Pisałem już o muzyce do Baldur’s Gate’a. Pora na kolejny tytuł osadzony w Zapomnianych Krainach. Icewind Dale pierwotnie miał być pierdółką zapychającą czas graczom czekającym na drugą odsłonę Wrót Baldura. Gra jednak miała jedno, czego BG nie mogło zaoferować. Możliwość stworzenia całej drużyny od podstaw. Równie dobrym konceptem było przeniesienie historii bliżej Grzbietu Świata, a dokładniej do tytułowej Doliny Lodowego wichru.

Icewind Dale pierwotnie miał być pierdółką zapychającą czas graczom czekającym na drugą odsłonę Wrót Baldura.

Kompozytorem nie został ponownie Michael Hoenig, zadanie to przypadło Jeremy’emu Soule’owi. Wiele wody musiało jednak upłynąć zanim zaczął być kojarzony przez motyw przewodni z Elder Scrollsów. W 2000 roku znany był właściwie z jednego tytułu – Total Annihilation. Podobnie, chyba nikt nie spodziewał się więcej, skoro Icewind Dale miało być zapchajdziurą, okazało się odwrotnie.

Nie wiem jakim sposobem, ale jawnie ta muzyka kojarzy się z brutalnym i zimnym klimatem północy Zapomnianych Krain. Jest to podobna orkiestracja do soundtracku z Baldura, niemniej więcej tu mocnych akordów, chórów chwalących Tempusa, natomiast balans orkiestry został położony na nisko grających dęciakach, co kreuje chropowate brzmienie ziem zamieszkałych przez barbarzyńców. Warsztat Soule’a już wtedy był bardzo dojrzały, a miał wówczas 25 lat. Świetnie budował atmosfery, częstotliwości wyższe pojawiają się i znikają, a wolniejsze kompozycje są bardzo zdawkowe w warstwie perkusyjnej.

Jedyne, czego może brakować niektórym słuchaczom, to muzyka karczemna, ale znajduje to odzwierciedlenie w fabule. To nie Wybrzeże Mieczy, pełne miast tętniących życiem; w Dolinie Lodowego Wichru codziennie toczy się walka o przetrwanie nie tylko z potworami, ale również niegościnnym klimatem. Jeżeli złapiemy chwilę wytchnienia, to co najwyżej na podleczenie ran i odrobinę zadumy. Doskonale to zawarto w muzyce. Implementacja dźwięku została zastosowana identyczna jak w Baldur’s Gate, dlatego jeśli jesteście ciekawi, jak się robiło w 2000 roku autoaranżującą się muzykę, zapraszam do przeczytania mojego tekstu o OST z Wrót Baldura.

Nie wiem jakim sposobem, ale jawnie ta muzyka kojarzy się z brutalnym i zimnym klimatem północy Zapomnianych Krain.

Trzeba też sobie powiedzieć jedno. Gry RPG od Black Isle Studios starzeją się bardzo powoli. Ręcznie rysowana grafika została co prawda poprawiona w Enhanced Edition każdej z części Baldur’s Gate i Icewind Dale, ale muzyka pozostała nietknięta. Do dzisiaj soundtracki Michaela Hoeniga, Jeremy’ego Soule’a i Inona Zura to absolutna klasyka gatunku. A dzięki rozmaitym reedycjom, czy to na GOG-u, czy wyżej wspomniane EE od Beamdoga, możemy nie tylko posłuchać tej muzyki w lepszej jakości, ale także na współczesnych systemach zanurzyć się w przepastne krainy pełne niebezpieczeństw i przygód.

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.