Na premierę Bloodstained: Ritual of the Night czekamy już bardzo długo. Informacje o tym tytule w ciągu tych kilku lat pojawiały się i znikały tak szybko, że w pewnym momencie zwątpiliśmy w pojawienie się duchowego spadkobiercy porzuconej przez Konami serii Castlevania. Na szczęście w porę przyszła do nas świetna nowina – gra ukaże się już w tym roku praktycznie na każdej platformie.

Przeprowadziliśmy wywiad z Michiru Yamane – autorką muzyki do gier z serii Castlevania.

Z tej okazji specjalnie dla czytelników gamemusic.pl przeprowadziliśmy wywiad z Michiru Yamane – autorką muzyki do gier z  serii Castlevania, a ostatnio kompozytorką długo oczekiwanego przez  fanów wampirzej serii Bloodstained.

gamemusic.pl: Nim przejdziemy do teraźniejszości, pomówmy chwilę o przeszłości. W branży zadebiutowałaś równo 30 lat temu w King’s Valley II, czyli w czymś, co sam określiłbym „bardziej rozbudowanym Montezuma’s Revenge”. Jak wspominasz swój debiut?

Michiru Yamane: Poprawka: nie byłam bezpośrednio zaangażowana w prace nad grą. Zanim dołączyłam do Konami byłam jeszcze studentką. Stworzyłam na prośbę reżysera kilka utworów, które później wykorzystałam w Castlevania: Portrait of Ruin. Oficjalnie do Konami dołączyłam w kwietniu 1988 roku, a gra wyszła nieco wcześniej. Na początku w ramach stażu przydzielono mnie do zespołu tworzącego muzykę do gier na konsolę Famicom. Pierwszą rzeczą, jaką skomponowałam, była muzyka do Lisa’s Sidhe Legend. Po stażu zostałam zatrudniona na stałe w Konami i od razu rozpoczęłam pracę przy największym w tym okresie hicie Nintendo – Ganbare Goemon 2.

Zanim dołączyłam do Konami byłam jeszcze studentką. – Michiru Yamane

gamemusic.pl: Patrzę na twoją dyskografię z końcówki lat 80. i  pierwszej połowy lat 90. ubiegłego wieku. Część tych gier albo nie  wyszła poza granice Japonii, albo – co wstyd przyznać – jest mi po  prostu nieznana. Ale widzę też, że współpracowałaś z wieloma bardzo znanymi dzisiaj nazwiskami: Hidenori Maezawa, Masahiro Ikariko, Tsuyoshi Sekito, Jun’ya Nakano i inni. Krótko mówiąc, sama śmietanka Konami, z  czego część po jakimś czasie zasiliła grono Square Enix. Jak ci się z  nimi wtedy pracowało?

Michiru Yamane: Pracowałam z panem Maesawa przy scrollowanej strzelance „Twainby!”. Otrzymałam wsparcie techniczne, dzięki czemu mogłam pracować wydajniej. Razem pracowaliśmy później przy „SD Snatcher” (MSX), „Gradius Gopher ‘s Ambition” (MSX). Lubiłam także, gdy mi doradzał w kwestii dobrej muzyki. Pan Sekito również jest dobrym kompozytorem. Pamiętam, że pracowaliśmy razem przy „Space Manbow” (MSX). Z panem Nakano również współpracowaliśmy, jednak nie pamiętam już, przy jakich projektach.

gamemusic.pl: W  międzyczasie współpracowałaś także z Akirą Yamaoką, i to przy grach, z  którymi najprawdopodobniej nikt nigdy by was nie skojarzył: Contra oraz  Sparkster. Ba, sama jakiś czas później pojawiłaś się nawet na liście płac do pierwszych dwóch części Pro Evolution Soccer. Jak to się stało? No i oczywiście jak wspominasz ten okres?

