Za nami kolejne edycje najbardziej medialnych gamingowych wydarzeń lata: powstałego z martwych E3, mającego miejsce u naszych zachodnich sąsiadów gamescom czy najmłodszego z rodzeństwa, Summer Game Fest. Nie będę ukrywał, że wszystkie te imprezy lata świetności mają już za sobą, zaś tegoroczne nie wyróżniały się niczym szczególnym. No, może poza jednym.

Jestem pogodzony z faktem, że tego typu wydarzenia pełnią rolę sceny do promowania gier od większych producentów. Sam powoli, acz stanowczo odchodzę od napompowanych produkcji AAA na rzecz skromniejszych, ale za to robionych z pasją indyków. I choć te drugie też mogły liczyć podczas targów na godną reprezentację, wciąż nie poświęca im się zbyt dużo należytej uwagi. A szkoda. Bowiem twórcy gier indie zawsze mają coś ciekawego do pokazania. Te większe gry z kolei już od pewnego czasu rzadko mnie zaskakują, a za to coraz częściej zawodzą. Ale to temat na inną rozmowę.

Mieliśmy bowiem w przeszłości gry, których akcję osadzono poza ziemską atmosferą i zrobiły na mnie niemałe wrażenie.

Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na ciekawe zjawisko, które miało miejsce szczególnie podczas Summer Game Fest i na gamescom w sekcji poświęconej Xboxowi i firmie Bethesda. Mianowicie zaskoczyła mnie spora reprezentacja gier, których akcja dzieje się w kosmosie, albo choć trochę zahacza o tematykę sci-fi, m.in. Aliens Dark Descent, The Callisto Protocol, Fort Solis, Routine, StormGate i Starfield. Na Twitterze zażartowałem, że to będzie temat główny dużych gier w nadchodzących latach. Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że może to nie jest taki głupi pomysł. Mieliśmy bowiem w przeszłości gry, których akcję osadzono poza ziemską atmosferą i zrobiły na mnie niemałe wrażenie. Do dzisiaj pamiętam te ambientowe dźwięki, które mi towarzyszyły w Alien: Isolation, czy przyprawiające o gęsią skórkę utwory z serii Dead Space. Równie ciepło wspominam muzykę do trylogii Mass Effect, mimo że nie byłem jej ogromnym fanem, czy bardzo mocno zakorzenione w klimatach sci-fi motywy znane z No Man’s Sky.

Wsłuchując się w galaktykę – Trylogia Mass Effect #1

Pomijając nastawione na akcję StormGate czy Aliens Dark Descent, istnieje duża szansa na to, że nasze uszy w najbliższym czasie zostaną wręcz zbombardowane spokojnymi, acz niepokojącymi dźwiękami z kosmicznej samotni. Osobiście trzymam za to mocno kciuki, ponieważ takiej muzyki bardzo mi brakuje ostatnimi czasy w większych produkcjach. Oczywiście pod warunkiem, że developerzy i wydawcy tego nie zepsują.

Czytaj więcej:

Zastępca Redaktora Naczelnego

Paweł Dembowski

Gra w gry odkąd pamięta, pisze o nich również kawał czasu. Uzależnienie jak nic. Jednak nie może powiedzieć, żeby kiedykolwiek czegokolwiek żałował. Poza tym dziennikarz z pasji i powołania.