The drums of war thunder once again.

Stało się. Po zbudowaniu wielkiego napięcia w lore i wśród graczy, Battle for Azeroth wreszcie zawitał na milionach kont Battle.Net. Co ciekawe, liczbą sprzedanych kopii przebił najpopularniejszy dotychczas dodatek, czyli Wrath of the Lich King. Nigdy wcześniej historia Azeroth nie była tak mroczna oraz epicka i to w czasach, gdy wreszcie pokonano Sargerasa. Przy okazji zapraszam Was na zbliżający się Game Music Festival, którego jeden z koncertów (The Symphony of the Storm) będzie w całości poświęcony muzyce z gier Blizzarda.

Twórcy podnieśli ciśnienie w lore zanim jeszcze wydali dodatek, publikując serię filmów animowanych Warbringers oraz cinematic Old Soldier. Warbringers skupia się na trzech kobietach, które w nowym rozdziale odegrają kluczową rolę. Są to Jaina Proudmore, Sylvanas Windrunner oraz królowa Azshara, ale zdecydowanie to film Warbringers: Sylvanas skradł całe show, budząc wśród graczy ogromne kontrowersje. Tuż za nim prym wiedzie Old Soldier, będący jego bezpośrednią kontynuacją oraz prequelem intra dodatku. Do wszystkich pięciu obrazów muzykę skomponował Neal Acree, perfekcyjnie budując wokół nich niesamowity, filmowy klimat. W intrze po raz kolejny dał wyraz swemu zamiłowaniu do wykorzystywania najbardziej znanych tematów muzycznych serii, tym razem sięgając po A Call to Arms i (ponownie) Stormwind Jasona Hayesa.

Liczbą sprzedanych kopii przebił najpopularniejszy dotychczas dodatek, czyli Wrath of the Lich King.

blizzard.com

Po obejrzeniu intra mamy wreszcie okazję usłyszeć suitę (Before the Storm), która po słabych Draenorowej i Legionowej wreszcie oferuje prawdziwie epickie brzmienia. Epickość, której oczekuję po muzyce z serii Warcraft, a która, niestety, zanika po pierwszych trzech minutach… Tak czy siak, suita pozostałą, mniej ciekawą częścią, wciąż bije swoje dwie poprzedniczki na głowę.

Wspomniany trzyminutowy fragment składa się z trzech segmentów, czyli standardowego motywu z Legends of Azeroth, epickiego i poważnego tematu dla Hordy z bitwy o Lordaeron (Neal Acree) oraz fenomenalnego tematu złotego miasta Atal’Dazar, w stylistyce world music (Sam Cardon). Poza epickością Before the Storm ma jeszcze w zanadrzu jeden atut, który różni ją od wszystkich pozostałych suit. Zdecydowano, że będzie się składała w większości z tematów skomponowanych na potrzeby dodatku, zamiast sięgać po znane i lubiane motywy z poprzednich odsłon. Uważam ten zabieg za udany, bo zamiast skupiać gracza na nostalgii, soundtrack wprowadza go w nowy rozdział serii już w menu.

Muzyka Battle for Azeroth jawi mi się jako powrót do starego, a zarazem krok w kierunku nowości. Położono większy niż w poprzednich dodatkach nacisk na rolę orkiestry symfonicznej, dzięki czemu ścieżka dźwiękowa jest bardziej organiczna. Instrumenty etniczne, które co prawda pojawiały się już w serii, również odegrały niemałą rolę, budując bardziej filmowy niż ambientowy klimat. Jaka jest zatem nowość w tradycyjnym podejściu do muzyki?

W porównaniu z poprzednikami, Battle for Azeroth jest najbardziej orkiestralne w brzmieniu oraz (choć tu stuprocentowej pewności nie mam) oferuje zdecydowanie więcej utworów nagranych z żywą orkiestrą, a nie przy użyciu sampli (choć i te na pewno wykorzystano). Sama gra dzięki temu zyskała blockbusterowy rozmach, gracze zaś sporą garść tematów muzycznych, do których chętnie będą wracać. Do tej garści zaliczam przede wszystkim wspomniany już fenomenalny temat miasta Atal’Dazar, szerzej znany jako City of Gold, który usłyszeć można w Before the Storm oraz Might of Zandalar.