Michiru Yamane: Pan Yamaoka napisał dużo dobrej muzyki i jak widać, jest w tym bardzo dobry. Wielokrotnie w wywiadach jestem pytana o Sparkstera, jednak szczerze mówiąc nie pamiętam, bym brała udział w powstawaniu muzyki do tego tytułu. Pamiętam za to Winning Eleven. Napisaliśmy razem kilka utworów, w tym motyw przewodni oraz kończący. Chciałam stworzyć coś, co zawierałoby wspaniałą atmosferę i orkiestralne brzmienia. Byłam bardzo zadowolona pracując nad tym zadaniem.

Próbowałam skomponować coś, co naśladowałoby tamtą atmosferę i nawiązywałoby do tamtych melodii. – Michiru Yamane

gamemusic.pl: Pomówmy teraz o grze, która otworzyła ci furtkę do, nie bójmy się tego stwierdzenia, międzynarodowej sławy. Jak wyglądała twoja przygoda z Castlevania: Bloodlines? Czy możesz nam odsłonić w  szczegółach kulisy swojej pracy nad tym soundtrackiem?

Michiru Yamane: To był mój pierwszy raz, kiedy uczestniczyłam w powstawaniu gry z serii Castlevania. W serii o Drakuli było bardzo wiele dobrych utworów. Próbowałam skomponować coś, co naśladowałoby tamtą atmosferę i  nawiązywałoby do tamtych melodii. To było bardzo trudne zadanie, ale  była to praca dająca wielkie poczucie spełnienia.

gamemusic.pl: Dalej można już wymieniać: Harmony of Dissonance, Aria of Sorrow, Dawn of Sorrow, Curse of Darkness, wspomniane Portrait of Ruin, no i uważany wśród fanów za najważniejszy z całej serii – Symphony of the Night. Ponad 10 lat z drobnymi przerwami poświęciłaś tak naprawdę jednej serii. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale nigdy nie czułaś, że masz dość; że siedzisz tak naprawdę w jednym miejscu? A może po prostu rozpierała cię twórcza wena: przychodziły ci do głowy tysiące pomysłów na minutę, że aż Konami nie było w stanie tego wszystkiego włożyć do jednej gry?

Michiru Yamane: Zgadza się. Przez ponad 10 lat tworzyłam dla serii Castlevania utwory zachowane w podobnej atmosferze. Chociaż praca dostarczała mi sporo radości, to mówiąc szczerze traktowałam ją bardzo poważnie. Jednym z powodów mojego odejścia z Konami było właśnie to, że nie czułam już radości z komponowania podobnej muzyki.

gamemusic.pl: Chwila przerwy, bo jako wierny fan Suikodena nie mogę przejść obojętnie obok tego tematu. Współtworzyłaś soundtrack do Suikodena III, razem z  Takashim Yoshidą i Masahiko Kimurą. I nie tylko ja zauważyłem, że  soundtrack odbiega od tego, co można było usłyszeć w dwóch pierwszych odsłonach serii.

Diametralnie zmienił się styl. To samo dotyczy Suikodena IV, nad którym z Kimurą pracowaliście tym razem z Norikazu Miurą. Nigdy tych zmian nie rozumiałem. Aż w końcu mam okazję, żeby zapytać: co się stało?

Michiru Yamane: Pieczę nad soundtrackiem do Suikodena I i II objęła Miki Higashino. Przy Suikodenie III można powiedzieć, że Higashino poszła na emeryturę. Myślę, że to miało duży wpływ na zmianę stylu i  atmosfery muzyki w grze, także później w Suikodenie IV. W odpowiedzi na  prośbę sound directora stworzyłam dla obu odsłon parę utworów, w tym te odgrywane w tle.

gamemusic.pl: Rok 2008. Order of Ecclesia jest ostatnią Castlevanią w twoim portfolio. Chwilę później odchodzisz z  Konami i zostajesz freelancerką. Dlaczego?

