Soundtrack, który zmienił moje życie. W każdym razie jako gracza. Przez Black & White stałem się wyznawcą god games, a że takich tytułów wychodzi niezmiernie mało, to każdy kolejny wyczekuję i ogrywam do granic zmęczenia. Wszystkiemu winna jedna gra, a właściwie jej trailer, a najwłaściwiej – muzyka z niego.

To jedna z tych gier, w które wygodniej się gra na tablecie niż przy użyciu myszki.

Jak zrobić muzykę ilustrującą symulację boga? Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie lepiej od Russella Shawa. Człowiek ten współtworzył soundtrack do Populous: The Beginning, by po utworzeniu Lionhead Studios pracować nad pierwszym tytułem dewelopera, który z miejsca narobił sporo kontrowersji. Największą – możliwość bycia bogiem. Co więcej, złym bogiem. Umożliwienie graczowi robienia, czego dusza zapragnie, było bardzo świeże i niepowtarzalne.

Ze wszystkich god games tylko seria Black & White posiada taką opcję. Niewielu pamięta przez to o prawdziwych drobnych innowacjach, jak chociażby brak interfejsu i sterowanie oparte o gesty. To jedna z tych gier, w które wygodniej się gra na tablecie niż przy użyciu myszki. Wszyscy za to pamiętają chowańce i ich ewolucję wraz z kierunkiem przez nas obranym, a także jak wielkimi bestiami się stawały, gdy rosła nasza potęga. Trochę szkoda, że grę pogrzebała zerowa fabuła i mozolny, powtarzalny gameplay. Nie zmienia to jednak faktu, że jeżeli jakakolwiek gra zasługuje na sequel/reboot, to właśnie moje najskrytsze marzenie.

Jednym z głównych powodów jest rozmach ścieżki dźwiękowej. Boskość i mistycyzm zalewają słuchacza za każdym razem, gdy rozlegają się zawodzące kobiece wokale wsparte potężnymi bębnami. Może jestem stronniczy, ale szczerze uważam, że nie powstał lepszy utwór wykorzystujący złożony rytm perkusyjny niż ten z utworu bitewnego. W zmienionej formie służył za podkład w trailerze i wraz z przetworzonymi wokalami i etnicznymi dęciakami budował niesamowitą atmosferę. Całość muzyki to mocno przetworzone brzmienia instrumentalno-wokalne, co wykreowało unikalną paletę boskich dźwięków. Russel Shaw zdecydowanie jest doświadczonym przedstawicielem sceny ambientowej i jego umiejętności resyntezy żywych dźwięków zostały skrzętnie wyeksponowane w praktycznie każdym podnioślejszym momencie gry.

Kompozycje płyną sobie niespiesznie, krótkie pętle melodii nasuwają metody kompozytorskie znane z muzyki klubowej, ale też klasyków muzyki konkretnej i minimalizmu.

Weźmy na przykład sam początek. Najważniejsza chwila, narodziny boga. Liczba warstw przenikających się i zmieniających w coś zupełnie innego co kilka sekund – w doskonałej harmonii z obrazem – opowiada moment subtelny, acz sam moment boskiej eksplozji pomiędzy planami istnienia okraszony syntetycznym pulsem i pojedynczym akordem sitaru nawet dzisiaj podnosi mi włoski na karku. To jedna z tych scen, które chciałbym obejrzeć jeszcze raz w remake’u. Równie mocne wrażenie robi kompozycja znana z wnętrza świątyni. Niepokojące dźwięki powstałe przy użyciu rozmaitych technik przetwarzania audio wsadzone w kolosalnych rozmiarów pogłos uzmysławiają nam, jak potężną istotą jesteśmy dla naszych wyznawców, jak maleńcy są oni wobec naszego nieskończonego dobra/zła.

Część kompozycji to również uczta dla entuzjastów minimalistycznych syntez. Kompozycje płyną sobie niespiesznie, krótkie pętle melodii nasuwają metody kompozytorskie znane z muzyki klubowej, ale też klasyków muzyki konkretnej i minimalizmu. Jeśli słuchając Black & White macie skojarzenia z Jean-Michel Jarre’em, lub prędzej, z Mikiem Oldfieldem – bardzo słusznie, jednak nie wszystko brzmi w ten sposób. Plastyczność Shawa wychodzi w utworach okraszających wątki poboczne – szanta misjonarzy, którym pomagamy budować łajbę, tudzież country pustelnika. Jednak to tylko smaczki. W pamięci na zawsze pozostaną te przerażające chorały i dzwony, gdy pojawia się nasz największy wróg, nomen omen, Nemesis – bóg, który jest nie tylko najpotężniejszy, ale też zawsze naszym przeciwieństwem.

Jeśli słuchając Black & White macie skojarzenia z Jean-Michel Jarre’em, lub prędzej, z Mikiem Oldfieldem – bardzo słusznie.

Wielka szkoda, że tego świetnego kompozytora możemy usłyszeć tylko w starych produkcjach, z których ostatnią była Fable: The Journey w 2012, a Fable Legends, która miała ukazać się w 2016, została anulowana. Chociaż kto wie, może trzeba zakasać rękawy i pokazać właścicielom praw do Black & White, że jeszcze warto robić nowatorskie god games i pozwolić wielu unikalnym talentom rozkwitać ponownie.

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.