Od bardzo długiego czasu chciałem przetestować słuchawki dla graczy tak szeroko reklamowane jako 3D audio. Niestety ponieważ zabawa taka nie należy do najtańszych, by być absolutnie pewnym zakupu postanowiłem zasięgnąć wiedzy na YouTube’ie. Żadna recenzja jednak nie jest w stanie choćby w najdrobniejszym stopniu oddać doświadczenia empirycznego, a większość recenzji była zgodna, że zależnie od modelu i preferencji użytkownika niektóre modele mogą przypasować świetnie, a inne nie. Podobnie zresztą jest z VR. Bo jak opisać swoje doświadczenie w sposób obiektywny?

Żadna recenzja jednak nie jest w stanie choćby w najdrobniejszym stopniu oddać doświadczenia empirycznego.

Zatem będzie subiektywnie. Wszak to moja czaszka i percepcja słuchu składają się na doświadczenie i definiują recenzję bardziej niż kiedykolwiek. Z tym większą ekscytacją oczekiwałem pierwszej okazji, by podzielić się tym z Wami. Na pierwszy ogień udało się ogarnąć dwie sztuki od HyperX. Padło na modele Cloud II oraz Cloud Flight S. Oba zestawy słuchawkowe brzmią bardzo dobrze, jednak ich profil audio jest bardzo różny.

Cloud II testowałem jako pierwsze. Seksowna czerwień metalowych elementów i obszycia pałąka od razu sugerują, że to słuchawki premium. Bo czerwony znaczy szybszy, prawda? W zestawie, oprócz odłączanego mikrofonu z gąbką, znajdziemy dongle USB działający jako transmiter. Konstrukcyjnie słuchawki jawią się jako bardzo solidne. Szczotkowany metal pokryty czerwonym lakierem jest nie tylko drapieżny, ale też solidny. Ekoskóra na pałąki szyta czerwoną nicią tylko podkręca sznyt, przypominając ręcznie wykonywane siedzenia w sportowych samochodach.

Wydawać by się mogło, że wygląd podyktował lub został podyktowany brzmieniem słuchawek. Scena dźwiękowa jest jasna, ale również szalenie przebasowiona. Wszystko co prawda zależy od ścieżki dźwiękowej gry. W większości tytułów najmocniejszy bas odzywa się tylko przy ważniejszych uderzeniach, ale już na przykład taki God of War zamienia się w kanonadę basu. Najciężej jednak jest w Cyberpunku ze względu na soundtrack. Słuchawki wówczas właściwie sklejają się ścianą basu, co nawet takiemu fanowi mocnego brzmienia jak ja potrafi ścisnąć czaszkę niczym puszkę coli. Na dłuższą chwilę męczy to niemiłosiernie. Niestety w takich momentach pozycjonowanie dźwięku w przestrzeni utrudnia się.

HyperX Cloud II Wireless są naprawdę głośne.

Słuchawki te nieźle leżą na dużej głowie i nie duszą aż tak bardzo dużych uszu. Nauszniki wykonane z „pamiętliwej gąbki” w cieplejsze dni pewnie zagrzeją głowę, ale póki zima trwa głowa nieszczególnie się podgrzewa. Z pozostałych funkcji obudowa Cloud II Wireless posiada port ładowania USB-C pokrętło głośności, włącznik/przełącznik trybu 7.1 oraz przycisk wyciszający mikrofon. Jeśli chodzi o sam mikrofon, to standardowy dla HyperX odłączany na gęsiej szyjce z czerwoną diodą wskazującą wyciszenie mikrofonu. Jakość nagrań raczej typowa dla tego typu rozwiązań, zatem do gry online się nada, ale nie posłuży jako narzędzie do streamowania, bo jakość z oczywistych względów nie umywa się do sprzętu proaudio. Warto dodatkowo nadmienić, że HyperX Cloud II Wireless są naprawdę głośne i raczej większość graczy będzie ustawiać głośność w okolicach 70%.

Na drugi ogień poszły słuchawki HyperX Cloud Flight S. Chociaż wizualnie biedniejsze, bo złożone głównie z plastiku, posiadają kilka funkcjonalności więcej od Cloud II Wireless. Mamy zatem pokrętło głośności, przycisk włączania, dedykowany switch 7.1/stereo, 4 przyciski ukryte w bocznym panelu lewej muszli: do podsłuchu mikrofonu, wyciszania mikrofonu oraz dwa do ustawiania balansu gra/czat. Niestety znajduje się w nich również anachronizm w postaci portu ładowania micro USB, ale równoważy to opcja ładowania indukcyjnego, która działa całkiem sprawnie. Dołączony odpinany mikrofon na gęsiej szyjce brzmi niemal identycznie jak ten z Cloud II Wireless. Posiada również identyczną diodę wskazującą wyciszenie. Warto jednak zapamiętać, że ze względu na inny profil wtyku nie są to mikrofony zamienne między modelami. Ostatnią ciekawą opcją jest możliwość obrócenia muszli słuchawek o 90°, co pozwala wygodnie zawiesić je na szyi w razie krótkiej przerwy od sesji.

Słuchawki HyperX to wysokiej jakości sprzęt o rozmaitym stopniu dodatkowych funkcji oraz wykończenia.


Jeśli chodzi o brzmienie, to Cloud Flight S mają zdecydowanie rozleglejszą przestrzeń od Cloud II Wireless. Po części odpowiadają za to wydechy ukryte na górze muszli słuchawek, ale też balans częstotliwości jest bardziej wyrównany. Basu jest mniej, ale wcale go nie brakuje. Grając w Cyberpunka, God of Wara i Dooma 2016 zdecydowanie bas był obecny i czytelny, ale nie dominował w miksie oraz nie dławił przestrzeni przy większej kanonadzie. Bardzo dobrze wypadają też wyższe częstotliwości oraz pozycjonowanie w przestrzeni. Łatwiej w nich lokalizować, czy dźwięki dochodzą z tyłu, czy z przodu.

Sony Pulse 3D – przyszły standard słuchawek 3D dla graczy?

Warto też wspomnieć o aplikacji Ngenuity dla PC, która pozwala nam na podstawową konfigurację urządzeń HyperX. W zależności od modelu opcji mamy mniej lub więcej. W przypadku Flight S możemy na przykład przemapować boczne przyciski słuchawek na inne funkcje od domyślnych. Możemy też tworzyć presety dla rozmaitych ustawień, chociaż brak tutaj (przynajmniej dla testowanych modeli) udogodnień w postaci equalizera graficznego.

Podsumowując, słuchawki HyperX to wysokiej jakości sprzęt o rozmaitym stopniu dodatkowych funkcji oraz wykończenia. Nie ulega wątpliwości, że mając wybór między Cloud II Wireless a Cloud Flight S, wybrałbym zawsze te drugie. Przestrzeń w nich jest pełniejsza i równiejsza, niczego nie brakuje w miksie, nic też nie dominuje. Dodatkowe funkcje są przydatne, ale nie wpływają na ocenę tak bardzo jak jakość audio. Mikrofony są niemal identyczne brzmieniowo i zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest to ten sam model z innym wtykiem dla każdego modelu. Chociaż Cloud Flight S nie prezentują się tak drapieżnie jak Flight II Wireless, jeżeli poszukujecie słuchawek, które basem nie połamią wam twarzoczaszki, jest to wybór bardzo dobry.

Czytaj więcej:

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.