Prawa autorskie są dziedziną traktowaną często po macoszemu. Nieznajomość regulacji może doprowadzić do poważnych problemów w razie sporu pomiędzy kontrahentami. Poprzednią część cyklu poświęciłem osobistym prawom autorskim, jednak gdy wspominamy o sztuce w gamedevie, rozmawiamy o czymś, co posiada wymierną wartość wyrażoną w pieniądzu. Ten artykuł opowie o przyziemnym temacie, jakim są kwestie prawne rozporządzania prawami do muzyki.

By rozwikłać pewne wątpliwości, ponownie z pomocą przyjdzie nam ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Art. 17 tegoż aktu normatywnego mówi, że twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji. Autor jest także uprawniony do pobierania wynagrodzenia za korzystanie z twórczości. Jak to zazwyczaj w prawie bywa jest oczywiście jakieś „ale”.

Prawo autorskie cz. 1. Czy można oddać wszystkie swoje prawa do muzyki?

Warto odnotować, że w przeciwieństwie do omówionych uprzednio praw osobistych, majątkowe prawa autorskie są zbywalne, co oznacza, że mogą być przedmiotem obrotu tak jak dobra materialne. Prawa te zawsze w pierwszej kolejności powstają na rzecz twórcy, ale można je przenieść na inny podmiot, np. w drodze umowy lub wykonując działalność twórczą w ramach stosunku pracy (umowa o pracę). Z reguły deweloperzy zabiegają o przeniesienie na nich praw majątkowych do utworów. Istnieje jednak alternatywny sposób prawnego uregulowania pozwolenia na korzystanie z cudzej twórczości. Jest nim licencja.

Umowa o przeniesienie majątkowych praw autorskich może być kształtowana dowolnie, pod warunkiem, że nie będzie sprzeczna z prawem. Stronami umowy są twórca (np. kompozytor) oraz nabywca (np. deweloper lub wydawca). Kontrakt przenosi na nabywcę, z chwilą przyjęcia utworu, prawo do wyłącznego korzystania z niego w ramach określonych w umowie pól eksploatacji. Błędem kardynalnym popełnianym przez mniejszych „dewów” jest niezawieranie umów w ogóle. W spornej sytuacji przepisy zawsze będą stały po stronie twórcy wykorzystywanego utworu, bowiem jego właśnie ustawodawca traktuje jako stronę słabszą i otacza szczególną opieką. Przeniesienie autorskich praw majątkowych, by było prawidłowe, musi odbyć się w formie pisemnej pod rygorem nieważności. Niedochowanie tego szczególnego obwarowania będzie oznaczało, że umowa nie wywiera żadnych skutków prawnych.

Niejednokrotnie przedstawiciele małych studiów nie zdają sobie sprawy z tego, jak wygląda konstrukcja praw do utworu muzycznego.

By poprawnie przenieść autorskie prawa majątkowe, trzeba spełnić też dodatkowy warunek. Jest nim obowiązek wymienienia wszystkich pól eksploatacji utworu. Podobnie jak w przypadku praw osobistych, zapis umowny o przeniesieniu „wszystkich praw” do muzyki jest nieważny. Przykładowy katalog obszarów wykorzystania cudzej twórczości kompozytorskiej przez studio deweloperskie znajduje się w art. 50 u.p.a.p.p. Zgodnie z treścią przepisu odrębne pola eksploatacji muzyki stanowią w szczególności: wytwarzanie techniką zapisu magnetycznego oraz techniką cyfrową egzemplarzy utworu – w zakresie utrwalania i zwielokrotniania utworu; wprowadzanie do obrotu oraz publiczne wykonanie, odtworzenie oraz nadawanie i reemitowanie, a także publiczne udostępnianie utworu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym. Ponadto umowa nie może określać, nawet uogólniając, tych pól eksploatacji, które nie są znane w momencie zawierania umowy. Gdyby takie zapisy się w niej znalazły, z mocy prawa kontrakt staje się nieważny. W braku wyraźnego postanowienia o przeniesieniu prawa uważa się, że twórca udzielił licencji.

W przypadkach osób wykonujących swoje obowiązki na podstawie umowy o pracę, nabycie majątkowych praw autorskich przez pracodawcę następuje w momencie przejęcia ich utworu. Przejęcie następuje w zakresie wynikającym z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron. Z umowy może wynikać obowiązek rozpowszechnienia przejętego utworu w ciągu 2 lat od jego nabycia. Jeśli pracodawca nie wywiąże się z postanowienia, kompozytor powinien wyznaczyć na piśmie odpowiedni termin na rozpowszechnienie muzyki. Po jego bezskutecznym upływie prawa uzyskane przez pracodawcę powrócą do pracownika-twórcy.

Wydawnictwa nie sprzedają albumów z muzyką, wykluczając możliwość dodatkowego zarobku, a jednocześnie szkodząc muzykom.

Niejednokrotnie przedstawiciele małych studiów nie zdają sobie sprawy z tego, jak wygląda konstrukcja praw do utworu muzycznego. Często majątkowe prawa autorskie stanowią zaledwie fragment tortu, który chcieli połknąć w całości. Jego inne kawałki to prawa do fonogramów oraz artystycznych wykonań. Jeśli kwestie prawne nie zostały dopilnowane na etapie zawarcia umowy z kompozytorem działającym jako podmiot zewnętrzny, to wymienione prawa mogą pozostać w rękach wykonawców, a także kompozytora finansującego sesje nagraniowe, a co za tym idzie będącego jednocześnie producentem nagrania. Taki stan prawny jest wysoce ryzykowny dla dewelopera, a muzykom daje pozycję na tyle niebezpiecznie silną, by doprowadzić nawet do zdjęcia gry z platform dystrybucyjnych.

Paradoksalnie, licencja może okazać się dla „indyków” równie korzystnym rozwiązaniem co dla kompozytorów. Opracowanie takiej umowy jest o wiele łatwiejsze. Deweloper zawsze ma sposobność do zastrzeżenia w umowie wyłączności na rynku gier. W ten sposób, na mocy kontraktu, ścieżka dźwiękowa nie trafi do żadnego innego tytułu. Takie rozwiązanie umożliwia twórcy dalsze korzystanie z dobrodziejstw posiadania praw majątkowych do własnego dorobku intelektualnego, czyli wszelkiego rodzaju wynagrodzeń za korzystanie z jego utworów, np. za synchronizację w reklamach czy filmach, odtwarzanie w stacjach radiowych itp. Niestety, w praktyce często nawet maleńkie studia zmuszają do przeniesienia autorskich praw majątkowych. Wydawnictwa nie sprzedają albumów z muzyką, wykluczając możliwość dodatkowego zarobku, a jednocześnie szkodząc muzykom.

Aleksander Serafiel

Na sam koniec warto wspomnieć, że ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, w razie zawarcia wysoce niekorzystnej umowy, przyznaje twórcom dostęp do czerwonego przycisku w postaci artykułu 44. Przepis stanowi, że w razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcy, twórca może żądać, aby jego wynagrodzenie było stosownie podwyższone przez sąd. Wciśnięcie tego guzika z pewnością wywoła spektakularną wojnę atomową, ale jeśli studio zarobiło grubą kasę, a autor ścieżki dźwiękowej równowartość szczerego uśmiechu i uścisku dłoni, to z pewnością jest o co powalczyć.

Czytaj więcej:

Współpracownik

Aleksander Serafiel

Kompozytor i prawnik. Muzykę tworzę od 2009 roku. Byłem wyróżniany przez serwisy takie jak Beatport i Earmilk. Obecnie pracuję nad soundtrackami do gier.