Seria Silent Hill, a zwłaszcza jej pierwsze cztery części, to gry mające już status kultowych wśród miłośników horrorów. Pełne emocji historie, przerażające postacie potworów autorstwa Masahiro Ito, a przede wszystkim muzyka Akiry Yamaoki, to najmocniejsze cechy tej serii. Yamaoka dla każdej z części napisał melodyjne, wpadające w ucho utwory oparte na brzmieniu gitar, fortepianu i syntezatorów – wystarczy wspomnieć słynny temat główny z pierwszej odsłony Silent Hill, czy liryczny Promise (Reprise) z Silent Hill 2Nie na takich elementach tych soundtracków skupimy się jednak w tym artykule.

Silent Hill to seria horrorów, a jak powszechnie wiadomo, horrory mają za zadanie nas przestraszyć. Muzyka odgrywa w tym procesie ogromną rolę. Dźwięki o niskiej czy bardzo wysokiej częstotliwości, modulowane czy suche, chropowate brzmienia wywołują u odbiorcy poczucie zagrożenia, co pozostało nam z czasów pierwotnych. Kojarzyły się one wtedy albo z drapieżnikami, albo z czymś nieznanym, a nieznane budzi lęk. Twórcy muzyki do horrorów chętnie to wykorzystują, tworząc atmosferę grozy przy pomocy instrumentów smyczkowych, Yamaoka jednak postanowił użyć w tym celu instrumentów elektronicznych.

Akira Yamaoka stworzył przerażający dźwiękowy świat.

Wydana w 1999 roku pierwsza część serii pomimo upływu lat nadal potrafi przestraszyć. Dzieje się to również za sprawą muzyki, która w tej odsłonie gry jest wyjątkowo surowa i nieprzyjemna. Kompozytor przy pomocy prostych środków potrafił sprawić, że lokacje takie jak alejka, gdzie po przekroczeniu furtki z napisem „Beware the dog” po raz pierwszy wkraczamy w przerażający alternatywny świat, czy też szkoła pełna kreatur przypominających dzieci ze szczypcami zamiast rąk, przemierzałam z duszą na ramieniu.

Narastające, metaliczne uderzenia w All, transowy rytm połączony z czymś na kształt przetworzonej syreny w Over Devil’s Lyric. Rytmiczny puls i dysonansowe syntezatory w zestawie z wysokim, niepokojącym dźwiękiem w I’ll Kill You czy kompletna kakofonia w My HeavenIdealny akompaniament do ucieczki przed (lub walką z) egzemplarzami z bestiariusza Ito. Soundtrack z pierwszej części Silent Hill uważam za najbardziej przerażający z całej serii, a z pewnością był przerażający i unikatowy w czasach, kiedy powstała gra.

Silent Hill to seria horrorów, a jak powszechnie wiadomo, horrory mają za zadanie nas przestraszyć.

Druga odsłona serii skupia się na tragizmie opowiadanej historii, stąd i muzyka w niej jest mniej surowa, a bardziej dopracowana i melancholijna, choć i tutaj nie brakuje rasowych dźwiękowych straszaków. Transowy rytm w Ashes and GhosThe Darkness That Lurks in Our Minds, noise’owe zgrzyty w Block Mind czy pulsująca basowa pętla w Silent Heaven to najmroczniejsze fragmenty Silent Hill 2 OST, które przyprawiają tę opowieść o poczuciu winy i osobistych tragediach mieszanką napięcia i lęku.

Silent Hill 3 z kolei w swoim soundtracku ma bardzo niewiele pozycji, które jeżą włosy na głowie, a jeśli już jakieś są, to są to niepokojące wstępy do właściwych utworów (ale funkcjonujące samodzielnie w grze), jak A Stray Child czy Innocent MoonWyjątkiem są tutaj oparty na quasi-plemiennym, niepokojącym zaśpiewie Prayer oraz mroczne, przesterowane Heads No.2W samej grze za to usłyszymy sporo nieprzyjemnych w odbiorze syntezatorowych pętli, tak charakterystycznych dla tej serii.

Soundtrack z pierwszej części Silent Hill uważam za najbardziej przerażający z całej serii.

Podobnie rzecz ma się z Silent Hill 4: The Room. Sekwencje niepokojących dźwięków służą tutaj jako wstęp lub zakończenie poszczególnych utworów, jak w Waverer czy Room of AngelNa szczególną uwagę zasługuje jednak The Last Mariachi, wariacja słynnego tematu z pierwszego Silent Hill, zagrana w stylu flamenco na tle syntezatorowego drona. Słysząc ten utwór w menu gry, czujemy się idealnie wprowadzeni w klimat tajemniczych morderstw popełnianych zza grobu, choć sama gra straszy nie tyle soundtrackiem, co bardziej sound designem.

W samej grze za to usłyszymy sporo nieprzyjemnych w odbiorze syntezatorowych pętli.

Począwszy od trzeciej części Silent Hill, soundtracki skupiają się bardziej na utworach o strukturze typowo piosenkowej, zwłaszcza zważywszy na fakt, że do audio teamu dołączyła wokalistka Mary Elizabeth McGlynn. Nie zmienia to faktu, że Akira Yamaoka stworzył przerażający dźwiękowy świat, służący jako akompaniament do psychologicznego horroru, który jest po dziś dzień inspiracją dla twórców przeróżnych gier, gdzie strach łączy się z ciekawą historią. Połączenie nieprzyjemnych dla ucha dźwięków z sugestywnym obrazem i ciekawą rozgrywką to idealna recepta na przestraszenie gracza.

Redaktor

Izabela Besztocha

Miłośniczka gier niezależnych, głównie horrorów, zwracająca szczególną uwagę na sound design. Marzy o zostaniu sound designerem. Dysonanse, przestery i inne nieprzyjemne dźwięki to coś, czego lubi słuchać najbardziej.