Nie jestem zwolennikiem sieciowych shooterów, ponieważ po prostu mnie nie bawią. Doceniam oczywiście ich grywalność oraz pozostałe elementy, wokół których gracze spędzają więcej czasu niż na trybach jednoosobowych.

Niemniej jednak moje podejście ostatnio nieco się zmieniło, kiedy rok temu rozpocząłem swoją przygodę z grą Splatoon na konsolę Nintendo WiiU, a wszystko dzięki prostocie oraz komiksowej konwencji tej produkcji. Sama rozgrywka skupia się na walce czteroosobowych drużyn opartych o dwie różne barwy. Walka toczy się wokół prób zajmowania obszaru, pokrywając teren swoją farbą i przeszkadzając przeciwnikom.

Osoby odpowiedzialne za przygotowanie kompozycji poszły o jeden krok dalej, przygotowując brzmienie dla wyjątkowych bohaterów świata Splatoon.

Brzmi to banalnie, ale w tej prostocie tkwi sens całej zabawy, a tym bardziej, kiedy gra się ze znajomymi w jednej drużynie. Podczas starć z pozostałymi graczami przygrywa nam dość specyficzna muzyka, która nie powinna już nikogo dziwić, jeżeli gramy w japońskie produkcje. Osoby (Toru Minegishi, Shiho Fujii) odpowiedzialne za przygotowanie kompozycji poszły o jeden krok dalej, przygotowując brzmienie dla wyjątkowych bohaterów świata Splatoon.

Dlatego z naszych głośników najczęściej wydobywać się będą dźwięki chaotyczne, jakby garażowe (Splattack!). Stylistycznie ciąży to w kierunku japońskiego popu (Kraken Up), a nawet punk rocka (Ink or Sink). Praktycznie wszystkie piosenki zostały okraszone przez wokalistów specjalnie wygenerowanym elektronicznym efektem (Metalopod), przypominającym niekiedy popiskiwania dzieci (Ink Me Up).

Jak taka muzyka sprawdza się w praktyce? Moim zdaniem bezbłędnie trafia do słuchaczy, a co najważniejsze – sprawia, że zabawa nabiera nowego wymiaru. Owszem, momentami nieliczne utwory zaczynają powoli irytować swoją monotonnością, ale kiedy przychodzi nam stoczyć kolejną bitwę, momentalnie o tym zapominamy i wchodzimy w trans farbowania kolejnych plansz.

Dlatego ostatecznie w trybie wieloosobowym ścieżka dźwiękowa brzmi najlepiej, a nieco słabiej w grze jednoosobowej. Na pewno dużym atutem albumu jest melodyjność oraz względnie krótki czas trwania utworów, co pozwala docenić muzykę oraz miło spędzić czas w trakcie rozgrywki. Druga płyta jest już kompilacją dźwięków pochodzących bezpośrednio z gry, co stanowi tylko dodatek dla kolekcjonerów.

Sam album polecam szczególnie sympatykom niecodziennych eksperymentów muzycznych.

Splatoon pod wieloma względami okazał się nieoczekiwanym sukcesem zarówno dla twórców, jak i dla kompozytorów (Toru Minegishi, Shiho Fujii). Jestem pewien, że nikt nie oczekiwał takiego obrotu sprawy, a sami gracze pozytywnie zaskoczeni produkcją okazali swoją wdzięczność na wiele sposobów. Sam album polecam szczególnie sympatykom niecodziennych eksperymentów muzycznych, choć wiem, że część z Was raczej będzie omijała z daleka ten tytuł. Mimo wszystko warto dać się ponieść tym rytmom.

Redaktor Naczelny

Mariusz Borkowski

Człowiek o ogromnym sercu do muzyki oraz odkrywca niepowtarzalnych dźwięków. Od wielu lat bez wytchnienia dzieli się z innymi swoją bezustanną pasją do melodii z gier wideo.