Ostatnimi czasy miewam przyjemność recenzować przesiąknięte elektroniką „cyberpunkowe” soundtracki. Chociaż nie miałem przyjemności sporządzić recenzji gry CD Projekt Red, to los (w postaci naczelnego) rozpieszcza mnie grami osadzonymi w futurystycznych, dystopijnych światach. O ile samego Cyberpunka 2077 ograłem, soundtrack osłuchałem w tę i nazad, gdzie muzyka jest po prostu świetna, to o tyle w Ghostrunnerze (recenzja) już było takie mocne „meh”. Niby futurystyka rodem z Blade Runnera, niby synthwave i electro w głośnikach, ale wszystko takie oczywiste i przewidywalne. Tym razem dostałem na tapetę Watch Dogs: Legion. To lecimy!

Muzycznie jest bardzo przyjemnie, klimatycznie, a przede wszystkim różnorodnie.

Po wtórych do bólu Asasynach oraz ginącym w morzu sieciowych loot shooterów The Division do gier Ubisoftu podchodzę jak pies do jeża – niby fajnie, że wydają co roku jakieś gierki, inni może i je lubią – ja podziękuję. Podchodziłem podobnie do ogrywania Legiona. O dziwo, po prologu wsiąkłem w świat i fabułę na tyle mocno, że wstrzymywałem się z własnej woli przed ogrywaniem premierowo Cyberpunka. Watch Dogs: Legion jest świetne!

Cyberpunk 2077 – kalejdoskop wyobrażeń

Nie mogę aż uwierzyć, że to piszę, ale gra Ubisoftu mnie kupiła. Gameplay jest miodny, taktyczny, okraszony fajnie zarysowanym światem Londynu niedalekiej przyszłości. Sound Design jest solidny, nie ma tam przypadków – jak zawsze dźwiękowcy odwalili kawał dobrej roboty. Strzelaniny są mięsiste, cybernetyczne odgłosy robotów, dronów brzmią skwiercząco i precyzyjnie.

Original Score został skomponowany przez Stephena Bartona, znanego chociażby z muzyki do Apex Legends czy obu gier z uniwersum Titanfall. Jest to więc nazwisko znane, a sam kompozytor nie pretenduje do miana „świeżaka”. Utwory możemy usłyszeć w cutscenach, jako ambienty otoczenia czy podkręcacze akcji. Muzycznie dzieje się dużo: od spokojnych, bardzo elektronicznych kompozycji takich jak A Room with a Queue, gdzie duży nacisk kompozytor położył na zbudowanie tła muzycznego, po bardzo dynamiczne, ocierające się momentami o drums’n’bassowe fragmenty utworów.

Jako przykład podam chociażby pierwszą połowę utworu Itsy Bitsy Teeny Weeny Evil Capitalist Machiney – ależ tam te bębny miodnie siedzą! Wróćmy jednak na chwilę do tej nieco bardziej spokojnej części soundtracku. Barton postawił tutaj na muzykę elektroniczną, trochę momentami zahaczającą o chillstep czy ambient. Nie brakuje też wstawek gitarowych, granych na charakterystycznych barwach i długim reverbie, znanych z muzyki post-rockowej.

Kontrowersje wokół muzyki z Watchdogs: Legion wyprodukowanej przez HitRecord

Generyczna, jednolita perkusja elektroniczna pozbawiona mocnych akcentów, typowych dla zestawów akustycznych, świetnie współgra z obszernymi sekwencjami czy arpeggio wygrywanymi przez syntezatory. Dynamiczne partie to miód dla uszu! Agresywne, podkręcające tempo rozgrywki momentalnie. Wspomniany wyżej fragment jest perełką w tej koronie, człowiek przez chwilę czuje się faktycznie jak badass słuchając takiej energetycznej muzyki.

Barton postawił tutaj na muzykę elektroniczną, trochę momentami zahaczającą o chillstep czy ambient.

Inną parą kaloszy jest tutaj muzyka serwowana nam w radiach samochodowych, niektórych przerywnikach czy też podczas prezentowania postaci do naszego legionu. Jest to zbiór utworów na licencji, których rozstrzał gatunkowy jest naprawdę olbrzymi. Od chociażby electro-funku Top Dogz- Superbad, poprzez młodzieżowy amerykański punk Busted – Reunion kończąc choćby na indie alt-J -breezeblocks. Podoba mi się tak duża rozbieżność – nadaje klimatu miasta, który jednak ma swoje życie i stara się zachować pozory normalności, gdzie zewsząd służby porządkowe nierzadko krwawo zaprowadzają ład.

Watch Dogs: Legion to dla mnie przede wszystkim duże zaskoczenie gameplayowe. Oczywiście jest to bardzo pozytywne zaskoczenie, pokazujące, że jednak ten Ubisoft wciąż coś potrafi. Muzycznie jest bardzo przyjemnie, klimatycznie, a przede wszystkim różnorodnie. Score Bartona to klasa sama w sobie, a utwory licencjonowane dobrane są w taki sposób, by dać poczucie immersji ze światem po małej apokalipsie. Polecam i zagrać i przesłuchać!

Czytaj więcej:

Redaktor

Krzysztof Kus

Sound Designer, kompozytor muzyczny, a także perkusista z zamiłowania. W grach zwraca szczególną uwagę na nowatorskie podejście do tematu sound designu. Prywatnie jeden z największych fanów Dire Straits w Polsce.