Jestem niezwykle wdzięczny Nintendo za to, co przez te wszystkie lata zrobiło dla całego rynku elektronicznej rozrywki i graczy na całym świecie. Jednak pomimo tego nie mogę zrozumieć podejmowanych przez tamtejsze tęgie głowy niektórych decyzji. Przykład pierwszy z brzegu – dlaczego nie wspomogli finansowo jednej ze swoich firm, znanej pod nazwą Cing? Dewelopera złożonego z młodego, choć bardzo zdolnego zespołu, który postawił sobie za cel odejście od mas (nim zajmowało się właśnie Wielkie N) i wykreowanie czegoś nieco bardziej ambitnego. Czegoś, po co sięgną koneserzy.

Pierwszym (nie licząc Glass Rose) przykładem na to, że takie gry można tworzyć, było Another Code: Two Memories, które zadebiutowało na przenośnej konsoli Nintendo DS w 2005 roku. Dwa lata później Cing postawiło w tym kierunku kolejny i prawdopodobnie najważniejszy krok, jakim było wydanie gry Hotel Dusk: Room 215. Opowieść o byłym policjancie, a obecnie komiwojażerze poszukującym prawdy o swoim zmarłym (?) partnerze w przydrożnym hoteliku na odludziu, zaskarbiła sobie przychylność graczy i recenzentów nie tylko ciekawą i pełną zawirowań fabułą, ręcznie rysowanymi postaciami i dość niecodziennym, jak na ten gatunek, podejściem do gameplayu (trzymanie konsolki bokiem, jednoczesne obserwowanie akcji z góry na jednym ekranie i w trybie FPP na drugim). Hotel Dusk to przede wszystkim klimat. Ten został w całości niemal żywcem wyciągnięty z kryminalnych filmów noir z późnych lat 70. ubiegłego wieku.

Osobiście uważam to połączenie za idealne: nie dość, że mamy do czynienia z klasyczną przygodówką kryminalną, czyli drugim po jRPG moim ulubionym gatunkiem, to jeszcze owianą w barwy noir – jeden z najszlachetniejszych nurtów w historii kina. Niezależnie od tego, jaki ma się stosunek do tego typu gier, to jednak trzeba przyznać, że ekipa z Cing dała z siebie wszystko, aby gracze mogli wczuć się w ten klimat pełen tajemnic, wewnętrznych monologów, a niekiedy także mroków przeszłości.

A skoro o klimatach mowa, nic tak dobrze nie buduje tej charakterystycznej atmosfery, jak dobrze dobrana muzyka. W tamtych czasach to jazz i blues były tymi gatunkami dominującymi w amerykańskich klubach, klubokawiarniach i innych miejscach służących spotkaniom towarzyskim, a także bardzo często było je słychać we wspomnianych filmach. Nic zatem dziwnego, że tego typu muzyka siłą rzeczy musiała trafić do Hotel Dusk. Cing dobrze zatem wiedziało co robi, zatrudniając do tej roboty Satoshiego Okubo. Ten w zasadzie nikomu nieznany artysta z niewielkim dorobkiem na koncie, jak nikt inny potrafił w swojej twórczości wyciągnąć to, czego potrzebuje dobry kryminał noir. Dobrze wiedział gdzie i jaki utwór powinien grać w danej chwili, aby gracz dał się wciągnąć w nastrój.

Już pierwsze sekundy spędzone z Desert Highway, gdzie delikatne, choć bardzo wyraźne stukanie klawiszy pianina w połączeniu z innymi instrumentami wprowadza nas w spokojny, żeby nie powiedzieć „leniwy” nastrój, powinny dawać jasny sygnał co do tego, z czym gracze będą mieli do czynienia przez większą część gry. Niektórych może to zrazić, gdyż jako taki dynamizm można uświadczyć jedynie w On The RockResolution i Countdown, jednak uwierzcie mi – nie to jest najważniejsze.

Idealne wykorzystanie harmonijki w połączeniu z innymi instrumentami charakterystycznymi dla bluesa, jak gitara i perkusja, oraz żywa melodia z fortepianem na pierwszym planie – dźwięki typowe dla barów z przedmieścia, które można usłyszeć w Hangover BluesHigh Spirits czy Serenity są doskonałymi przykładami na to, jak można zbudować fajny nastrój panujący w niewielkim barze małego hoteliku dla przyjezdnych, w którym czas płynie bardzo powoli.

Z kolei brzmienie saksofonu i rytmiczne stukanie w perkusję w Play It Again i Easy Feeling, oraz dwa „nocne” utwory – Rainy Night i The Long Night, które w sposób nienachlany dla uszu pobrzmiewają w tle z wykorzystaniem przede wszystkim dzwonków oraz dźwięków naśladujących delikatny wokal (w The Long Night słychać także fortepian) nie dają zapomnieć, że to gra o byłym policjancie, więc melodie wpisujące się w detektywistyczną otoczkę są jak najbardziej na miejscu. Widać to zwłaszcza w tych momentach, w których Kyle – główny bohater gry – czy to w swoim pokoju, czy na pustym korytarzu, zbiera myśli i stara się je na spokojnie ułożyć w swojej głowie.

Kolejne minuty w grze wypełniają utwory pokroju Slow StepsSunset Man czy Endless Road – powolne i bardzo pogodne brzmienia, przy których nie sposób nie zamknąć oczu i zrelaksować się, nucąc pod nosem pierwsze nuty. Warto również zwrócić uwagę na te utwory, w których prym wiedzie fortepian. Silent Moon, podobnie jak Secrets i The Last Sleep pokazują, jak przy użyciu jednego (choć nie jedynego) instrumentu można wydobyć przyjemne dla ucha melodie.

Jedynie MonochromeOver Easy są mi solą w oku. To jest ten typ muzyki, który można usłyszeć w windzie w ekskluzywnym hotelu. Wystarczy je przesłuchać i powiedzieć przy tym głośno „na trzecie proszę”. Ni ziębi, ni grzeje, ale na dłuższą metę trochę denerwuje.

Hotel Dusk: Room 215, ale także wydany kilka lat później Last Window: The Secret of Cape West, stanowią idealny przykład tego, że dobrą kryminalną nowelę da się stworzyć w formie równie dobrej przygodówki. Trzeba do tego tylko odpowiednich ludzi, którzy od początku będą wiedzieć, czego chcą i w jaki sposób to osiągnąć. Cing dobrze to wiedziało i dzięki temu stworzyło jedną z lepszych gier tego typu na DS-a, a Satoshi Okubo jedynie dopełnił dzieła. I choć muzyka z Hotel Dusk: Room 215 nie dostała swojej szansy na pojawienie się na krążkach CD, to jednak warto – w miarę swoich możliwości – sięgnąć i po ten zestaw dźwięków w przerwie od ciągłych zgrzytów, jęków i jazgotów po jednej stronie i niemal „artystycznej” ciszy po drugiej. Bo ta bardzo dobrze buduje atmosferę w grze, a poza nią – sprawdza się naprawdę nieźle, jeśli chodzi o całkowity chillout.

Zastępca Redaktora Naczelnego

Paweł Dembowski

Gra w gry odkąd pamięta, pisze o nich również kawał czasu. Uzależnienie jak nic. Jednak nie może powiedzieć, żeby kiedykolwiek czegokolwiek żałował. Poza tym dziennikarz z pasji i powołania.