Ostatnio pisałem o Legacy of the Void, toteż konsekwencja nakazuje mi zachować (wsteczną) chronologię i cofnąć się w czasie do 12 marca 2013 roku. Wtedy to na rynek dumnie wkroczyła Królowa Ostrzy Kerrigan, wraz ze swym wiernym rojem Zergów.

Premiera Heart of the Swarm, czyli pierwszego dodatku do StarCraft II, oznaczała dla fanów rozszerzenie fabuły o nową kampanię, nowe jednostki oraz rozwiązania, dodatkową porcję epickich przerywników (nie tylko CGI), a także nową ścieżkę dźwiękową. Ja oczywiście zajmę się tym ostatnim aspektem, ale pragnąłbym w pierwszej kolejności zaznaczyć coś bardzo istotnego. Podobnie jak w swojej poprzedniej recenzji, uwagę zamierzam poświęcić całej oprawie muzycznej dodatku, a nie tylko oficjalnemu soundtrackowi. Nie planuję również traktować Legacy of the Void jako odniesienia dla Heart of the Swarm, bo znacznie ciekawiej będzie postawić w tej roli Wings of Liberty, choć tekst poświęcony temu tytułowi jeszcze nie powstał.

Wiedziałem, że nie obędzie się bez orkiestry i chóru, ale przybiorą one inną niż dotychczas formę i nie myliłem się.

Pierwszą informacją, jaka mi się nawinęła, była osoba Glenna Stafforda w roli producenta ścieżki dźwiękowej, a więc będącego tym samym głównym kompozytorem projektu. Przyznam, iż trochę mnie dziwi, że funkcja ta nie dostała się Derekowi Duke’owi. Z filmowych materiałów dodatkowych do Legacy of the Void dowiedziałem się, że to właśnie jemu Zergi zawdzięczają własną muzyczną sygnaturę. Kompozytor opowiedział w tych materiałach na czym polegała jego praca przy pierwszym StarCrafcie, a polegała ona na żmudnym i czasochłonnym przetwarzaniu dźwięków przy użyciu samplerów oraz innego sprzętu, w celu stworzenia całkiem nowych brzmień.

Na szczęście dzisiejsza technologia pozwala osiągnąć ten efekt dzięki plug-inom i to w ciągu zaledwie kilku minut. Niestety, płyta DVD dołączona do edycji kolekcjonerskiej Heart of the Swarm nie zawiera żadnych materiałów poświęconych oprawie dźwiękowej dodatku w ogóle. Nic kompletnie, dlatego musiałem polegać na dość szczątkowych informacjach z oficjalnej strony Blizzard Entertainment oraz otagowanych utworach z płyty CD. Między innymi przez to nie jestem w stanie stwierdzić czy Derek Duke sam pracował nad Zergowymi utworami, czy może we współpracy z Glennem Staffordem? Myślę, że bezpiecznie będzie przyjąć, iż obaj są jej autorami.

Zanim przejdę do meritum, to dodam jeszcze, że wszelkie dyskusje na temat ścieżki dźwiękowej Heart of the Swarm wymagają podzielenia jej na dwie kategorie. Pierwszą z nich będzie wszystko, co ma muzycznie reprezentować Zergi, a co przeciętny słuchacz oficjalnego albumu prawdopodobnie uzna za nudne utwory. Mowa rzecz jasna o nietypowej, czy wręcz eksperymentalnej muzyce, stworzonej przy użyciu szerokiej gamy dźwięków zarówno elektronicznych jak i organicznych. Drugą kategorię będzie reprezentowała oprawa muzyczna przerywników filmowych.

Corruptors, czyli utwór witający nas w menu gry, jest mieszanką obydwu wcześniej wymienionych kategorii. Orkiestra oraz pozostałe nieorkiestralne elementy idealnie ze sobą współgrają, tworząc coś naprawdę ciekawego. Jest to jedna z niewielu kompozycji tego typu, ale skupmy na kategorii numer jeden. Jeżeli macie oficjalny soundtrack, to wystarczy, że posłuchacie większości utworów w nim zawartych i zignorujecie fragmenty z orkiestrą. Jest tego naprawdę mnóstwo, nie mówiąc już o wielkim różnicowaniu, więc potraktujmy „zergową muzykę” jako jedną, płynną całość. Płynną, ponieważ swym brzmieniem przypomina rozrastającą się zergową biomasę, która wciąż zmienia kształt.

Mnogość różnego rodzaju dźwięków i ich nietypowe brzmienie nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, czy słyszymy muzykę elektroniczną, a może organiczne dźwięki, które zostały przetworzone przez plug-iny. Wiemy jedynie, że mamy do czynienia z rasą Zergów, z ich niechlujnymi procesami ewolucyjnymi, które na pierwszy rzut oka mogą się wydawać prymitywne. Myślę, że to dzięki Glennowi Staffordowi zachowano dziedzictwo pierwszej części gry i Derek Duke znów mógł przysiąść w swoim studio do stworzenia czegoś fascynująco dziwacznego, a czego my możemy posłuchać w grze. Niestety, ten medal ma dwie strony, ponieważ taka muzyka idealnie się nadaje jako tło dla agresywnej owadziej rasy, ale niekoniecznie jako muzyka do słuchania, przynajmniej dla szerokiego grona odbiorców. Pod tym względem znacznie lepiej wychodzi druga kategoria.

