Na początku ubiegłego roku na rynku gier wideo pojawił się niecodzienny tytuł – Dear Esther, podejmujący próbę zmienienia sposobu opowiadania historii w grach. Produkcja spotkała się z pozytywną reakcją ze strony krytyków i graczy, którzy nie tylko otrzymali ciekawie przedstawioną fabułę gry, ale również poruszającą dogłębnie oprawę muzyczną.

Produkcja spotkała się z pozytywną reakcją ze strony krytyków i graczy.

Jessica Curry autorka muzyki do Dear Esther, moim skromnym zdaniem skomponowała jedną z najbardziej wartych uwagi ścieżek dźwiękowych ubiegłego roku. Zapraszam do przeczytania mojego wywiadu z kompozytorką, która w rozmowie m.in. na temat muzyki do Dear Esther, okazała się bardzo otwartą, szczerą i życzliwą osobą.

gamemusic.pl: Pisanie muzyki do Dear Esther musiało być dla Ciebie wyjątkowym wydarzeniem, czy mogłabyś podzielić się swoimi odczuciami odnośnie tego projektu?

Jessica Curry: Praca nad Dear Esther była prawdziwą radością – Dan i ja współpracowaliśmy wprawdzie od 2003 roku używając różnych mediów, ale szukaliśmy właściwego środka przekazu dla historii, które chcieliśmy opowiedzieć. Gry zapewniły nam idealną przestrzeń ku temu, a przy Dear Esther udało nam się uzyskać pewną harmonię muzyki, fabuły i oprawy graficznej. Grając w Dear Esther nadal czuję się wzruszona, włożyliśmy w ten tytuł naprawdę dużo serca. Wiem, że już dużo o tym mówiłam, ale uważam, że jest to jeden z powodów, dla których Esther wywołała taką reakcję wśród tak wielu ludzi. Nie staraliśmy się niczego sprzedać – nawet nie planowaliśmy, że będzie to produkt komercyjny.

Chcieliśmy po prostu stworzyć coś, do czego czuliśmy pasję. Komponowanie muzyki było wyjątkowym doświadczeniem, ale reakcja była równie wyjątkowa. Nigdy nie spotkałam się z taką reakcją na moją muzykę – zarówno pod względem liczby osób, jak i jej głębi – to coś niesamowitego. Ponad 250 tysięcy osób słuchało ścieżki dźwiękowej Dear Esther, a tysiące ją kupiły – to wspaniałe osiągnięcie dla kompozytora. Dan i ja nigdy nie wybiegamy myślami zbyt daleko w przyszłość, ale wiem, że będziemy dalej pracować nad projektami, które nas inspirują i ekscytują. Ostatnio uczestniczyliśmy w konferencji, podczas której Dan powiedział, że tworzenie gier to naprawdę ciężka praca, więc równie dobrze można pracować nad czymś, co się kocha. Podpisuję się pod tym obydwoma rękami.

gamemusic.pl: Każdy artysta na swój indywidualny sposób patrzy na świat, jak ty go spostrzegasz i czy miało to wpływ na proces twórczy muzyki do  Dear Esther?

Jessica Curry: Bardzo interesujące pytanie. Parę lat temu czytałam wywiad z autorką, która powiedziała, że czuje jakby miała o jedną warstwę skóry mniej niż pozostali ludzie. Myślę, że to dość dobrze podsumowuje poczucie, jakie ma wielu artystów, łącznie ze mną – poczucie intensywnej, a nierzadko bolesnej wrażliwości.

Uważam świat za przytłaczający, frustrujący, dziwny, zabawny, przygnębiający, radosny, niedorzeczny, wspaniały i bolesny, ale nigdy, przenigdy nudny! To najbardziej wspaniała, przyprawiająca o zawrót głowy i dziwna przejażdżka kolejką górską. Codziennie wzruszają mnie opowieści o niezwykłych przejawach dobroci, odwagi i bezinteresowności, ale jednocześnie regularnie przeraża mnie nieustająca chciwość, okrucieństwo i małostkowość naszego gatunku.

