W fajnych czasach przyszło mi żyć – gry wideo mogą stać się dziełem sztuki, a praktycznie nieznany kompozytor poziomem artyzmu przebija najnowsze dzieła takiego tuza jak Hans Zimmer. Gareth Coker pojawił się podobnie jak Ori and the Blind Forest, właściwie znikąd, i zachwycił.

Gra opowiada historię Oriego, małego stworzenia, które zamieszkało w lesie wraz ze swoim wielkim przyjacielem. Ich życie to sielanka, wokół zieleń puchnie od soczystości, a mnogość owoców sprawia, że dni upływają bez trosk. Niestety wielki zły ptak Kuro wykrada drzewu Ginso jego światło, a nasi bohaterowie umierają z głodu. Pierwsze pięć minut rozgrywki, ścieram samotną łzę z policzka. Co jest?! Przecież to tylko platformówka, a ja przeżywam emocje jak przy niektórych filmach studia Ghibli! Tu pozwolę sobie przerwać opis reszty rozgrywki, ponieważ jest to praktycznie niewykonalne bez spoilerów fabularnych; dość, że powiem, iż w mechanice gra czerpie z najlepszych tytułów platformówkowych, a im dalej w las, tym bardziej wymagania wobec umiejętności gracza wzrastają.

Motyw przewodni wchodzi łatwo w pamięć i często pojawia się w większości utworów na soundtracku grany na przeróżnych instrumentach.

Jak jest z muzyką? Potężnie! Muzyka jest idealnie zespolona z szatą graficzną i scenariuszem. Widać, że Coker faktycznie czerpał inspiracje z grafik koncepcyjnych i scenariusza. Całość natychmiast przywodzi na myśl takie filmy jak Mój sąsiad Totoro czy Księżniczka Mononoke. Jest baśniowo i przestrzennie, światło i cień są ważnym elementem zarówno dla oczu, jak i uszu. Inspiracja muzyką Joe Hisaishiego jest oczywista, ale Coker robi o wiele więcej. Motyw przewodni wchodzi łatwo w pamięć i często pojawia się w większości utworów na soundtracku grany na przeróżnych instrumentach. Wyraźnie słychać wpływ muzyki azjatyckiej, chociaż jest bardzo europejsko. Na 32 utworach słyszymy ciekawie strojone bębny, dęciaki i smyki typowe dla muzyki filmowej. Atmosfery są genialnie zsyntezowane, brzmią bardzo organicznie, przez co wklejają się w mnogość instrumentarium.

W wywiadzie z gamemusic.pl Gareth Coker wspomniał, że wielokrotnie testował gameplay i dopasowywał muzykę do wydarzeń na ekranie. W ten sposób uzyskał nierozerwalny z grą obraz muzyczny, dzięki czemu muzyka perfekcyjnie wpasowuje się w klimat wydarzeń. Słychać cyzelowanie każdej partii i dokładność, z jaką poszczególne kompozycje mają oddać nastrój scen i wewnętrznych przeżyć Oriego. Znajdziemy tu radość, smutek, strach, żal, zagubienie, patos i – przede wszystkim – magię. Wielkie szczęście, że zdecydowano się na pełną orkiestrację. Przede wszystkim muzyka dzięki temu jest żywa, a dodatkowo ma bardziej osobisty wydźwięk.

Ponadto, z wielką przyjemnością słucha się tego poza samą grą. Absolutnie uwielbiam utwory z Rachel Mellis grającą na flecie poprzecznym, te z Tomem Boydem na klarnecie oraz oczywiście kompozycje wzbogacone o śpiew Aeralie Brighton. The Spirit Tree, Completing the Circle czy Up the Caverns Walls to urzekające utwory, które odzwierciedlają kunszt kompozytora w opowiadaniu różnych emocji w tej samej historii. „Epickość” wylewa się z każdego tracku, niemniej za każdym razem jest nieco inna. Nie można zarzucić tu grama sztampy, materiał jest dojrzały w każdym calu, kompletny, ale także z osobna każdy fragment soundtracku broni się jako oddzielne dzieło.

Ewidentnie słychać cztery lata wytężonej pracy i dbałości o najdrobniejsze detale.

Ewidentnie słychać cztery lata wytężonej pracy i dbałości o najdrobniejsze detale. Co chwila odkrywam kolejne elementy w kompozycjach, a to zaskakuje w najlepszy sposób. Ani jeden takt nie wydaje się zbędny – czy to w cwałującym Racing the Lava, eksperymentalnym Lost in the Misty Woods, czy nieśpiesznym Climbing the Ginso Tree. Podsumowując, dzieło Brytyjczyka powinno posłużyć za podręcznikowy przykład tego, jak należy pracować nad muzyką do gier wideo.

Z pietyzmem podchodząc do każdego elementu, traktując każdy fragment muzyki z równą uwagą. Licznie testować dopasowanie do reszty tytułu tak, by narracja wraz z warstwą audiowizualną stały się nierozerwalne, jednocześnie dbając, by muzyka była jakością samą w sobie. To właśnie ten rozciągnięty w latach proces i zaangażowanie kompozytora w sprawdzanie gry pod kątem autorskiej twórczości sprawiły, że jeszcze nie raz usłyszymy nazwisko Garetha Cokera.

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.