Rok 2001 – siedziba Capcomu. Błąd w kodzie tworzy zupełnie nową, dynamiczną produkcję (Devil May Cry), która można by rzec definiuje gatunek slasherów. Do tej pory nikomu by nie przeszło przez głowę zadać to pytanie: czy diabeł może zapłakać?

Czy diabeł może zapłakać?

Devil May Cry to dynamiczny, nastawiony na widowiskowe walki bronią białą oraz palną slasher japońskiego studia Capcom. Opowiada o losach łowcy demonów imieniem Dante oraz jego przyjaciółki Trish, którzy muszą rozprawić się z władcą demonów Mundusem. Rozgrywka podzielona jest na misje, w których Dante ma za zadanie pokonać określoną liczbę potworów w jak najbardziej widowiskowym stylu. Im bardziej widowiskowo rozpłatamy na kawałki potwora, tym lepszą ocenę dostaniemy. Tym króciutkim wstępem „technicznym” kończę już opis gameplayu. Teraz zajmiemy się daniem głównym – muzyką.

Muzyka do Devil May Cry ma trzech (podanych oficjalnie) ojców: Masami Ueda, Misao Senbongi i Masato Kouda. W momencie wydania tego tytułu mieli już spore doświadczenie w komponowaniu muzyki do gier wideo. Kouda znany był między innymi ze ścieżki dźwiękowej do gry Mega Man 2: The Power Fighters, czy Darkstalkers 3. Ueda zaś stał za muzyką do serii Biohazard oraz wydanego w tym samym roku co DMC – Resident Evil 2. Mówimy tutaj o latach, w których muzyka była „złem koniecznym” w grach komputerowych i sam udział kompozytorów był często anonimowy, a za same ścieżki dźwiękowe odpowiadały te same osoby w studiu. Capcom nie był pewny, czy opłaci się wydanie ścieżki dźwiękowej osobno, ponieważ nie wierzył w sukces gry, przez co sam album z muzyką (a co za tym idzie nazwiska kompozytorów) poznaliśmy dopiero przy okazji drugiej części gry, w 2004 roku.

Pierwsza część gry ma zdecydowanie najmroczniejszy klimat ze wszystkich.

Sama ścieżka dźwiękowa jest dość ciężka, przepełniona mrocznymi syntezatorami, grającymi długie melancholijne pociągnięcia. By jeszcze bardziej podkreślić mrok oraz samą stylistykę gry – akcja dzieje się w średniowiecznym zamczysku na opuszczonej wyspie – kompozytorzy wzbogacili utwory o motywy grane na organach kościelnych (jako dobry przykład podam tutaj utwór „The Theme of Sparda – Devil Sunday”), czy tak jak w przypadku utworu „Statue of Time” o wokale: kobiecy oraz chór męski. Przyznam szczerze, że grając w DMC pierwszy raz zdarzały się momenty, w których byłem zwyczajnie przerażony. Pierwsza część gry ma zdecydowanie najmroczniejszy klimat ze wszystkich, które do tej pory zostały wydane. Ścieżka dźwiękowa ma też zupełnie inne oblicze: jest mocno gitarowo i wręcz drum’n’bassowo. Szczególnie dobrze skomponowane są utwory, które przygrywają nam w trakcie walk z bossami.

Najlepiej obrazuje to utwór „Ultra Violet” – mieszanka szalonego arpeggio granego na organach kościelnych, z elektroniczną bardzo mocną sekcją perkusyjną oraz solidnym riffem gitarowym. W późniejszych odsłonach przygód Dantego właśnie takie dynamiczne, ostro brzmiące utwory staną się znakiem rozpoznawczym tego białowłosego pogromcy demonów. Patrząc na całą ścieżkę dźwiękową przez pryzmat lat i możliwości technicznych tamtego okresu nasuwa się spostrzeżenie, że większość japońskich kompozycji arcade brzmiała tak samo. Ci sami kompozytorzy, jednakowe instrumentarium (charakterystyczna elektroniczna sekcja perkusyjna) przyczyniło się do zbliżonych brzmieniowo soundtracków dalekowschodnich produkcji z lat 2000.

Każdy słuchacz może wyłowić sobie perełkę z tej ścieżki dźwiękowej. Taką, która znaczy dla niego coś na tyle dużego, że po latach błyskawicznie jest sobie w stanie przypomnieć nie tylko tytuł, a nawet zanucić sporą część utworu. Dla mnie jest to kawałek „Eva’s Theme”. Przepiękna – co zresztą typowe dla japońskich kompozytorów – melodia. Słuchałem jej pierwszy raz gdzieś w okolicach 2005 roku, kiedy to miałem możliwość pierwszy raz ogrywać ten tytuł. Do teraz siedzi ona gdzieś we mnie i przywołuje masę wspomnień związaną nie tylko z tym tytułem.

Dla mnie muzyka z gry Devil May Cry idealnie spełnia swoje zadanie.

Jeśli w ścieżce dźwiękowej znajdzie się choć jeden utwór wybitny, nie dla krytyków, recenzentów, ale wybitny dla Ciebie, drogi czytelniku, to cała praca kompozytora nie idzie na marne. Dla mnie muzyka z gry Devil May Cry idealnie spełnia swoje zadanie. Jest mroczna, gdy trzeba zjeżyć włosy, bądź zbudować odpowiednio napiętą atmosferę. Napędza gameplay, sprawiając, że możemy poczuć się jak łowca demonów, szlachtujący swoim mieczem szkarady z piekła. Możemy też wpaść w chwilę zadumy, wzruszyć się słysząc chociażby „Eva’s Theme”, gdzie fortepian pięknie prowadzi nas przez historię ukrytą w tym utworze.

Redaktor

Krzysztof Kus

Sound Designer, kompozytor muzyczny, a także perkusista z zamiłowania. W grach zwraca szczególną uwagę na nowatorskie podejście do tematu sound designu. Prywatnie jeden z największych fanów Dire Straits w Polsce.