Problem wynagrodzeń dla kompozytorów muzyki do gier nie jest wcale nowy. Przewija się on w prasie branżowej już od wielu lat. Tym razem porusza go w artykule serwis Video Game Chronicle, tłumacząc, że problemów jest kilka: niepoprawne metadane, ignorowanie kompozytorów i złe podejście deweloperów do muzyki.

„Poprawne metadane istnieją zaledwie w przypadku 10% produkcji”, mówi chcący zachować anonimowość kompozytor w rozmowie z Video Game Chronicle. Deweloperzy nie potrafią poprawnie przygotować metadanych, pozwalających na identyfikację twórców muzyki, co potem przekłada się na to, że kompozytorzy (i inni twórcy) nie otrzymują wynagrodzeń za swoją twórczość. 

Ani firmy, ani sami kompozytorzy często nie wiedzą, jak zadbać o posiadaną muzykę i jak na niej zarobić z korzyścią dla wszystkich.

Metadane to informacje zakodowane w utworach muzycznych, które nie tylko wyświetlają nazwę utworu, jego autora czy wydawcę, ale przede wszystkim pozwalają na identyfikację osób, którym należy się wynagrodzenie finansowe za emisję utworów, czy to ręcznie, przez ludzi, czy przez systemy automatyczne.

„Wiele firm po prostu nie wie, jak się do tego zabrać”, słyszymy od innych kompozytorów, tłumaczących, że deweloperzy nie mają w zwyczaju prosić autorów muzyki o poprawne arkusze cue, czyli właśnie zbiory metadanych. Problemu tego nie ma w przypadku radia, telewizji czy filmu, ale branża gier to inna sytuacja. Arkusze cue to, najprościej mówiąc, lista wszystkich utworów muzycznych użytych w danym dziele (grze), wraz z informacji o tym, kto za te utwory odpowiada. Z dokumentów takich korzystają organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (ang. PRO).

Wielu kompozytorów zbywa swoje prawa majątkowe na rzecz deweloperów.

„Jedynymi osobami, które proszą o takie arkusze, są te pracujące u największych wydawców, bo tylko oni naprawdę angażują się w proces wydania muzyki”, czytamy. Gdy brakuje takich informacji przy opublikowanej muzyce, organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi nie mogą wypłacać kompozytorom i innym twórcom muzyki należnego im wynagrodzenia z tytułu wykorzystania dzieła. Ale to nie wszystko, bowiem wielu kompozytorów zbywa swoje prawa majątkowe na rzecz deweloperów, którzy jednak również nie otrzymują odpowiedniego wynagrodzenia za emisję utworów, bo albo brakuje tych metadanych, albo muzyka najzwyczajniej nie jest wydawana.

Zbycie praw majątkowych nie pozwala kompozytorom również na dalsze zarabianie na muzyce, która przykładowo wydawana jest na płytach czy rozprowadzana przez serwisy streamingowe (o samodzielnej publikacji nie wspominając). Często też same studia deweloperskie na takiej muzyce nie zarabiają, ponieważ w ogóle jej nie wprowadzają do takich kanałów dystrybucji jako osobnego produktu. To właśnie kolejny z problemów omawianych na VGC. A kiedy soundtrack nie jest oficjalnie wydany, do pracy biorą się fani, wrzucając go na YouTube. Niestety, przy nieodpowiednich metadanych lub ich braku, kompozytorzy i studia wciąż nie otrzymują wynagrodzenia, a YouTube umywa ręce.

Bandcamp, czyli jak wspierać artystów w trudnych czasach

Studia produkujące gry muszą zacząć robić dwie rzeczy. Po pierwsze, powinny podpisywać umowy z organizacjami PRO i zachęcać do tego swoich kompozytorów, nie odmawiając im praw majątkowych. Studia powinny też pilnować arkuszy cue, aby żaden z twórców muzyki nie był poszkodowany przy wypłacie wynagrodzeń. Dzięki takiemu podejściu, kiedy gra jest kupowana na terenie Europy, według prawa jest to “emisja utworu” i za to właśnie zarówno deweloper, jak i kompozytor, mogą otrzymać odpowiednie wynagrodzenie. Ale Nintendo czy też Microsoft tak tego nie postrzegają – uważają, że utwory w grach są już “wykupione” i dalsze tantiemy nie powinny być wypłacane. Nie uważają więc, że jako właściciele platform powinni kupować licencje na wykorzystanie muzyki. Wyjątkiem w tym wypadku jest Sony ze swoją dywizją europejską, które odpowiednie licencje wykupuje.

Rozwiązaniem tych problemów w oczach niektórych kompozytorów jest to, co robią wielcy wydawcy tacy jak EA czy Activision. Tworzą oni osobne dywizje zajmujące się tylko wydawaniem muzyki z gier – tam pracują profesjonaliści, którzy dobrze wiedzą, jak się do tego zabrać. Małe studia nie mogą sobie jednak na to pozwolić, więc na pomoc przychodzą firmy zewnętrzne, które przejmują opiekę nad soundtrackami, umożliwiając zarobek zarówno deweloperom, jak i kompozytorom.

Wspierajmy artystów (z głową)

Problem, jak już wspomniałem, nie jest nowy – w branży przewija się już od kilku lat. Ani firmy, ani sami kompozytorzy często nie wiedzą, jak zadbać o posiadaną muzykę i jak na niej zarobić z korzyścią dla wszystkich.

Próbując rozwiązać ten problem, należy pamiętać o kilku rzeczach:

  1. Poprawne metadane – bez nich wynagrodzenia nie trafią do odpowiednich osób. O metadane powinien zadbać zarówno twórca muzyki, jak i osoby po stronie dewelopera i/lub wydawcy.
  2. Uczciwe umowy – nie odbierające kompozytorom prawa do wynagrodzenia za emisję. 
  3. Aktywne działania ze strony deweloperów – wydawanie soundtracków samodzielnie, lub nawiązywanie współpracy z zewnętrznymi firmami specjalizującymi się w muzyce do gier.

Cały artykuł można przeczytać na stronie Video Game Chronicle.

Czytaj więcej:

Współpracownik

Wojciech Usarzewicz

Od lat 90. interesuje się muzyką do gier, a wśród ulubionych kompozytorów wymienia Ruskaya, Haaba i O’Donnella. Komponuje hobbystycznie i regularnie pracuje ze słowem pisanym.