Kiedy dowiedziałem się, że będzie mi dane recenzować najnowszy dodatek do sieciowej wersji The Elder Scrolls, nie ukrywałem, że czułem ekscytację oraz takie poczucie postawienia mnie przed czymś dużym – bardzo epickim, o korzeniach sięgających przecież takich tytułów jak TES : Morrowind czy choćby najnowszy, ale też chyba najbardziej popularny, Skyrim.

Podchodząc do ścieżki dźwiękowej z dodatku doskonale wiedziałem, że nie znajdę w nim utworów skomponowanych przez Soule’a.

Dla fanów muzyki z gier motyw główny The Elder Scrolls, skomponowany przez Jeremy’ego Soule’a zawsze będzie nie dość że ikoniczny dla całej serii, co kultowy dla całej historii muzyki z gier. Podchodząc do ścieżki dźwiękowej z dodatku doskonale wiedziałem, że nie znajdę w nim utworów skomponowanych przez Soule’a, niemniej przeczuwałem, jak może wyglądać ścieżka dźwiękowa. Czy jestem rozczarowany?

Kompozytorem muzyki jest tutaj Brad Derrick, znany głównie jako twórca muzyki właśnie do serii The Elder Scrolls Online. Tutaj już zapaliła się moja pierwsza ostrzegawcza lampka: czy jeden kompozytor odpowiedzialny za tak rozbudowany tytuł (pomijam już marginalny wpływ Jeremy’ego Soule’a, Ricka Schaffera oraz Malukah przy tworzeniu OST do podstawki) nie zmęczy się konwencją?

O tym już za chwilkę, natomiast teraz garść technikaliów. Soundtrack, a raczej jego oficjalny release, który wziąłem na warsztat, składa się z 9 utworów. Czy to dużo? Cóż… całość zamknęła się w 41 minutach muzyki, więc tragedii nie ma. Oczywiście nie można narzekać na taką długość – przypomnijmy – dodatku do gry. Miks całości jest klarowny, instrumenty są szeroko rozłożone w panoramie, ale w końcu to Bethesda jest wydawcą – nie pozwoliłaby sobie na bubel techniczny w kwestii postprodukcji utworów. Skoro już techniczną stronę mamy za sobą, lecimy z wisienką na torcie. Jak zatem brzmi Elsweyr?

A no brzmi liniowo. Kropka. Tutaj w sumie mógłbym zakończyć recenzję, zostawiając was z przynajmniej lekkim niedowierzaniem, ale spokojnie – zamierzam się wybronić z tego stwierdzenia. Utwór rozpoczynający całą ścieżkę dźwiękową to A Clash of a Fang and Flame. Zgadnijcie, jaki motyw muzyczny rozpoczyna cały utwór? Oczywiście, że motyw główny The Elders Scrolls. Trzeba przyznać jednak Derrickowi, że sprytnie przeszedł do dynamicznego motywu, przywodzącego na myśl bliskowschodnie klimaty pustynne.

Do tego w tle słyszymy dynamiczny chór, a także przerobiony motyw całej serii. Sprytne, ale zaskoczenia brak. To jest główna wada całej ścieżki dźwiękowej. Brzmi ona bardzo schematycznie, nudzi się już po pierwszym odsłuchaniu całości, brakuje w niej choćby jednego charakterystycznego utworu. Spójrzmy zresztą na utwór Secrets of Azurah. Początek jest na wskroś tajemniczy, mocno zalatujący (dzięki zastosowaniu instrumentów bliskiego wschodu) egipskimi ruinami, przedłużające się nuty, pojedyncze „wyjścia” solowego instrumentu – tutaj mamy do czynienia z instrumentem o dźwięcznej nazwie Taus.

Taki rozwleczony, tajemniczy przez duże „T” klimat ciągnie nam się przez ponad pół utworu, gdzie to do liniowej kompozycji zostaje dołożony równie statyczny chór. I tak zleciało 5 minut utworu. Czy kolejne brzmią inaczej i serwują różny poziom rozrywki? Otóż nie, gdyż chociażby A Desert Born in Twilight czy Waning Memories brzmią bardzo, ale to bardzo podobnie. W całej ścieżce dźwiękowej królują tradycyjne instrumenty bliskiego wschodu, całe nuty z fermatami zgaduję, że na całej długości partytury (a gdybym był orkiestratorem, to fermatę walnąłbym już na okładce, żeby muzycy wiedzieli ile godzin dłużej będą nagrywać całą ścieżkę dźwiękową) oraz wszechobecna nuda.

Nie tak wyobrażałem sobie moją pierwszą w życiu recenzję spod znaku TES. Miałem w głowie już sceny, gdy OST co najmniej jak dovakhiin łupie we mnie swoim smoczym krzykiem. Zastałem za to zdychającego z nudów smoka, który na mój widok machnął parę razy ogonem (mam tu na myśli otwierający utwór), po czym ziewnął i zaczął przeraźliwie chrapać.

Jestem w stanie sobie wyobrazić dialog między twórcami gry, a kompozytorem, gdzie ZeniMax Online powiedziało Derrickowi: „Hej słuchaj! Robimy kolejny dodatek do TESO, zrób nam taką zapchajdziurę muzykę, tylko wiesz, teraz będą pustynie! Smoki! Ale bez fajerwerków, tylko tajemniczo. Zresztą my potrzebujemy muzyki, która w ogóle nie zapadnie w pamięć, gracz i tak ją po 10 minutach wyciszy, a my wszyscy rozejdziemy się w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku”.

Bez fajerwerków, tylko tajemniczo.

Jeśli tak było, to brawo panowie! Mamy kolejny, moim zdaniem, bezpłciowy soundtrack w świecie muzyki z gier komputerowych.

Redaktor

Krzysztof Kus

Sound Designer, kompozytor muzyczny, a także perkusista z zamiłowania. W grach zwraca szczególną uwagę na nowatorskie podejście do tematu sound designu. Prywatnie jeden z największych fanów Dire Straits w Polsce.