Prince of Persia od pierwszych iteracji serii był grą, która czerpie zaskakująco dużo z kultury Bliskiego Wschodu. Twórca przygód Księcia i ich scenarzysta, Jordan Mechner, nie kryje się z inspirowania się Księgą tysiąca i jednej nocy czy poematem Szahname – eposem narodowym z Persji, a więc tekstami ściśle powiązanymi z tamtą literaturą.

Być może takie zaplecze pisarskie nie zawsze było dla gracza odczuwalne, ale zakorzenienie gier w Persji jest jasne i na dodatek wielopłaszczyznowe. Doświadczenie Mechnera z powyższymi pracami zaowocowało złożoną postacią Księcia – z jednej strony lekkodusznego wojownika, z drugiej monarchy odpowiedzialnego za swoje dziedzictwo. Piaski Czasu wpisują się w ten model także muzycznie, bo OST przedstawia zarówno wewnętrzny konflikt naszego bohatera, jak i mieszankę kulturowa Wschodu i Zachodu.

Do stworzenia jej zaproszono Stuarta Chatwooda, kanadyjskiego multiinstrumentalistę zespołu rockowego The Tea Party, zapalonego gracza i kompozytora growego od czasów Road Rush 3D z 1998 roku. Zamiłowania do obu sztuk Chatwooda wzajmnie się uzupełniają, bo wie, jak wyglądać ma relacja gracza z soundtrackiem, który słyszy się w trakcie gameplayu.

Dodatkowo na potrzeby projektu wsłuchał się nawet w płyty muzyczne z gatunku farsi. Z kolei jego doświadczenie rockowe pozwalało także myśleć, że praca będzie lekka, skoczna i przyjemna w odsłuchu. Argumentów za tym, że Piaski Czasu mogą być kapitalną ścieżką dźwiękową, jest, jak – widać – wiele.

Świetny miks i dobre rozłożenie akcentów pozwala porządnie zabrzmieć każdej części i podkreślić jej wartość dla utworu.

I w rzeczy samej, wyraźnej tożsamości muzyce z Piasków Czasu nie można odmówić. Chatwood stworzył ciekawy kalejdoskop estetyk, który przechodzi przez kolejne orkiestracje (etniczną, symfoniczną czy rockową) w spójny sposób, czasem łącząc je w różne kombinacje w równie sprawnym stylu. Prostota motywów muzycznych pozwoliła mu na implementacje wielu instrumentów naraz i lekkie operowanie nimi bez popadania w chaos. Przykładowo, Prelude Fight to mieszanka sekcji smyczków, dźwięków etnicznych i gitary elektrycznej.

Świetny miks i dobre rozłożenie akcentów pozwala jednakże porządnie zabrzmieć każdej części i podkreślić jej wartość dla utworu. Naraz zostaje podkreślona niemożliwa gracja, z jaką porusza się Książę, jego zadziorność czy też miejsce, w którym znajduje się gracz. Przykładów takich fuzji jest więcej. Library cieszy uszy np. perkusją i wokalizami, a Discover the Royal Chambers – znowu – chwytliwą gitarą elektryczną i etnicznymi perkusjonaliami. Doświadczenie Chatwooda jako muzyka typowo rozrywkowego wychodzi tutaj na jaw. I Piaski Czasu, jako gra o postaci tak atrakcyjnej pod kątem gameplayu, wyraźnie na tym zyskują.

Chatwood stworzył ciekawy kalejdoskop estetyk, który przechodzi przez kolejne orkiestracje.

Całość pracy dobrze wpisuje się w konwencję Piasków Czasu, które są w gruncie rzeczy baśnią. Odważny Książe, zły Wezyr, piękna Księżniczka, magiczne artefakty, bajeczna kraina to elementy, które stanowią podwaliny gry i do których dostosowano nawet poziom przemocy (walczymy z upiorami, a krew nie pojawia się prawie w ogóle). I istotnie, Chatwood opowiada nam o fantastycznej krainie i walce dobra ze złem, nawet jeżeli główny bohater jest tak zaciekłym wojownikiem.

Delikatnie romantyczny obraz Księcia podkreśla grany na sitarze temat z menu głównego (Welcome to Persia) i można chyba powiedzieć, że motyw ten jest powszechnie rozpoznawalny. Behold the Sands of Time i Reverse the Sands of Time to sprawne, symfoniczne kawałki do typowej egzotycznej baśni, ale pozbawione zawadiackości i rytmiczności utworów akcji. Piaski Czasu wieńczy na dodatek piosenka Time Only Knows z zachodnim wokalem i wschodnim podkładem, ale nie wykracza ona poza rolę ilustracji napisów końcowych. Co warto tutaj wspomnieć, to nawet jeżeli Chatwood łączy dwie kultury w swojej muzyce, baśniowość i etniczne zabarwienie nie przestają być wspólnym mianownikiem całości jego partytury.

Są to niewątpliwie mocne podwaliny ciekawego, ale zarazem wąskiego portfolio kompozytorskiego.

Jako mariaż gry wideo i baśni z Bliskiego Wschodu, Piaski Czasu to warta przejścia przygoda i kilka godzin dobrej zabawy, zaś jako fuzja wielu brzmień - sprawny i przemyślany soundtrack. Specjalnie unikam tutaj dużych słów, bo gra nie postarzała się tak dobrze, jakbym chciał, i blednie przy kolejnych częściach trylogii.

Broni się jednakże baśniowym i niepowtarzalnym klimatem, nieobecnym w kolejnych częściach. Zapowiada także kolejne prace Chatwooda: metalowo-industrialną Duszę Wojownika i Dwa Trony oparte o mroczną symfonikę i ambientowe szumy. Kolejne gry znacznie rozbudowały bowiem mechaniki walki i nabrały (czasem aż nadto) ponurego nastroju, więc Chatwood zmuszony był do porzucenia różnorodności Piasków… Nie będzie łączył wielu podgatunków w całość, lecz skupiać się będzie na dopracowywaniu pojedynczych.

Jako preludium do kolejnych prac Chatwooda są to niewątpliwie mocne podwaliny ciekawego, ale zarazem wąskiego portfolio kompozytorskiego Kanadyjczyka. Czym zatem aktualnie jest ten soundtrack? Przemyślaną pracą, pewnym pierwszym krokiem w uniwersum, drogą do paru dobrych wspomnień z 2003 roku i nastrojową, aczkolwiek krótką podróżą do magicznej Persji.

Współpracownik

Jan Szafraniec

Pasjonuje go wszystko co szumiące, minimalne i industrialowe. Większość czasu spędza na pisaniu i pływaniu w ambiencie. Muzykę do gier wiernie wyznaje od dekady i nie zamierza przestać.