Wiele tytułów prowadzi nas muzycznymi motywami, zapewniając niezapomniane przeżycia związane z miejscem lub postacią. Są natomiast gry, które pozostawiają nas na skraju świata i mówią: „jedź”. Produkcja od Ironwood Studios, Pacific Drive, to survivalowa, samotna podróż autem przez zamkniętą strefę pełną anomalii. Światem tej gry jest dźwięk, a radio oraz samochód jej bohaterami.

Wyobraź sobie drogę. Reflektory rozcinają noc. Jedziesz po zapomnianej trasie na Pacyficznym Zachodzie USA. Tutaj prawa natury są niestabilne, a każdy dźwięk może być śladem czegoś, co nadchodzi.

Samochód jako narzędzie grozy

Słyszysz dźwięk auta, ale to echo maszyny bez sił. Z jednej strony migające kontrolki, z drugiej samoistne zaciąganie hamulca ręcznego, a z tyłu raz po raz trzaskające drzwi. Twórcy w naturalny sposób stworzyli niekonwencjonalny projekt audio. Użyli w nim zwyczajnych dźwięków, takich jak: uderzanie sejfu, szum wentylatora, wirowanie bębna pralki czy odgłosy śpiącego człowieka. To wszystko zmodyfikowali tak, że ciągle musimy być w stanie czujności. 

Pacific Drive wykorzystuje odgłosy codziennego życia w sposób artystyczny, wywołując w nas niepokój. Bo tym właśnie jest samochód w tej grze: niby schronieniem, ale ze względu na otaczające środowisko ciągle coś mu dolega. I wtedy, między jękami zawieszenia wozu, z oddali ciemnego lasu wydobywa się chrobot, przyprawiający o gęsią skórę. Po umownej naprawie auta nastaje jednak cisza. Już nie wiadomo, czy świat jest żywy, czy martwy. Tę aurę milczenia może przerwać jedynie radio.

Wyobraź sobie drogę. Z głośników wydobywa się zaszumiony fragment audycji, rozmowa wyrwana z kontekstu, a po niej utwór. W radiu dominują indie rockowe i shoegaze’owe utwory (np. Ghost on The Road lub Crooked Knees), podczas gdy soundtrack Wilberta Rogeta II opiera się na ambientowych plamach dźwiękowych i napięciu budowanym przez ciszę (The Woods, LIM Tech). Te dwa sposoby prowadzenia narracji dźwiękowej są kręgosłupem opowieści. Nie rozgrywają się wprost, stanowią intymną formę opowiadania. A my z muzyki i strzępów rozmów musimy złożyć je w całość. W efekcie staną się naszą osobistą opowieścią, pulsującą w trakcie krążenia po opustoszałych drogach stanu Waszyngton.

Echa dawnych światów

Równocześnie muzyka pełni jeszcze jedną funkcję: przypomina o świecie zewnętrznym. To właśnie w niej słychać echo normalności. Przepływają przez nią: melancholia, niepokój, ironia, radość – każdy styl od indie folku po shoegaze. To następna część emocjonalnej spirali, pewien punkt odniesienia dla nas, graczy, ponieważ wszystko wokół jest zniekształcone, skażone. To radio brzmi ludzko, a przy tym upiornie znajomo.

Kręcisz gałką, wkładasz kasetę. Z głośników zaczyna wydobywać się ujmujący szum. Wszystko jest kruche, jakby miało zaraz przestać działać. To list miłosny do estetyki, która unosiła się dekady temu, zanim jeszcze pochłonął nas cyfrowy świat. Sporo w tej grze ducha straconych taśm, gdzie odnalezione nagrania VHS, niepodpisane kasety tworzą całą mitologię dawnych czasów. Pacific Drive wygląda i brzmi, jakby było jednym z takich nagrań, opakowanym w nastrój rodem z filmów Johna Carpentera. Może to nie gra, ale szept minionej epoki?

Gdy milknie silnik, a radio jeszcze gra

Wyobraź sobie drogę. Mgła, ciemny las, stare kombi. Pacific Drive zostaje w pamięci dzięki kontrastowi między ambientowym, niepokojącym soundtrackiem a muzyką z radia, która przywołuje normalność. To właśnie ten dualizm buduje doświadczenie samotnej podróży i sprawia, że dźwięk staje się fundamentem całej gry, a nie tylko jej tłem. 

Tutaj zarówno nasze jedyne schronienie, jak i otoczenie mówią językiem grozy, a radio prowadzi nas przez nieznane. Pacific Drive trzeba usłyszeć i zapisać swoje odczucia na jednym z takich nagrań sprzed dekad. To projekt audio, który nie tylko wypełnia ciszę, ale staje się wehikułem czasu.

Czytaj więcej:

  • Ace Combat 8: Wings of Theve – bezkresna wolność

    Ace Combat 8: Wings of Theve – bezkresna wolność

    Wyciągając dłoń ku niebu, niejeden z nas zastanawiał się, jak to jest go dotknąć. W końcu świat ponad chmurami naprawdę zachwyca. Pozbawiony granic, daje poczucie oddechu i bezkresnej wolności. Taka jest też muzyka w Ace Combat 8: więcej

  • STAR WARS Zero Company – symfonia pod mgłą wojny

    STAR WARS Zero Company – symfonia pod mgłą wojny

    Gwiezdne Wojny od prawie półwiecza definiują brzmienie kosmicznej opery. Po wyznaczającym kanon Johnie Williamsie (np. Duel of the Fates) pojawił się Kevin Kiner (The Clones), który za pomocą syntezatorów i etnicznych dźwięków określił bitewną tożsamość Wojen więcej

  • The Blood of Dawnwalker – transcendentna muzyczna podróż

    The Blood of Dawnwalker – transcendentna muzyczna podróż

    Czasem natrafiamy na ścieżki dźwiękowe, które od pierwszych sekund domagają się uwagi, a ich melodie zostają w nas na długo po zakończeniu gry. I już chciałoby się napisać, że The Blood of Dawnwalker, jako niedaleki kuzyn Wiedźmina 3, więcej

  • Gothic Remake – przemalowane brzmienie Górniczej Doliny

    Gothic Remake – przemalowane brzmienie Górniczej Doliny

    Kiedy tylko THQ Nordic ogłosiło, że wespół z Alkimia Interactive biorą na tapet „NAJWAŻNIEJSZĄ POLSKĄ GRĘ KOMPUTEROWĄ”, moje serce rozpaliła fala nostalgii połączonej z olbrzymią obawą. Bo jak mawiał wujek Ben ze Spider Mana: „Z wielką mocą wiąże więcej

  • Czterdzieści lat z Hyrule Fantasy!

    Czterdzieści lat z Hyrule Fantasy!

    Na 40. lecie marki The Legend of Zelda za pomocą okaryny czasu przywołujemy mgliste, ale nadal żywe wspomnienia związane z przygodami leworęcznego bohatera, który niejednokrotnie ratował z opresji mieszkańców królestwa Hyrule. Jak zawsze zachęcamy Was do komentowania więcej

Współpracownik

Dominik Pardyak

Z wykształcenia akustyk. Obecnie student produkcji audiowizualnej oraz redaktor i realizator w Radiu Meteor. Gdzieś między grą a dźwiękiem zgubił poczucie czasu, a wszystko zaczęło się od gitarowego wstępu w Metro 2033. Fan ciężkich brzmień, postapo i cyberpunku.