podążał swoimi ścieżkami i nie widział kompromisu, jeżeli chodzi o produkcję własnych tytułów. Dlatego tak wiele mu zawdzięczamy. Tytuły, które kompletnie wychodzą poza jakiekolwiek ustalone normy, zyskały przez lata swoich wyznawców. Jednym z nich jest trzyczęściowa saga No More Heroes, opowiadająca losy niesfornego płatnego zabójcy Travisa Touchdowna, kompletnego świra na punkcie japońskiej popkultury, próbującego żyć z dnia na dzień. Do skomponowania muzyki zatrudniono dwóch kompozytorów, którzy bez większego komercyjnego sukcesu, ale z dużym bagażem doświadczenia, przygotowali zapadające w pamięć utwory nucone przez graczy do dnia dzisiejszego.

Jak zatem na przestrzeni blisko czternastu lat oprawa dźwiękowa zmieniała się w grach spod znaku No More Heroes? Przez wielu sympatyków tego dzieła to pierwsza odsłona przygód wyjętego spod prawa Travisa Touchdowna uważana jest za najbardziej innowacyjną w całym cyklu. Być może wynika to z tego, że później tylko powielano pomysły, jakie serwowali nam Masafumi Takada oraz Jun Fukuda. Utwory do No More Heroes dostarczyły nam fuzji jazzu z progresywnym rockiem, który szczególnie słychać w utworze „Beam Katana Chronicles”. Być może wynika to z tego, że obaj panowie pracowali nad muzyką do gry Samurai Champloo, opartej na popularnej wówczas japońskiej animacji. Jednak ścieżka dźwiękowa miała o wiele więcej do zaoferowania niż wymienione wyżej gatunki muzyczne.

Dlaczego muzyka tak często pomijana jest w recenzjach gier?

Nie zabrakło bluesa i klubowych rytmów, które szczególnie słychać w momentach starć z bossami. Początkowo Goichi Suda chciał wykupić licencje na popularne utwory ze świata muzyki, ale od tego pomysłu odwiedli go obaj kompozytorzy, by uniknąć niepotrzebnych kosztów licencyjnych. Jak już wspomniałem, soundtrack do pierwszego No More Heroes z czasem stał się fundamentem do pozostałych dwóch odsłon z serii, w których da się usłyszeć echa kompozycji z pierwszej odsłony gry.

Zaś jeśli chodzi o muzykę do No More Heroes 2: Desperate Struggle, to jest to zupełnie inna para kaloszy. Po sukcesie pierwowzoru Suda automatycznie zwiększył budżet na ścieżkę dźwiękową, a tym samym zatrudnił Akirę Yamaokę (Silent Hill) jako producenta muzycznego, który z kolei do projektu zaprosił wiele cenionych wówczas na rynku japońskich kapel punk-rockowych i nie tylko. W trakcie rozgrywki, ścierając się z niezliczoną hordą przeciwników, zawsze z głośników przygrywają nam brudne oraz agresywne riffy gitar, których nie powstydziłby się nawet sam Jack White. Dlatego w moich oczach to oprawa dźwiękowa do No More Heroes 2: Desperate Struggle jest najlepszą odsłoną, kiedy już mowa o muzyce, reszta to już indywidualne preferencje.

Jedenaście lat sympatycy przygód Travisa Touchdowna musieli czekać na pełnoprawną kontynuację. Owszem, w międzyczasie na rynku gier pojawił się Travis Strikes Again: No More Heroes, ale to był tylko chwilowy przystanek, który miał nam osłodzić czas oczekiwania na rzeczywistą przygodę. No More Heroes III miał być spełnieniem marzeń o powrocie naszego bohatera, w rzeczywistości tytuł został różnie odebrany przez fanów gatunku, to samo tyczyło się także samej oprawy dźwiękowej, którą nieco uwspółcześniono, dostosowując do warunków panujących obecnie na rynku muzycznym. Zachowano przy tym znany nam temat główny oraz pozostałe melodie towarzyszące graczom podczas eksploracji na motorze Travisa.

Tym razem postawiono większy nacisk na muzykę klubową, przygotowaną m.in. przez niezależnych artystów (Nobuaki Kaneko, Jun Fukuda, Baku Furukawa) z udziałem scenicznych muzyków. Jak zatem No More Heroes III wypada na muzycznej mapie całej sagi? Cóż, gra poradziła sobie całkiem przyzwoicie, może nie wszystkie kompozycje idealnie wpasowują się w ramy fabularne gry No More Heroes III, a wręcz mam takie wrażenie, że trafiły tam przez pomyłkę. A jednak w tym szaleństwie jest metoda i tak znalazłem kilka kawałków, jak „ITADAKIMASU/MEEBEE Feat Okumura”, wykonany przez afroamerykańskich raperów śpiewających o sushi, czy bluesową kompozycję „B’s Theme/MEEBEE & Baku Furukawa”, czego chcieć więcej?

Jak zatem No More Heroes III wypada na muzycznej mapie całej sagi?

Może muzyka do No More Heroes III nie odkrywa na nowo cyklu gier stworzonego ponad trzynaście lat temu, ale przynajmniej kompozytorzy na tyle dobrze operowali formą, że dostaliśmy album z zapadającymi w ucho utworami, do których niekiedy będziecie tupać nóżkami. Czekam na więcej, Suda!

Czytaj więcej:

Redaktor Naczelny

Mariusz Borkowski

Człowiek o ogromnym sercu do muzyki oraz odkrywca niepowtarzalnych dźwięków. Od wielu lat bez wytchnienia dzieli się z innymi swoją bezustanną pasją do melodii z gier wideo.