Pierwsze płytowe wydanie ścieżki dźwiękowej Dark Souls III zawiodło na całej linii. Dostaliśmy skrócone wersje utworów, nieraz pozbawione sensownego outro, jakby człowiek odpowiedzialny za album w ostatniej chwili się zorientował, że na jednym krążku nie wystarczy dla nich miejsca. Wtedy znalazły się osoby (w tym ja), które zajęły się wykopywaniem muzyki z plików gry i edytowaniem jej, aby nadawała się do słuchania. Wynikało to raczej z niechęci do czekania, niż braku nadziei na kolejne wydanie. Wiadomo było, że w drodze są dwa DLC, które następnie znajdą się w ostatecznej edycji Dark Souls III i przy okazji tej edycji wyjdzie kompletny soundtrack. Tak było w przypadku poprzednich części, więc należało się jedynie uzbroić w cierpliwość.

Pierwsze płytowe wydanie ścieżki dźwiękowej Dark Souls III zawiodło na całej linii.

Nasza cierpliwość została nagrodzona 20 kwietnia 2017 roku wraz z wyjściem japońskiej edycji Dark Souls III: The Fire Fades Edition, w której jednym z bajerów było dwupłytowe wydanie ścieżki dźwiękowej. Znalazły się tam wszystkie utwory z gry w swych pełnych, dokończonych wersjach, a wśród nich oprawa muzyczna z obydwu DLC. Swoim przemyśleniom na temat muzyki serii Dark Souls poświęciłem osobny artykuł, dlatego w tym tekście zamierzam się skupić tylko i wyłącznie na DLC z części trzeciej.

Pierwszym bossem Ashes of Ariandel, czy raczej duetem bossów, który ubiłem, byli Stróż grobu czempiona oraz Wielki wilk, stróż grobu. Muzyka towarzysząca pierwszej fazie nie brzmi jak typowy utwór walki, ale umiejętnie buduje napięcie przed fazą drugą, która zaczyna naprawdę podnosić ciśnienie. Champion’s Graventender | Graventender Greatwolf to jeden z najbardziej stonowanych utworów walk z bossami w serii Dark Souls. Jest męski chór, solowy wokal KOKII (Akiko Yoshida) oraz sekcja smyczkowa (w tym solowe skrzypce Yuki Kitamury) i dęta blaszana, a mimo to wszystko razem tworzy delikatną i przyjemną w brzmieniu całość. Druga faza jest zdecydowanie najciekawsza ze względu na skaczące w górę tempo dzięki szybkim smyczkowym artykulacjom.

Po stróżach grobu przyszedł czas na Siostrę Friede i Ojca Ariandel(a), których zostawiłem sobie na deser. Fortepian i solowy wokal w pierwszej fazie brzmią fenomenalnie, a niemal niesłyszalne skrzypce oraz najprzeróżniejsze efekty dźwiękowe w tle podkreślają nastrój wszechogarniającego, lodowatego mroku. Po raz kolejny seria Dark Souls udowodniła, że walce z bossem może towarzyszyć minimalistyczna oprawa muzyczna. W drugiej (i trzeciej) fazie zaczyna się prawdziwa muzyczna uczta, która przytupem partii chóralnych przywodzi mi na myśl Requiem oraz Dies Irae Mozarta. Uważam, że Sister Friede | Father Ariandel and Friede | Blackflame Friede to zdecydowanie jeden z najlepszych utworów w całej serii Dark Souls.

Po załatwieniu spraw w mroźnym Ariandel ruszyłem na koniec świata, do Miasta Pierścienia. Zanim jednak trafiłem do tytułowego miasta, musiałem stoczyć walkę z inkarnacjami Księcia Demonów, a potem z samym Księciem. Towarzyszący jej złowrogi, chóralny utwór był w zasadzie jedyną rzeczą, jaka przynosiła mi przyjemność w trakcie licznego umierania. O ile pierwsza faza cieszy ucho, o tyle druga traci przez aż nazbyt wyjące żeńskie wokale w chórze. Demon from Below | Demon in Pain | Demon Prince jest utworem niezłym, ale mógł być lepszy. Kolejnym bossem, bardzo nietypowym bossem, jest Włócznia Kościoła. Spear of the Church przypomina swą strukturą Sister Friede..., ale tym razem całość ma sakralny klimat, budowany przez dzwon i organy oraz męski chór, w pierwszej fazie przypominający swym brzmieniem chorał gregoriański.

Po pokonaniu Włóczni Kościoła cofnąłem się, aby zejść do podziemi i stawić czoła smokowi – Midirowi Mrokożercy. Starcie z tym przeciwnikiem jest naprawdę niesamowite. Bossowie w serii Dark Souls z reguły są wielcy, ale Midir jest naprawdę ogromny, a postać gracza wygląda przy nim jak mysz. Gdy smok podnosi się ze swoich leży, zaczyna się trzynastosekundowa melodia śpiewana przez Akiko przy akompaniamencie instrumentów dętych blaszanych, w trakcie których gad rusza na nas z pełną furią. Po melodii zaczyna się właściwa walka, a wraz z nią absolutnie fenomenalny motyw grany przez solowe skrzypce. Pierwsza faza utworu jest zdecydowanie tą lepszą, podczas gdy druga po prostu mnie irytowała, jakby kompozytorka nie miała na nią pomysłu. Wielka szkoda, bo faza pierwsza z reguły powinna być wstępem do czegoś lepszego.

W końcu nadszedł czas na starcie z bossem ostatecznym, którym okazał się być znany z Ashes of Ariandel Rycerz-niewolnik Gael. Batalia naprawdę ciężka i satysfakcjonująca, a dzięki atakom Gaela również widowiskowa. Pierwszej fazie towarzyszy melancholijny motyw w wykonaniu wspominanej już KOKII oraz męskiego chóru, ze smyczkami w tle. Najlepsze czekało jednak dopiero w fazie drugiej, gdzie już pełny chór śpiewał drugi motyw. Coś naprawdę niesamowitego… Na koniec przyszła trzecia faza, której motyw jest naprawdę fajny, ale wykonanie już mniej. Jak dla mnie, to mogłoby jej nie być.

Dark Souls III: The Fires Fade Edition Original Soundtrack to jeden z niewielu albumów, które mogą się poszczycić tym, że są kompletne.

Dark Souls III: The Fires Fade Edition Original Soundtrack to jeden z niewielu albumów, które mogą się poszczycić tym, że są kompletne. Osoby odpowiedzialne za wydawanie ścieżek dźwiękowych z gier powinny uczyć się na takich właśnie przykładach, przy okazji okazując szacunek nie tylko słuchaczowi, ale również kompozytorowi. Cóż mogę więcej rzec? Wydanie naprawdę solidne, ale jeżeli chcecie poznać moją opinię na temat muzyki z Dark Souls III i w ogóle z całej serii, to odsyłam Was do mojego artykułu.

Redaktor

Daniel Wójcik

W 2008 roku przypadkiem odkryłem muzykę trailerową, w której od razu się zakochałem. Od niej była prosta droga do muzyki z filmów i gier. Minęło ponad 10 lat, a ja pracuję w branży trailer music i piszę publicystykę dla GameMusic.pl.