Michiru Yamane: Tak jak mówiłam, komponowanie mnóstwa podobnych do siebie utworów dla serii Castlevania stawało się dla mnie bolesne. Poza tym, kiedy myślałam o  swojej przyszłości jako muzyka, doszłam do wniosku, że można działać twórczo jako wolny strzelec, bez przynależności do konkretnej grupy lub firmy.

gamemusic.pl: Znów spoglądam na twoją dyskografię. Kiedy byłaś w Konami, twoje nazwisko pojawiało się średnio w trzech grach wydawanych w ciągu roku. Teraz widzę je raz na dwa lata. Czym się zajmowałaś, kiedy nie komponowałaś?

Michiru Yamane: Tworzę wiele utworów, które są potem wykorzystywane poza grami. Kiedy nie pracuję, wolny czas spędzam m.in. na zwiedzaniu świątyń i podróżach. Niedawno brałam udział w warsztatach na temat produkcji instrumentów muzycznych, które sprawiają, że ręcznie malowana harfa przypomina lirę zwaną „healing leer”.

Nie jestem kompozytorką, która tylko tworzyła muzykę do Castlevanii. – Michiru Yamane

gamemusic.pl: O Bloodstained: Ritual of the Night usłyszałem bodaj pięć lat temu, kiedy 505 Games zbierało fundusze na Kickstarterze i z  miejsca mnie kupiono, zwłaszcza hasłem „duchowy spadkobierca Castlevanii”. Pytanie: czy to 505 Games przyszło po Yamane, czy Yamane przyszła do 505 Games?

Michiru Yamane: To pan Igarashi zaoferował mi pracę.

gamemusic.pl: Twoja obecność, jako weteranki serii Castlevania, jest w pełni zrozumiała. Ale oprócz ciebie są tam również: legenda post-NES-owych Mega Manów Ippo Yamada i znany chiptune’owiec Jake Kaufman. Jak ci się z nimi pracuje? Jak wygląda praca nad soundtrackiem?

Michiru Yamane: Pan Igarashi oraz inny reżyser zespołu tworzącego Bloodstained przypisali odpowiednio do mnie i do pana Yamady utwory, które miałyby zostać skomponowane tak, by pasowały do danej sceny. O pracy Jake’a Kaufmana trudno mi się wypowiadać.

gamemusic.pl: Patrząc na to  wszystko z perspektywy czasu, jak określiłabyś swoją karierę w kilku słowach? Bo chyba nie jesteś tylko „tą, co robiła muzykę do  Castlevanii”?

Michiru Yamane: Dokładnie, nie jestem kompozytorką, która tylko tworzyła muzykę do Castlevanii. Komponowałam muzykę do tych gier od 1988 do 2008 roku. Za każdym razem, gdy wychodziła kolejna część, przy której pracowałam, cieszyłam się, że ludzie słuchają mojej twórczości. Dodatkowo, kiedy czasami byłam za granicą miałam okazję porozmawiać z fanami muzyki do gier, a niekiedy nawet mogłam zagrać swoją muzykę na różnego rodzaju wydarzeniach.

Chcę także tworzyć nie tylko dynamiczne utwory, jak to bywa w grach, ale także spokojniejsze, relaksacyjne melodie. – Michiru Yamane

Od 2008 roku do dziś pracuję przy kolejnych grach, miewając po drodze przeszkody i popełniając przy tym błędy. Pracuję także przy filmach, animacjach, itp. Od niedawna pragnę także tworzyć taką muzykę, jaką chcę, a nie tylko wykonywać kolejne zlecenia do pracy. Mam w planach wydać własny album. Chcę także tworzyć nie tylko dynamiczne utwory, jak to bywa w grach, ale także spokojniejsze, relaksacyjne melodie. Pragnę także wciąż słuchać więcej żywej muzyki i być szczęśliwa. I tyle.

Redaktor

Paweł Dembowski

Gra w gry odkąd pamięta, pisze o nich również kawał czasu. Uzależnienie jak nic. Jednak nie może powiedzieć, żeby kiedykolwiek czegokolwiek żałował. Poza tym dziennikarz z pasji i powołania.