To wszystko ma swój wkład w mój proces twórczy. Muzyka – słuchanie i tworzenie jej – jest dla mnie zarówno pociechą, jak i wypoczynkiem. Uważam, że muzyka jest kluczem do życia. Wiele lat temu moja mama zwróciła moją uwagę na fakt, że na wojnę idziemy w takt muzyki, przy niej chowamy naszych zmarłych, protestujemy, wychodzimy za mąż, tańczymy i uspokajamy nią nasze dzieci. Dla mnie jest to fundamentalny i głęboki aspekt doświadczenia bycia człowiekiem. Daje mi nadzieję, bez niej byłabym naprawdę zagubiona.

Sądzę, że najwspanialsza sztuka wyraża wyjątkowe wyzwania związane z byciem człowiekiem. – Jessica Curry

gamemusic.pl: W wywiadach opowiadasz, że jeszcze nigdy wcześniej nie pisałaś muzyki do gier wideo. Przed podjęciem komponowania utworów do  Dear Esther, miałaś obawy, że nie podołasz zadaniu?

Jessica Curry: Muzykę do Dear Esther napisałam po czteroletniej przerwie na wychowanie syna. Toteż nie miałam żadnego poczucia niepokoju, tylko olbrzymi wylew muzyki, która zbierała się we mnie przez długi czas. Bez wątpienia bycie matką uczyniło mnie lepszą kompozytorką. Sądzę, że najwspanialsza sztuka wyraża wyjątkowe wyzwania związane z byciem człowiekiem – świadomość śmiertelności; miłość i poczucie straty; przemijalność istnienia, jak również najważniejsze z pytań – dlaczego tutaj jesteśmy? Dopiero, gdy urodziłam dziecko, uświadomiłam sobie co mam do stracenia i to nadało mojej pracy nową głębię. Mieć dziecko to śmierć dla ego, ale to też siła i piękno, jak również wolność. Wracając do pytania o moje obawy, dopóki mój syn jest zdrowy, wszystko jest w porządku – to miałam na myśli poprzez wolność. Nadał mojemu życiu ostateczną perspektywę i to jest dla mnie prawdziwym wyzwoleniem.

gamemusic.pl: W jaki sposób praca przy tym projekcie wpłynęła na twoją przyszłość, jako kompozytora?

Jessica Curry: W końcu przyznałam sobie prawo do nazywania siebie kompozytorką. Nie byłam klasycznie kształcona i w związku z tym często brakowało mi pewności siebie. Zarówno reakcja krytyków, jak i fanów były naprawdę ciepłe, co było dla mnie bardzo ważne.

Czuję też, że moja muzyka w końcu znalazła dla siebie dom. Pamiętam rozmowę z Danem na ten temat sprzed paru lat, kiedy z wielką frustracją zapytałam jakie jest właściwe miejsce dla tego, co piszę. To, że udało mi się je znaleźć, jest niesamowicie ekscytujące.

Sukces sprzedaży i uznanie krytyków dla Dear Esther oznacza, że możemy dalej tworzyć gry. Oprócz bycia kompozytorem jestem też współkierowniczką thechineseroom, co również miało wielki wpływ na moją codzienną pracę. W tej chwili nie piszę wiele muzyki i prędzej można zobaczyć mnie pracującą nad kosztorysami, rozmawiającą z księgowością i zajmującą się pozornie niekończącym się stosem roboty papierkowej związanej z prowadzeniem studia. Ale fakt, że jestem współkierowniczką to również gwarancja, że muzyka będzie dla nas zawsze priorytetem. Mam więc poczucie, że warto.

gamemusic.pl: Słuchając muzyki z  Dear Esther ma się wrażenie, że przy jej komponowaniu inspirowałaś się twórczością Thomasa Newmana, Jana Sebastiana Bacha oraz Radiohead. Jeżeli tak, to proszę opowiedz skąd taki wybór i dlaczego?

