Wydaje mi się, że nazwiska Paul Anthony Romero nie trzeba przedstawiać na naszych łamach nikomu. Ba, zaryzykuję stwierdzenie, iż jego muzykę zna w Polsce calusieńkie pokolenie. Pokolenie graczy oczywiście. Historia muzyki w serii Heroes jest równie magiczna, jak i sama gra. Dwadzieścia lat temu ukazała się pierwsza część cyklu, gdzie za muzykę odpowiadał 30-letni wówczas Paul wraz z Robem Kingiem. Współpraca z New World Computing ułożyła się idealnie i przez kolejne lata otrzymywaliśmy następne części oraz dodatki w świecie Mocy i Magii.

Po raz drugi muzykę do serii Heroes napisało więcej osób.

Wszyscy znają wydaną w 1999 roku trzecią część serii, która po dziś dzień jest uznawana za klejnot koronny serii i przez wielu uważana za grę wszech czasów. Muzyka z niej do dzisiaj jest idealnym przykładem soundtracku fantasy. Po premierze feralnej części czwartej muzyka z niej jest stawiana w jednym szeregu ze wcześniejszymi klasykami. Na nową część musieliśmy czekać długie lata, bo aż do 2006, gdy Ubisoft wydał produkcję studia Nival. Marzenia fanów się spełniły, ponieważ rosyjskie studio sprostało wyzwaniu, a muzykę ponownie skomponował i zaaranżował duet Romero-King. Niestety kilka lat później Ubisoft znacząco zmienił politykę wydawniczą, a Heroes VI wprowadziło wiele uproszczeń, przez co gra zebrała słabe noty, pomijając oczywiście wyborną muzykę.

Nie inaczej niestety jest i tym razem. Ubisoft składał obietnice, wiele zapowiadało, że w końcu otrzymamy grę tak grywalną jak „piątka”, a co niektórzy optymiści zwiastowali, że na dwudziestolecie serii dostaniemy prawdziwy powrót do kultowej „trójki”. Niestety, otrzymaliśmy tytuł mocno średniawy, niedopracowany i – co najgorsze – rozwlekły. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że za kilka patchów gra przestanie wyglądać i zachowywać się jak beta i dorówna dziełu kompozytorskiego tria.

Mnóstwo tu nawiązań do poprzednich części, dzięki czemu od razu wiemy, że gramy w Heroesów.

Nie ma pomyłki w tamtym słowie, po raz drugi muzykę do serii Heroes napisało więcej osób. W „szóstce” był to dodatkowo Jason Graves, w „siódemce” do Kinga i Romero dołączył Roc Chen. Trzeba przyznać, że Chen potrafił uzyskać styl zbliżony do Paula, i gdyby nie tagi, nie zgadłbym, które kompozycje są czyje. Muzycznie jest wyśmienicie. Mnóstwo tu nawiązań do poprzednich części, dzięki czemu od razu wiemy, że gramy w Heroesów, a nie dowolną inną strategię fantasy.

Temat z Akademii The Wizard’s Waltz jawnie brzmi jak motyw Fortecy z Heroesów III, a The Elven Coronation zarówno w instrumentarium, jak i melodii natychmiast przypomina cudowny motyw z miasta Sylvan w Heroesach V. Ponownie zostałem zaskoczony bardzo delikatnym motywem dla Nekropolii. Zawsze był to najbardziej niepokojący temat w grze, ale od części szóstej dla truposzy otrzymujemy raczej podniosły motyw. Złowrogość przypadła w tej części Lochowi. Najbliżej tu do muzycznego motywu z Heroesów V.

Druga część sountracku to tematy dla poszczególnych terenów. Tutaj kompozytorzy pozwolili sobie na więcej wolności i nawiązania do poprzednich gier nie są już tak oczywiste. Dobrze też usłyszeć ciekawie potraktowane efektami instrumentarium. Dzwonki na delayach, fortepian na głębokim reverbie, zawodzące wokale zagrane od tyłu, nienachalna elektronika pulsująca z rzadka w tle. Temat morza zalatuje szantą, a las brzmi etnicznie dzięki hang drumowi (polecam poszukać na youtube – jedna z moich największych miłość muzycznych), a pustynia nieprzypadkowo kojarzy się z muzyką Bliskiego Wschodu. Tutaj laury należą się właśnie Rocowi Chenowi.

Na creditsach natomiast usłyszymy samego Paula Romero grającego na fortepianie Piano Concerto For a Hero No. 1 in Ahab’s Minor.

Jednym z najdziwniejszych utworów, jakie kiedykolwiek słyszałem spod pióra Paula, jest Tinkering with the Dwarves. Trochę jak Stockhausen, trochę jak kreskówka, jest dziwnie i zabawnie. Jeden z najlepszych utworów na albumie niestety nie jest dostępny na razie w grze, ponieważ Forteca przegrała z Sylvan i musimy poczekać na dodatek, by znów krasnoludy pojawiły się w Heroesach.

Na koniec pozwoliłem sobie pozostawić dwa bardzo ważne kąski. Gathering of the Council, czyli motyw przewodni gry, napisany został przez Roca Chena i w piękny sposób przygotowuje nas na zawartość muzyczną. W tym utworze, jak i wielu innych kompozycjach zaśpiewała Karin Mushegain – przepiękny mezzosopran.

O jej współpracy nad tym materiałem warto obejrzeć nasz wywiad. Na szczęście główna melodia, chociaż świetna, nie była eksploatowana w pozostałych kompozycjach, dzięki czemu nie zmniejszono kalibru; w końcu to jedna z tych gier, w których świat jest bardzo zróżnicowany, a każda frakcja powinna posiadać własny i niepowtarzalny nastrój.

Na creditsach natomiast usłyszymy samego Paula Romero grającego na fortepianie Piano Concerto For a Hero No. 1 in Ahab’s Minor przy cichym akompaniamencie sekcji smyczkowej. To bardzo dobry smaczek, ponieważ Paul jako pianista zazwyczaj nie był przez nas słyszany w grach z tej serii. Przyjemnie usłyszeć nie tylko wirtuozerię kompozytorską, ale również instrumentalną.

Podsumowując, jest to dzieło doskonałe. Muzycznie wielokrotnie czerpie ze swoich poprzedników, niemniej nie jest tanim skokiem na nostalgię graczy, ponieważ kompozytorom udaje się sprawić, by muzyka była świeża i intrygująca. Nawiązania tworzą wrażenie jednolitości świata i frakcji w nim istniejących – frakcji, które przecież również trafiają pod tą samą nazwą do kolejnych części, a jednak wprowadzają weń sporo nowego.

Cieszy również fakt, że nowy kompozytor, Roc Chen, nie tylko sprostał wyzwaniu pracy wraz z Paulem Romero, ale udało mu się stworzyć bardzo mocny materiał. Pozostaje mieć nadzieję, że Ubisoft się ogarnie, połata Heroesów VII i będzie dane nam w pełni cieszyć się nie tylko muzyką, ale też grą, dla której powstała.

Redaktor

Konrad Belina-Brzozowski

Wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej oraz Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Alchemik dźwięku, muzyk elektroniczny i sound designer.