Przyznać się, kto czekał na powrót Neverhooda? Jedna z najzabawniejszych gier przygodowych w historii, wyróżniająca się abstrakcyjnym humorem, unikalnym stylem graficznym i równie dziwaczną muzyką, obrosła swoistym kultem. Gracze rozmawiając o niej zawsze rzucali zdaniem „fajnie byłoby, gdyby zrobili dwójkę” i to pragnienie w końcu się ziściło w duchowym spadkobiercy, którym jest Armikrog. Oczywiście jedynie słusznym wyborem pod kątem jako kompozytora był Terry Scott Taylor – twórca ścieżki do Neverhooda.

Jeśli znacie muzykę z poprzedniej przygodówki, możecie pominąć resztę recenzji.

Czymże jest muzyka w Armikrogu? Jeśli znacie muzykę z poprzedniej przygodówki, możecie pominąć resztę recenzji, ponieważ jest to dokładne spełnienie Waszych oczekiwań względem Armikroga. Jest to muzyka na wskroś eklektyczna, dziwaczna, eksperymentalna i rozkosznie lekka. Dzieje się całe mnóstwo zdarzeń, instrumenty wymieniają się, partie nikną w przepychu i wynagradzają uważnego słuchacza. Najlepszym jest brak dominującej partii tudzież instrumentu, który wiódłby spójną narrację z utworu na utwór. Zdaję sobie sprawę, że w większości moich tekstów to właśnie owa spójność jest dla mnie kluczowa, tak też jest i w tym przypadku. Tym klejem jest właśnie dziwność brzmienia soundtracku.

Efekt plamy dźwięku jest gruntownym założeniem w każdym utworze. Jazzowe bębny, rockowa gitara, dęciaki meandrujące między klasyczną orkiestrą, a big bandem, syntezatory, akordeon, wokale traktowane jako instrumenty, jak i efekty… tu jest wszystko! Nastroje też są różniste, większość muzyki to skoczne dziwadła, ale znalazło się miejsce na specyficzny nokturn (Nocturne In Blue), rozsmakowany w latynoskim klimacie utwór z pogranicza country (Er..uh..hummm…), a także melodie przywodzące na myśl dziecięce wyliczanki (Mother is Near).

Technicznie, artystycznie i nowatorsko, tak można podsumować muzykę z Armikroga. Terry Scott Taylor nie zaskoczył nikogo tym, że jego muzyka jest zaskakująca. Jest to materiał, przy którym nie da się nie uśmiechać, zarówno z licznych smaczków, jak i muzycznych mrugnięć okiem w stronę słuchacza. Jeżeli lubicie muzykę, którą definiuje słowo „dziwaczna”, możecie kupić soundtrack na Bandcampie artysty albo nabyć Deluxe Edition na przykład na GOG-u lub Steamie.

Terry Scott Taylor nie zaskoczył nikogo tym, że jego muzyka jest zaskakująca.

Na album składa się 19 utworów, natomiast kupując poprzez Bandcampa zyskacie jeden bonusowy track, który jest zarazem muzyką i klipem wideo z Terrym śpiewającym bluesowy kawałek odzwierciedlający jego dystans do sztuki i humor.

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.