Jessica Curry: Tak, uwielbiam ich wszystkich. Myślę, że tym, co ich łączy, jest poczucie emocjonalnej intensywności oraz bogactwo brzmienia i tonu. Są również mistrzami melancholii, a jeśli już, to właśnie to jest nić łącząca moje muzyczne gusta. Gdybym mogła wybrać dowolny motyw, który chciałabym napisać, byłby to motyw główny „Drogi do szczęścia” Thomasa Newmana. Za każdym razem, gdy go słucham, przyprawia mnie o ciarki na plecach. Udało mu się doskonale uchwycić życie wewnętrzne obojga bohaterów – radość i ból płynące z ich związku, przytłaczający ból wynikający z ich sytuacji. Dla mnie motyw ten jest rozmową pomiędzy mężczyzną a kobietą oraz wyrazem na przemian radosnego i niszczycielskiego tańca, który wykonujemy dla siebie nawzajem. A prowadzący go rytm pięknie przedstawia wielką siłę, jaką stanowi ludzkość. *śmiech* Pewnie pisząc to myślał po prostu “jaka przyjemna melodia”. Ludzie często przesyłają mi swoje interpretacje muzyki z Dear Esther i dość często jestem zaskoczona ich pomysłami. Ale czy to nie coś naprawdę wspaniałego? To, że piszemy własne opowieści na kanwie tych, które otrzymaliśmy.

Mam tak wiele inspiracji, ale komponując nie słucham żadnej muzyki – gdy piszę, ważne jest dla mnie kompletne zanurzenie się w tym, co robię, a nie mogę tego zrobić mając w głowie twórczość innych. Dan wie teraz, że gdy biorę się poważnie do pracy nad jakimś projektem, radio, iPod i odtwarzacz CD, zostają wyłączone.

gamemusic.pl: Mając za sobą prace przy grze wideo, czy w przyszłości chciałabyś nadal pisać muzykę do podobnych projektów i dlaczego?

Jessica Curry: Aktualny projekt thechineseroom korzysta z tego, czego nauczyłam się przy okazji Dear Esther i Amnesia: A Machine for Pigs, stawiając, jak mam nadzieję, poprzeczkę jeszcze wyżej.  Ostatnio ciężko jest mi zasnąć, bo w mojej głowie aż tętni od muzycznych pomysłów do tego projektu. Jestem gotowa na większy budżet i większe wyzwanie, a ten projekt z powodzeniem zapewni jednego i drugiego. Nie chciałabym mówić o nim dużo więcej, bo jest jeszcze w tak wczesnym, embrionalnym stadium, ale myślę, że będzie to najlepsze, co do tej pory napisałam i już nie mogę się doczekać.

To takie ekscytujące czasy na pracę z tym medium, gdzie definicja gry poszerza się z dnia na dzień. – Jessica Curry

gamemusic.pl: Myślałaś kiedykolwiek o wydaniu muzyki z Dear Esther na płycie CD?

Jessica Curry: Naprawdę chciałabym wydać muzykę z Dear Esther na płycie CD. To coś, o co pytało wielu piszących do mnie fanów i uważam, że przepiękna oprawa graficzna wykonana przez Roba Briscoe doskonale nadaje się do fizycznego wydania. Nie doszło do niego tylko z braku czasu i mam nadzieję to nadrobić w 2013 roku.

gamemusic.pl: Pracujesz może aktualnie nad jakimś muzycznym projektem niekoniecznie związanym z grami wideo?

Jessica Curry: Nie w tym momencie – moja najbliższa przyszłość zdaje się być związana z grami wideo, co bardzo mnie cieszy. To takie ekscytujące czasy na pracę z tym medium, gdzie definicja gry poszerza się z dnia na dzień. Sądzę, że najbliższe lata będą okresem renesansu dla muzyki z gier i jestem bardzo szczęśliwa, mogąc być tego częścią.

Odtwarzacz właśnie losowo wybrał utwór „Together in Electric Dreams” Human League, błyskawicznie przenosząc mnie z powrotem do czasów, gdy miałam 11 lat i wygłupiałam się z przyjaciółmi w klubie młodzieżowym… To chyba dobry moment, żeby zakończyć ten wywiad, a zacząć weekend! Serdecznie dziękuję.

Redaktor Naczelny

Mariusz Borkowski

Człowiek o ogromnym sercu do muzyki oraz odkrywca niepowtarzalnych dźwięków. Od wielu lat bez wytchnienia dzieli się z innymi swoją bezustanną pasją do melodii z gier wideo.