Manipulacja rzadko kiedy niesie ze sobą pozytywne konotacje. Pewien francuski kompozytor postanowił jednak udowodnić, że potrafi zmienić postrzeganie tego procesu o 180 stopni. Olivier Deriviere przygotował nad wyraz interesującą, industrialno-progresywną (oksymoron?) ucztę dźwiękową. Mowa oczywiście o OST do futurystycznego Remember Me, dzieła początkującego, choć zarazem złożonego także z kilku branżowych weteranów, studia Dontnod Entertainment. Chciałoby się rzec: wystarczy już tych wspomnień – przyszedł czas na lekcję o łamaniu konwencji, o niepospolitych aranżacjach oraz o tym, jak w doskonałym stylu połączyć tradycję z nowoczesnością.

Kompozytorowi udało się sprostać temu jakże karkołomnemu zadaniu.

Sam Deriviere zaznacza, że “największym wyzwaniem było znalezienie właściwego sposobu manipulowania żywą orkiestrą, (…) by brzmiała dziwnie, ale przyjemnie dla ucha”. Nie jest przypadkiem, że już po pierwszym przesłuchaniu dostrzega się piękno płynące z takiego połączenia muzyki symfonicznej z elektroniczną. Kompozytorowi udało się sprostać temu jakże karkołomnemu zadaniu, co więcej, zrobił to w sposób odważny i oryginalny. Dźwięki dochodzące z głośników są nieprzewidywalne i nieszablonowe; zarazem zachowują immanentne piękno instrumentów orkiestralnych. Zabawy dynamiką oraz panoramą stereo przybierają tu niepospolite formy, utrzymując jednocześnie spójność i nie obniżając przyjemności ze słuchania.

Na “bonjour” słuchacz zostaje wciągnięty w szaleńczy wyścig dźwięków, który nie pozwala ani na chwilę znudzenia – Nilin The Memory Hunter stawia poprzeczkę bardzo wysoko, a nie będzie przesadą stwierdzenie, że całe OST trzyma co najmniej taki właśnie poziom. Jedyne spadki jakości to te, które Deriviere precyzyjnie dla nas zaplanował: artefakty audio, przeróżne zakłócenia, szum aplikowany z wyczuciem.

Takie zabiegi przywodzą na myśl oczywiście utwór Glitch ze ścieżki dźwiękowej Fez. The Fight nie zwalnia tempa, gdy bezlitośnie szatkowane dźwięki orkiestralne atakują z głośników. Każde przycięcie czy manipulacja brzmienia są odpowiednio wymierzone, ale zarazem nie sposób wyczuć kolejnego kroku kompozytora. Nawet hipnotyzujący motyw przewodni (czyżby ondes Martenot?) nie powtarza się chyba ani raz w identycznej wersji.

Niektóre motywy ścieżki dźwiękowej Remember Me chwilami zdają się przypominać wczesne poszukiwania muzyczne Trenta Reznora (z czasów Broken/Fixed). Jawnie industrialny klimat The Ego Room zachwyca – nawet bez patrzenia na ulice Neo Paryża – i sprawia, że chce się powracać do tej mistrzowskiej kompozycji. Strzępy syntetycznych wokali na The Enforcers budują poczucie wyobcowania, a wciąż bogata gama efektów serwowanych przez Deriviere rozwija ten utwór w fascynujących kierunkach. Mnogość niuansów muzycznych to wyraźny atut tego albumu.

Okazji do wyrwania się ze spirali dźwiękowej, w jaką wrzuca słuchacza soundtrack Remember Me, nie dostarczają nawet co spokojniejsze kompozycje. Rise To The Light czy Still Human przesycone są nieoczywistym, głęboko ukrytym napięciem. Z kolei Our Parents to utwór bez cyfrowych alteracji, jakby w hołdzie muzyce poprzednich pokoleń. Sprawia przez to wrażenie niesamowicie surowego na tle reszty ścieżek.

Co więcej – uświadamia, że nawet gdyby obedrzeć pozostałe 14 tracków ze wszystkich “udziwnień”, to wciąż pozostanie ponad 40 minut świetnej muzyki. Jakkolwiek poszczególne utwory różnią się stopniem modyfikacji brzmienia, to wyraźnie odczuwa się, że każdy z nich jest integralną częścią świata wykreowanego przez Dontnod Entertainment. Futurystyczna wizja manipulowania wspomnieniami wsparta została kunsztownie zmanipulowaną muzyką. Mamy tu więc iście popisowy amalgamat dźwięków.

Mnogość niuansów muzycznych to wyraźny atut tego albumu.

Dzieło stworzone przez Oliviera Deriviere to pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów muzyki z gier, ale i każdego, kto tylko ceni sobie swoistą odwagę w przekazie artystycznym – dodatkowo podpartą solidnymi umiejętnościami muzycznymi. Wiemy już, co słychać w Neo Paryżu roku 2084. I nie chcemy stamtąd wracać.

Czytaj więcej:

Współpracownik

Michał Broda