Wrath of the Lich King to prawdopodobnie ulubiony dodatek graczy World of Warcraft. Pod względem mechanik najdoskonalsza z odsłon serii, nie mówiąc o powrocie do lubianego wątku Arthasa, który, zdawać by się mogło, znalazł swój finał w Warcraft III: the Frozen Throne.

Gracze znów mogli powrócić na Northrend, tym razem nie w celu ukoronowania upadłego paladyna, lecz unicestwienia jego oraz Plagi, nad którą sprawuje władzę. Mówiąc krótko: nowy, epicki rozdział w dziejach Azeroth, z równie epicką oprawą muzyczną.

Grę otwiera niezwykle klimatyczne intro, które, jak zresztą każde CGI spod blizzardowskiej ręki, zachwyca oko oraz ucho. Muzykę do filmiku (Arthas, My Son) skomponował Neal Acree, w pierwszej minucie składając hołd Jasonowi Hayesowi oraz jego fenomenalnemu, a nigdy niewydanemu (shame!) utworowi z outro The Frozen Throne.

Neal zastąpił żeński wokal wokalem chłopięcym, zaś departament od lore’u przygotował dla wokalistów nowy tekst (O Thanagor). Kompozycja, z początku spokojna i melancholijna, szybko nabiera mrocznej epickości, powodując ciarki u niejednego widza. Arthas, My Son to jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów w uniwersum World of Warcraft, członek swego rodzaju muzycznego panteonu tej serii. Assault On New Avalon, zamykający oficjalną ścieżkę dźwiękową, jest jego reprise’em, a dzięki zredukowanej orkiestrze pozwala lepiej wsłuchać się w chór.

Klimat… to jest zdecydowanie największa zaleta tej ścieżki dźwiękowej.

blizzard.com

W menu wita nas Wrath of the Lich King, który – w przeciwieństwie do swoich dwóch poprzedników – raczy nas najpierw intrem, by dopiero potem przejść do tradycyjnego dla serii Legends of Azeroth. Samemu intro warto poświęcić trochę więcej uwagi, bo po mistrzowsku oddaje mroźny klimat Northrendu, w szczególności chór naśladujący wiatr rodem z tundry. Klimat… to jest zdecydowanie największa zaleta tej ścieżki dźwiękowej, namacalny dowód na to, że orkiestra symfoniczna jest instrumentem niemal uniwersalnym, nadającym się do większości gatunków filmowych oraz gier wideo.

Wrath of the Lich King uważam za jeden z najlepszych, jeżeli nie najlepszy menu theme w całej serii (zaraz po the Shattering z dodatku Cataclysm). Dodam na koniec, że ma on w zanadrzu jeszcze jeden smaczek – zamknięcie w postaci A Call to Arms (trailer World of Warcraft; Arthas’ Betrayal w Warcraft III), czyli jeden z absolutnych klasyków, również od Jasona Hayesa. Cudownie było móc go wreszcie usłyszeć w wykonaniu żywej orkiestry. Nie można nazywać się fanem WoW-a, jeżeli nie zna się tego utworu.

Dalej, niestety, zaczynają się sample, choć tym nie można odmówić jakości, szczególnie że towarzyszą im żywe instrumenty etniczne oraz gitara (Laurence Juber), a nieraz również i chór. To, niestety, jeszcze nie ten czas w dziejach gier z serii World of Warcraft, gdy więcej utworów wykonuje żywa orkiestra. Pozostała część albumu jest dość spokojna, ilustracyjna wręcz i niestety o wiele mniej ciekawa…

blizzard.com

Na osobny paragraf zasługuje soundtrack Fall of the Lich King, wydany niedługo po patchu 3.3, który zamykał historię Arthasa, lecz nie historię Króla Lisza i Plagi. Album składający się z jedenastu utworów, to przede wszystkim muzyka z rajdu Icecrown Citadel, w finale którego bohaterowie Azeroth mogli wreszcie rzucić wyzwanie tytułowemu czarnemu charakterowi. Moim zdaniem to jeden z najbardziej klimatycznych soundtracków serii World of Warcraft, choć jest o wiele skromniejszy od omawianego w tej recenzji albumu.

Można powiedzieć, że tego właśnie się spodziewałem po skutej lodem cytadeli, siedzibie Króla Lisza oraz jego sług. „Mroźne” odgłosy i towarzyszące im wspaniała orkiestra oraz przecudne chóry (jak ten pod koniec Citadel, a powracający w Sindragosa). Są także kompozycje dynamiczniejsze, jak te w trakcie bitew z bossami oraz walk sterowców. Prawdziwą perłą jest jednak intymny w brzmieniu Invincible, zamykający album oraz historię Arthasa. Utwór otwiera chłopięcy wokal, do którego dołącza później piękny chór, a to wszystko przy akompaniamencie cudownej orkiestry… Przyznam jednak, że wolę bardziej epicką wersję z menu theme dodatku Cataclysm.

Dla uzupełnienia gorąco polecam sięgnąć po Fall of the Lich King.

blizzard.com

Czy ścieżka dźwiękowa Wrath of the Lich King jest warta polecenia? Tak i nie, a przynajmniej oficjalna. Tak, ponieważ oferuje zdecydowanie jedne z najlepszych utworów z intr oraz menu serii World of Warcraft, w tym smaczki w postaci fenomenalnych nawiązań do soundtracków Warcraft III oraz dodatku The Frozen Throne.

Nie, bowiem wspomniane wyżej utwory (oraz kilka innych) to jedyne, co moim zdaniem zainteresuje osobę chętną do posłuchania tej muzyki poza grą. Dlatego dla uzupełnienia gorąco polecam sięgnąć po Fall of the Lich King, który na tle reszty utworów z podstawowego albumu prezentuje się o wiele ciekawiej. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie zachęcił również do kopania głębiej w Internecie, bowiem tam znajdziecie kompletny soundtrack, choć w średniej jakości. Czy warto? Bez dwóch zdań!

Redaktor

Daniel Wójcik

W 2008 roku przypadkiem odkryłem muzykę trailerową, w której od razu się zakochałem. Od niej była prosta droga do muzyki z filmów i gier. Minęło ponad 10 lat, a ja pracuję w branży trailer music i piszę publicystykę dla GameMusic.pl.