Sam Cardon skomponował świetny motyw oraz umiejętnie połączył world music z majestatycznie brzmiącą orkiestrą, tworząc mieszankę, która na długo pozostaje w głowie słuchacza. Sam kocham tego typu muzykę, dlatego zakochałem się po pierwszym słuchaniu.

blizzard.com

Drugim utworem, o którym też już pisałem, jest ten skomponowany przez Neala Acree na potrzeby zadania wprowadzającego do fabuły dodatku (The Battle for Lordaeron) po stronie Hordy. Usłyszmy go w Before the Storm oraz A Good War. Epickość i powaga w czystej postaci, mieszanka mająca tylu fanów co przeciwników.

Ci drudzy nie lubią jej za generyczność oraz pospolitość w dobie dzisiejszych filmów i gier. Ja jednak uważam, iż problem ten nie dotyczy Battle for Azeroth. Czysto lub typowo symfoniczna muzyka w grach wideo to wciąż rzadkość, zwłaszcza w wykonaniu żywej orkiestry. Kolejna rzecz to generyczność, której w muzyce Neala Acree (i nie tylko jego) po prostu nie ma. Temat dla Hordy z bitwy o Lordaeron jest epicki i ocieka powagą, fakt, ale nie brzmi jak symfoniczny pop.

Nie został zbudowany na powtarzającej się melodii ze smyczkowymi ostinatami, zamiast tego rozwija się, aż do finału, w którym opada napięcie umiejętnie budowane od pierwszych akordów. A to tylko jeden z wielu przykładów.

Skoro już mowa o kompozytorach, to chciałbym poruszyć jeszcze kwestię nieobecności Russella Browera w pracach nad Battle for Azeroth (choć jeden jego utwór znajduje się w grze). Kompozytor ogłosił na Facebooku 21 lipca zeszłego roku, że opuszcza firmę Blizzard Entertainment po dwunastu latach wspaniałej i owocnej współpracy. Dla fanów jego twórczości oznacza to brak ścieżek dźwiękowych pod jego przewodnictwem w następnych grach Blizzarda, ale nie brak jego muzyki w tychże.

W swym oświadczeniu obiecał współpracę z firmą jako freelancer, czyli na tej samej zasadzie, na jakiej współpracuje z nią np. Neal Acree czy David Arkenstone. Bez wątpienia jest to ogromna zmiana, zwłaszcza, że zawdzięczamy kompozytorowi wiele cudownych kompozycji (np. Invincible oraz The Wandering Isle), ale patrzę na przyszłość blizzardowskich soundtracków przychylnym okiem. Uważam, że Glenn Stafford i Derek Duke (również music director), którzy już wcześniej sprawdzili się jako producenci, bez problemu wypełnią lukę po Browerze.

Czysto lub typowo symfoniczna muzyka w grach wideo to wciąż rzadkość, zwłaszcza w wykonaniu żywej orkiestry.

blizzard.com

Battle for Azeroth uważam za jeden z najlepszych, jeżeli nie najlepszy soundtrack w całej serii. Jego atutem nie jest mnogość kultowych (wkrótce) tematów muzycznych, choć i tych nie brakuje, lecz całościowa bardzo wysoka jakość kompozycji oraz instrumentarium.

Ścieżki dźwiękowe poprzednich dodatków (zwłaszcza oficjalne wydania) są bardzo nierówne pod tym względem, nieraz oferując kilka naprawdę dobrych utworów na kilkanaście nijakich. Battle for Azeroth jest o wiele bardziej spójne, choć muzycznie można je podzielić na chociażby egzotyczny Zandalar, czy piracki/morski Kul Tiras.

Dzięki temu niezależnie od tego jaki utwór usłyszymy, wciąż mamy poczucie udziału w tej samej historii. Jako że Blizzard nigdy nie wydaje pełnych soundtracków, tradycyjnie odsyłam Was do grzebania w Internecie po więcej, o wiele więcej niż ma do zaoferowania oficjalne wydanie. Warto!

Redaktor

Daniel Wójcik

W 2008 roku przypadkiem odkryłem muzykę trailerową, w której od razu się zakochałem. Od niej była prosta droga do muzyki z filmów i gier. Minęło ponad 10 lat, a ja pracuję w branży trailer music i piszę publicystykę dla GameMusic.pl.