Wiedziałem, że kompozytorzy, tworząc muzykę dla Zergów, nie będą się ograniczać do dziwnych i mrocznych utworów.

W Wings of Liberty muzyka orkiestralna ociekała filmowością, ba!, nazwałbym ją nawet czystą esencją filmowego klimatu Sc-Fi, ze sporą dawką terrańskiego country. Tak wysoko postawiona poprzeczka względem pierwszej części bardzo wzmogła moją ciekawość co do nadchodzących dodatków. Już wtedy wiedziałem, że kompozytorzy, tworząc muzykę dla Zergów, nie będą się ograniczać do dziwnych i mrocznych utworów. Wiedziałem, że nie obędzie się bez orkiestry i chóru, ale przybiorą one inną niż dotychczas formę i nie myliłem się.

W branży trailer music funkcjonuje pewien termin, dotyczący głównie połączenia muzyki symfonicznej z elektroniczną, a świetnie odzwierciedlający to, o czym będzie mowa: hybrid music. Sztandarowymi przykładami muzyki hybrydowej Heart of the Swarm są przede wszystkim utwory Neala Acree, obecne w intro i outro, w przerywnikach między misjami oraz w ich trakcie. Podejrzewam, że inni kompozytorzy również mieli w tym swój udział, ale nie mogę tego stwierdzić z pewnością, przez brak szczegółowych informacji na temat twórców poszczególnych kompozycji. Moim jedynym tropem były utwory, które Neal Acree opublikował na swoim SoundCloud.

W każdym razie, jeżeli jesteście fanami „epickiej” muzyki czy Hansa Zimmera, a nie szukacie ich naśladowców, to spodoba wam się to, co oferuje Heart of the Swarm. To w moim przekonaniu najmocniejsza i zdecydowanie najciekawsza strona ścieżki dźwiękowej, absolutnie nadająca się do słuchania poza rozgrywką. W samej grze świetnie się sprawdza w roli muzycznego narratora wydarzeń rozgrywających się wokół Kerrigan, a skoro już mowa o Kerrigan… Królowej Ostrzy często towarzyszy wokal Laurie Ann Haus, który swoją elastycznością mnie zadziwia. Wokalistka potrafi śpiewać tak nisko, że jej głos przypomina Lisę Gerard znaną z muzyki do Gladiatora, ale jest w stanie sięgnąć również wysokich dźwięków. Oba przykłady możecie usłyszeć w utworze Stronger, na jego samym początku, a także w drugiej minucie. Coś naprawdę niesamowitego, a w połączeniu z muzyką hybrydową po prostu miód.

Jeżeli chodzi o oficjalne wydanie, to nie mam nic dobrego do powiedzenia na jego temat, jeżeli nie liczyć świetnego mixu i masteru. Nie wiem kto był odpowiedzialny za dobór oraz edycję utworów do płyty CD, ale powinien skończyć jako niewolnik wiosłujący na galerze.

Muzyka Blizzarda ma naprawdę wielu fanów i dziwi mnie fakt, że ta rzesza jest traktowana po macoszemu. Wielu świetnych utworów brakuje (do dziś nie mogę przeboleć braku outro), a te symfoniczne są pomieszane z zergową muzyką, która niezbyt się nadaje do słuchania. Moim zdaniem powinno to wyglądać zupełnie inaczej. Ktokolwiek jest za to odpowiedzialny, uważam, że nie powinien łączyć ze sobą utworów w dłuższe suity, zwłaszcza tych skrajnie od siebie odmiennych.

Wspomniany Stronger zaczyna się od utworu o tym samym tytule, skomponowanym przez Neala Acree, aby zaraz po zakończeniu przejść w mroczne ambientowo-rockowe brzmienia. Niezbyt ciekawe rozwiązanie, szczególnie dla słuchacza zainteresowanego tylko muzyką z przerywnika. Oczywiście nie mam nic do tych nietypowych brzmień, ale chyba lepszym rozwiązaniem byłoby poświęcić im oddzielną płytę.

Nie jest to wyjście głupie, bo Heart of the Swarm ma drugą płytę CD (dostępna na BlizzConie w 2013 roku), ale wciąż brak na niej tego, czego nie ma na pierwszym krążku… Uważam, że zespół kompozytorski pod przewodnictwem Glenna Stafforda spisał się wyśmienicie, ale nie można tego powiedzieć o osobach odpowiedzialnych za oficjalny soundtrack, dostępny w sprzedaży.

Redaktor

Daniel Wójcik

W 2008 roku przypadkiem odkryłem muzykę trailerową, w której od razu się zakochałem. Od niej była prosta droga do muzyki z filmów i gier. Minęło ponad 10 lat, a ja pracuję w branży trailer music i piszę publicystykę dla GameMusic.pl.