Need for Speed Heat jest dobry. EA postanowiło wypuścić grę korzystającą z doświadczeń poprzedników, a biorąc pod uwagę, że Heat jest 24. NFS-em, to jest z czego czerpać. Grze studia Ghost Games najbliżej jednak do najbardziej uznanej trylogii Underground.

Masz 30 lat i nie podoba Ci się soundtrack?

Dzisiaj wszyscy pamiętamy tę subserię głównie za wolność tuningu, świetny pomysł na gameplay i progres, a także przede wszystkim za kultowy wręcz soundtrack licencjonowany, szczególnie z Underground 2. Porównanie wydaje mi się na tyle trafione, że jest to pierwszy NFS od lat, w którego zagrawszy niemal natychmiast poczułem się jak w błogich latach gimnazjum, gdy przesiadywałem przy komputerze zdecydowanie za długo maksując trylogię Underground. NFS Heat dzięki silnikowi Frostbite 3 wygląda przepięknie, szczególnie z wodotryskami kart RTX, natomiast gra się jak w najbardziej kultowy Most Wanted.

Mamy tu legalne wyścigi za dnia, nielegalne pościgi z policją w środku nocy, pogodę zmienną bardziej niż w Zakopcu i arcadowe sterowanie przyjemne jak nigdy. Serio, jeżeli cokolwiek niewidocznego zostało przeniesione z Undergrounda 2 i Most Wanted, to właśnie system jazdy. Daleki od symulacji, ale sprawiedliwy i bazujący na umiejętnościach gracza. Fabuła zresztą też mocno nawiązuje do czasów przerysowanych policjantów z Most Wanted, ale oczywiście została odpowiednio uwspółcześniona. Podobnie jak i cała otoczka oraz bohaterowie poboczni.

Nowy Need For Speed jest dla aktualnego pokolenia tym, czym Undergroundy i Most Wanted były dla mojego. Doskonałą rozrywką z progresją uniemożliwiającą znudzenie nieskończonym grindem. Większość pomysłów po prostu działa. Chcesz się ścigać na legalu – wybierz dzień. Lubisz dreszczyk – noc. Chcesz w garażu zaparkować Lamborghini obok Golfa „dwójki”? Proszę bardzo! A wszystko okraszone nowym soundtrackiem złożonym z aktualnych trendów. Masz 30 lat i nie podoba Ci się soundtrack? Witamy w krainie starych dziadów, bo NFS jest młodzieżowy i kropka! #kropka. #period.

Witamy w krainie starych dziadów.

Już kilka lat temu zacząłem mieć problem z muzyką w kolejnych Need for Speedach. Że selekcja słaba, że produkcje mało ambitne. Nie docierało do mnie, że standardy owszem, spłycają się, że hity coraz bardziej prymitywne i prostackie. Winiłem za to EA, jednakże niesłusznie. Oczekując ciągle takiej samej jakości jak w 2003 roku byłem ślepy na jeden prozaiczny fakt.

W 2003 muzyka była zupełnie inna. Standardy jakości były w innym miejscu niż są dzisiaj i to, co nam się podobało, było standardem w słuchawkach amerykańskich rówieśników. Latka lecą i muzyka poszła w innym kierunku. Nie „dobrym” czy „złym” – INNYM. Gdybyśmy mieli rozważać, jaka muzyka była w NFS-ie dobra, trzeba byłoby wziąć pod uwagę masę rozmaitych aspektów.

Szkiełkiem i okiem rozebrać na części pierwsze tak soundtracki oryginalne (NFS 1 – Porsche 2000), jak i licencjonowane. Błędnym jednak byłoby samo założenie, że NFS miałby serwować nam dobry soundtrack. To nie jest pryncypium, jakim rządzi się ta seria. Need For Speed istnieje ponad ćwierć wieku i rozpala motoryzacyjne marzenia milionów dzieciaków na całym świecie. Jest zwierciadłem swoich czasów i każda część muzycznie robi dokładnie tyle, ile lustro potrafi.

Need For Speed Heat to 3 godziny przeglądu współczesnej muzycznej popkultury. Znajdziemy tu mnóstwo elektroniki, rapsów, zero rock’n’rolla i zaskakująco sporo reggaetonów. Oczywiście są kawałki, których nie znałem, a które wpadły mi w ucho bez sabotowania swojego słuchu, bo poza masą wtórnego trapowego mumble rapu jest trochę jakościowej muzyki i to poza moimi zwyczajowymi upodobaniami. Niestety dla starszych graczy, główną bolączką będzie wykorzystanie w większości kawałków tych samych sampli perkusyjnych rodem z Rolanda TR-808 i TR-606, bardzo typowych dla naprędce produkowanych kompozycji oraz wszechobecny Autotune. Signum temporis, nic nie poradzisz. Zaakceptuj albo wycisz.

Choć nie do końca, bo Heat ma wszakże fabułę. A do tej zaprzęgnięto kompozytora z prawdziwego zdarzenia. Pedro Brofman to brazylijski kompozytor, który zasłynął soundtrackiem do 3 sezonów Narcos. Jego muzyka to amalgamat standardowych soundtrackowych brzmień syntezatorowych, trapowych sampli oraz gdzieniegdzie latynoskich rytmów.  I to właściwie tyle. Bardzo chciałbym móc powiedzieć, że muzyka ta porusza jakąkolwiek strunę w mojej duszy, ale to stricte produktowy twór opracowany tak, by się nadto nie odcinał od muzyki licencjonowanej.

Głównie mamy tu proste rytmy i pulsujące ostinata, melodie są skąpe i sprowadzają się do króciuteńkich motywów. W samej grze to nie przeszkadza aż tak bardzo, ponieważ prościutka fabułka nie stawiała kompozytorowi żadnego wyzwania. Ot wszystko jest na miejscu, niemniej szczerze wątpię, by ktokolwiek miał pasjami słuchać tego soundtracku poza grą. Nie znalazłem weń nic wartego zapamiętania.

Bardzo chciałbym móc powiedzieć, że muzyka ta porusza jakąkolwiek strunę w mojej duszy.

Szkoda, że najkrótszym podsumowaniem może być fakt, że w prawie 4 godzinach muzyki nie znalazłem prawie nic dla siebie, ale może Wy będziecie mieć inne zdanie. Niezależnie od muzyki i tak zamierzam wrócić do NFS Heat i wyjeździć sporo godzin, bo rozgrywka jest całkiem satysfakcjonująca. A Wy jaki soundtrack z serii Need For Speed wspominacie najlepiej?

Czytaj więcej:

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.