Na początku z dużym dystansem podchodziłem do Kresu Złodzieja, prawdopodobnie ostatniej przygody Nathana Drake’a, którą aktualnie uważam za tytuł roku. Akcja kolejnej odsłony Uncharted została jak zawsze osadzona w różnych częściach globu, co sprzyja różnorodności miejsc, jakie będzie nam dane zwiedzić. Aczkolwiek tym razem położono większy nacisk na wątek fabularny głównego bohatera – Nathana Drake’a oraz jego zaginionego brata Sama. Poznajemy również ich dzieciństwo, a co najważniejsze historię pewnego skarbu tajemniczego pirata Henry’ego Every’ego.

Tak w telegraficznym skrócie prezentuje się fabuła do Uncharted 4: Kres Złodzieja, która stała się również inspiracją do napisania ścieżki dźwiękowej przez Henry’ego Jackmana. Kompozytor zastępując Grega Edmonsona, odpowiedzialnego dotychczas za utwory do trzech odsłon konsolowej wersji Uncharted, miał nie lada wyzwanie, ponieważ musiał zmierzyć się z legendą oraz sympatykami muzyki do poprzednich odsłon gry. Zanim opiszę moje przemyślenia na temat muzyki do Kresu Złodzieja, warto byłoby w kilku słowach opowiedzieć o pracy, jaką dotychczas wykonał Greg Edmonson dla producentów z Naughty Dog. Edmonson w każdej kolejnej części Uncharted za pomocą muzyki chciał nadać nowym przygodom Nathana Drake’a odpowiedniego kolorytu.

Soundtrack do kupienia na WINYLOWA

Zazwyczaj sięgał po bogate instrumentarium, w tym etniczne oraz wyjątkowych solistów (Carmen Rizzo, Azam Ali, Clint Bajakian i wielu innych), którzy pozwolili mu osiągnąć zamierzony cel w postaci muzycznej różnorodności. Największym sukcesem kompozytora stał się jednak temat główny, który już na stałe zapisał się w kanonie muzyki do gier wideo. Zastanawiacie się, jak sobie poradził Henry Jackman z powierzonym mu zadaniem?

W pracy Henry’ego Jackmana nie obyło się bez inspiracji własnymi projektami.

Należałoby w sumie zacząć od tematu głównego Kresu Złodzieja (A Thief’s End), będącego przeróbką Nate’s Theme. Od pierwszych pociągnięć smyczków już wiemy, że cała ścieżka dźwiękowa będzie brzmiała jak wysokobudżetowy film akcji. Osobiście podoba mi się to, jak Jackman wplótł w cały utwór tak naprawdę dwa tematy. Jeden znany nam dotychczas z poprzednich odsłon Uncharted, a drugi będący melodią rozpoznawalną później dla pirata Henry’ego Every’ego. Pomysł uważam za trafiony, gdyż dodaje pewnego nastroju tajemniczości oraz niebezpieczeństwa, z jakim bohaterowie będą musieli później się zmierzyć.

Kolejnym ważnym aspektem fabularnym Kresu Złodzieja, oprócz wspomnianej podróży w poszukiwaniu zaginionego skarbu, jest także wątek braci oraz spokojne ustatkowane życie Nathana Drake’a, opisane poprzez liryczne dźwięki gitary klasycznej lub pianina (A Normal Life), budujące nastrój tęsknoty za czymś, co nasz bohater tylko z pozoru zostawił za sobą (Reunited).

W pracy Henry’ego Jackmana nie obyło się bez inspiracji własnymi projektami, jakie wykonał dla filmów pełnometrażowych. Szczególnie mam na myśli skomponowaną przez kompozytora muzykę do produkcji Kapitan Phillips oraz X-Men: Pierwsza klasa. Dzięki temu ścieżka dźwiękowa do Uncharted 4: Kres Złodzieja brzmi jeszcze bardziej filmowo niż w ostatnich produkcjach Naughty Dog. Szczególnie jest to odczuwalne podczas starć z hordami wrogów lub pościgów w pojazdach.

Dobrym przykładem tego są utwory Cut to the Chase, The Twelve Towers oraz Race to Libertalia, gdzie dynamika aż się wylewa z głośników. Jest bardzo głośno i dynamicznie, a brzmienie bębnów i sekcje dętych instrumentów oddają idealnie nastrój akcji oraz emocji, jakie targają bohaterami. Równie dobrze sprawdziła się sekcja smyczków, których zadaniem było nadać odpowiedniego tempa utworom, nie wspominając już o dźwiękach etnicznych. Z pozoru może się nam to wszystko wydawać banalne, ale idealnie współgra z obrazem, a wówczas graczom nic więcej nie potrzeba do szczęścia.

Sama muzyka towarzyszy nam wyłącznie w ważnych miejscach dla scen akcji oraz wątków fabularnych.

Jednak muzyka do Uncharted 4: Kres Złodzieja to nie tylko zupa z wylewającym się niekiedy patosem, ale również tematy przedstawiające emocje głównych bohaterów (Epilogue) oraz miejsca, jakie zwiedzamy podczas naszej podróży jako poszukiwacz zaginionych skarbów. Mam oczywiście na myśli temat główny pirata Henry’ego Every’ego (The Grave of Henry Avery), który w trakcie gry pojawia się najczęściej w momencie rozwiązywanie zagadek związanych z dotarciem do mistycznej kolonii – Libertalii i kryjącej się w niej skarbów. Sama muzyka towarzyszy nam wyłącznie w ważnych miejscach dla scen akcji oraz wątków fabularnych, tylko niekiedy możemy usłyszeć jeden z tematów (Lure of Adventure) Kresu Złodzieja.

Niestety pomimo moich zachwytów muzyką Henry’ego Jackmana do Uncharted 4: Kres Złodzieja na dłuższą metę jest ona odtwórcza i nic nowego, poza niektórymi tematami, nie wnosi do kanonu muzyki do gier wideo oraz szybko potrafi się osłuchać. Tak jak wcześniej wspomniałem, bez zarzutu spełnia swoją rolę szczególnie z obrazem. Podobnie jest w przypadku dźwięków otoczenia, a w szczególności broni palnej, która jak dotąd nigdy tak realnie nie brzmiała w serii Uncharted. Więcej na temat zmagań z przygotowania dźwięków do gry usłyszycie z rozmowy przeprowadzonej z Robem Krekelem i Phillipem Kovatsem ze studia Naughty Dog.

Niestety gdzieś w tym wszystkim zabrakło jeszcze oryginalności.

Ostatecznie rozumiem wybór producentów co do zmiany kompozytora, bo była to świadoma decyzja, gdyż twórcom chodziło o osobę, która będzie potrafiła uchwycić ducha przygody za pomocą dźwięków. Niestety gdzieś w  tym wszystkim zabrakło jeszcze oryginalności, a tak dostaliśmy względnie dobry action score. Choć twórczość muzyczna Henry’ego Jackmana jest bogata nie tylko pod kątem kompozytorskim, to dotychczas nie przypominam sobie, aby jakakolwiek praca artysty zwróciła moją uwagę, tak jak to zrobiła muzyka do Uncharted 4: Kres Złodzieja.

Redaktor naczelny

Mariusz Borkowski

Człowiek o ogromnym sercu do muzyki oraz odkrywca niepowtarzalnych dźwięków. Od wielu lat bez wytchnienia dzieli się z innymi swoją bezustanną pasją do melodii z gier wideo.