Skoro na portalu GameMusic obchodziliśmy miesiąc nurtu wschodniego, warto zakończyć go akcentem typowo wschodnim. Pomówmy zatem o kulturze. Nie pamiętam dokładnie, który utwór The GazettE nawinął się na mojej MP3, gdy wracając do domu jedna z moich znajomych zapytała mnie na ulicy, czego aktualnie słucham.

Czy było to Zetsu, a może Regret?

  • Trochę japońskiej muzy – odpowiedziałem najogólniej.
  • Dasz posłuchać? – zapytała. Podałem jej swoje MP3, słuchawki. Sądziłem, że chociaż odsłucha do końca, ale po wyrazie jej twarzy poznałem, że muzyka nie przypadła jej do gustu. Nie minęło 10 sekund i wszystko oddała z powrotem.
  • To ty takiej słuchasz…
  • A spodziewałaś się czegoś innego?
  • Nooo, trochę tak. Bo ja myślałam, że japońska muzyka brzmi inaczej. Jakaś bardziej wesoła i dziewczynki śpiewają… Tak jak w tych bajkach.

Już całkowicie pomijając to, że moja koleżanka nie odróżniała bajki od anime (do czasu, aż nie została przeze mnie uświadomiona), zadaję pytanie: czego byliśmy świadkami? Moja koleżanka skojarzyła ze sobą Japonię i melodie rodem z LuckyStar. Wie zatem, że coś takiego istnieje, że to się ze sobą łączy. Bądźmy ze sobą szczerzy: każdy z nas ma dostęp do YouTube, więc odnalezienie podobnych rzeczy, zwłaszcza oznaczonych etykietką „humor”, jest tylko kwestią czasu, a ona sama do wyjątków nie należy. A to zawsze coś. Problem polegał na tym, że jej wiedza na temat kultury tego kraju była – i mam nadzieję, że nie przesadzę pisząc to – nieco ograniczona.

W dzisiejszym zinformatyzowanym świecie nie jest problemem poszukać informacji dotyczących kultury danego regionu. Jednak tak naprawdę to, czy nasza wiedza o nim zwiększy się, zależy w głównej mierze od stopnia zaangażowania w zdobywaniu takowej oraz tego, czy źródła informacji nie ograniczają się li tylko do Wikipedii. W przeciwnym wypadku, niezależnie od tego, jak bardzo szczegółowe będą wyniki poszukiwań, wiedzę o danym kraju będziemy czerpać głownie z naszych wyobrażeń oraz szeroko pojętej kultury popularnej (albo jak kto woli, kultury masowej, albo popkultury).

I tak to mniej więcej wygląda: większość z nas wie, że Japonia znana jest z hurtowej produkcji anime, mangi, nieco dziecinnego j-popu, gier jRPG, Nintendo, bo są to towary eksportowe i znane na całym świecie. Nawet bardzo mało znane anime można obejrzeć z angielskimi napisami. Bo w kulturze popularnej – tudzież masowej – liczy się to, co jest tu i teraz i dociera do wielu. Tym samym u kompletnego laika, który niczym gąbka chłonie kulturę popularną, buduje się przekonanie, że tym jest właśnie Japonia. Ewentualnie posiada jakąś historię, jakieś filmy z żywymi aktorami też są, jakiś rynek muzyczny poza popem funkcjonuje, ale na chwilę obecną nie musi zaprzątać sobie nią głowy.

Nawet bardzo mało znane anime można obejrzeć z angielskimi napisami.

Dlatego patrzę na Okami niejako na objawienie. Oto na europejskich i amerykańskich półkach sklepowych zagościła gra, która pokazuje Japonię z zupełnie innej strony. Produkcja ta stanowi jeden wielki tygiel legend, mitów i opowieści maści wszelakiej związanych z historią i tradycją Japonii. Clover Studio postanowiło w swojej ostatniej produkcji cofnąć się w czasie i zafundować wirtualną lekcję na temat przeszłości i kultury Kraju Kwitnącej Wiśni dla każdego i na wyciągnięcie ręki. Dzięki temu gracze mogli poznać mitologię, religię oraz, oczywiście zważywszy na miejsce, do którego piszę, ówczesną muzykę. Pisałem już w recenzji albumu muzyki z Okami, że ta jest niepowtarzalna i pięknie komponuje się ze stylistyką całej gry. To dlatego, że twórcy w bardzo umiejętny sposób potrafili zafundować nam pod każdym względem coś zupełnie innego.

Pamiętacie tekst, w którym pisałem o nielicznych próbach przełamania schematu tworzenia muzyki do gier? Że w przypadku The World Ends With You zrobiono to nie tylko w formie, ale i treści? Cóż, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że z Okami zrobiono podobnie. Udało się wymknąć z tłumu. Wystarczy zajrzeć do naszego działu recenzji w zakładce „nurt wschodni”. I co tam widać? Muzyka w większości gier opiera się na melodiach w stylu pop, folk i szybkich rytmach, a niekiedy także z wykorzystaniem jedynie kilku instrumentów.

W przypadku Okami zastosowano swoisty powrót do korzeni, gdzie duży nacisk położony został na tradycję. Zastosowany w tym albumie styl Gagaku odwołuje się do wszystkiego, co najlepsze w tradycji – charakteryzuje się m.in. powolnym tempem, bogactwem instrumentalnym i wykorzystaniem skali pentatonicznej (pięciostopniowa, początkowo występująca przeważnie w muzyce orientalnej). Oczywiście mając na uwadze to, że gra miała trafić do graczy z zachodu, nie zabrakło utworów z cechami charakterystycznymi dla muzyki popularnej. Na szczęście nie zdołało to zburzyć koncepcji całości, bo nawet po lekkiej modyfikacji (np. przyśpieszeniu tempa) nadal można wyczuć tę atmosferę.

Mimo iż ostatecznie produkcja Clover Studio nie osiągnęła sukcesu komercyjnego,

Skomponowany przez Masami Ueda, Hiroshi Yamaguchi, Rei Kondoh oraz Akari Kaida album z muzyką z Okami stanowi doskonały przykład na to, w jaki sposób wpoić ludziom kawałek kultury klasycznej Japonii z wykorzystaniem elementu kultury masowej, jaką jest gra wideo. Mimo iż ostatecznie produkcja Clover Studio nie osiągnęła sukcesu komercyjnego, to jednak zaistniała pewna szansa na to, że pewna część osób – entuzjaści i osoby względnie zainteresowane tytułem – doceni starania artystów.

I tak też się stało, czego dowodem jest przyznanie nagrody BAFTA Video Games Awards dla Okami właśnie za muzykę. Za to, że na tych pięciu krążkach dostarczyli nam kawałek tej piękniejszej strony Japonii. W pełni zasłużenie.

Zastępca Redaktora Naczelnego

Paweł Dembowski

Gra w gry odkąd pamięta, pisze o nich również kawał czasu. Uzależnienie jak nic. Jednak nie może powiedzieć, żeby kiedykolwiek czegokolwiek żałował. Poza tym dziennikarz z pasji i powołania.