Trylogia Mass Effect z lat 2007-2012 to nie tylko wspaniała przygoda z rozbudowanymi postaciami, stanowiąca przełom pod względem sposobu opowiadania historii w grach komputerowych.

Jest to muzyka dobrze dobrana do przedstawionego uniwersum.

Niesamowita historia i narracja, rozbudowane postacie, świetna gra aktorska (Jennifer Hale, Martin Sheen, Seth Green, Keith David, Marina Sirtis, to tylko kilka nazwisk aktorów, którzy wcielili się w ulubione przez graczy postacie) – zalet gry można wymienić wiele.

Trylogia ta to również kilka godzin muzyki, która towarzyszyła przygodom Shepard(a) i załogi Normandii. Choć nie można mówić o żadnej rewolucji w przypadku tego soundtracku, to można mówić o tym, że jest to muzyka dobrze dobrana do przedstawionego uniwersum i poszczególnych części trylogii, spełniająca swoją rolę w umacnianiu tego, co widzimy na ekranie.

Uwaga: jeśli jeszcze nie graliście w Mass Effect, ale zamierzacie, to artykuł ten zawiera spoilery – delikatne, ale jednak. A jeśli chcecie poczytać o samej trylogii, to możecie to zrobić na moim prywatnym blogu, Grysfera.pl.

Jedna trylogia, trzy gry, wielu kompozytorów

Soundtracki do trylogii skomponowało kilka osób jednocześnie – to przykład gry, w której nie zatrudniono jednego kompozytora do całości czy nawet do poszczególnych części.

Muzykę do pierwszej części trylogii skomponowali Jack Wall i Sam Hulick, choć pomocy udzielili również Richard Jacques i David Kates. Soundtrack do dwójki został podzielony na ten główny, z wersji podstawowej gry, oraz na dodatkowe minialbumy z muzyką do DLC (a było ich kilka). Tu muzykę skomponowali Jack Wall, Sam Hulick, David Kates i Jimmy Hinson, z dodatkową pomocą Briana DiDomenico, który zajął się również implementacją muzyki w samej grze.

Jack Wall nie powrócił do produkcji nad soundtrackiem.

Muzykę do trzeciej części trylogii skomponowali zaś Sascha Dikiciuyan, Cris Vesasco, Sam Hulick, Christopher Lennertz i Clint Mansell. Tym razem Jack Wall nie powrócił do produkcji nad soundtrackiem, co też słychać, bowiem soundtrack do trzeciej części trylogii stracił to „coś”, co towarzyszyło pierwszej grze, a co identyfikujemy jako muzykę w stylu „retro scifi”.

Takie wykorzystanie kilku kompozytorów bywa dobrym pomysłem, kiedy chcemy urozmaicić styl muzyczny w zależności od wymogów narracji, lub kiedy po prostu chcemy mieć dwa różne style muzyczne, a nasi kompozytorzy specjalizują się tylko w jednym. Na przykład w takim StarCraft od Blizzarda za muzykę dla każdej z ras (Terranie, Zergowie i Protossi) odpowiadał inny kompozytor.

W przypadku trylogii Mass Effect był to dobry zabieg, ponieważ muzyka ewoluuje na przestrzeni trzech gier – każdy kompozytor wniósł coś od siebie do każdej z trzech gier, a zmiana stopnia zaangażowania każdego z nich w kolejnych produkcjach skutkowała też nieco innym „odczuciem muzycznym”.

Pierwsza część gry jest pełna nadziei, druga gra jest cięższa emocjonalnie, ale najmroczniejsza jest pod tym względem trójka. Dokładnie to samo obserwujemy w soundtrackach – muzyka do „jedynki” jest lżejsza, zachowując dającą nadzieję estetykę klasycznego science fiction. Muzyka w „dwójce” nabiera cięższego charakteru, co pasuje do cięższej narracji. Trójka wprowadza zaś fortepian przytłaczający gracza emocjami.

Muzyka w „dwójce” nabiera cięższego charakteru.

Kilka prostych nut granych właśnie na fortepianie wzmacnia efekt emocjonalny niektórych scen. Fortepian ten towarzyszy nam od pierwszych kilkunastu minut gry i nie opuści nas aż do samego końca. Brzmienie muzyki do trzeciej części trylogii jest emocjonalnie najcięższe – świetnie nawiązuje to do stawki, o którą toczy się gra.

Czytaj więcej:

Współpracownik

Wojciech Usarzewicz

Od lat 90. interesuje się muzyką do gier, a wśród ulubionych kompozytorów wymienia Ruskaya, Haaba i O’Donnella. Komponuje hobbystycznie i regularnie pracuje ze słowem pisanym.