Baldur’s Gate to legendarna seria, przez wielu graczy wspominana z nostalgią – padają cytaty z ulubionych bohaterów, opowieści o nietypowych rozwiązaniach zadań czy starciach z bossami. W listopadzie 2012 roku nostalgia odżyła za sprawą firmy Beamdog, która wydała remaster pierwszego Baldura, czyli Baldur’s Gate: Enhanced Edition, a w następnych latach kolejne gry z uniwersum Forgotten Realms – Baldur’s Gate II: Enhanced Edition (2013), Icewind Dale: Enhanced Edition (2014) oraz Neverwinter Nights: Enhanced Edition (2018).

Na odświeżenie nie załapało się niestety Icewind Dale II, którego kod źródłowy zaginął gdzieś w Podmroku. Beamdog nie ograniczył się do podbicia rozdzielczości, bo do swoich remasterów dodał sporo nowej zawartości, w tym duży dodatek Siege of Dragonspear. Co jeszcze ciekawe, wśród DLC znalazły się później cyfrowe ścieżki dźwiękowe w formacie FLAC, z czego część wzbogacona o wcześniej niepublikowane utwory (Baldur’s Gate II: Enhanced Edition) oraz nowe kompozycje Sama Hulicka.

Mnie RPG-owy szał z końca lat 90. i początku 2000 niestety ominął, jako że komputer zawitał w moich progach wiele lat później, a i wtedy, jeżeli nie liczyć Icewind Dale oraz Neverwinter Nights, nie interesowałem się zbytnio starszymi tytułami spod szyldu Forgotten Realms. Pierwszy Baldur, co tu dużo mówić, odrzucił mnie swoim archaicznym wyglądem i dopiero Beamdog skusił mnie do sięgnięcia po klasyki. Tak więc spodziewajcie się z mojej strony świeżego spojrzenia na pierwszego Baldura spod ręki Michaela Hoeninga, z uwzględnieniem dodatkowej muzyki Sama Hulicka.

W listopadzie 2012 roku nostalgia odżyła za sprawą firmy Beamdog, która wydała remaster pierwszego Baldura, czyli Baldur’s Gate: Enhanced Edition.

W menu wita nas prosty, ale efektowny temat główny, którego, przyznaję, nie lubię. O ile uwielbiam powtarzalność w muzyce, tak Main Theme po prostu mnie drażni. W dodatku utwór jest za krótki i za bardzo żywiołowy, a w efekcie zbyt męczący jak na kreator postaci, w którym jednak spędzimy trochę czasu na tworzeniu bohatera lub całej drużyny. Ciekawe, że wiele gier z serii Forgotten Realms cierpi na ten syndrom, zwłaszcza Icewind Dale i dodatek do Neverwinter Nights – Hordes of the Underdark, choć ich leitmotivy są według mnie o wiele lepsze.

Main Theme zyskuje dopiero w formie alternatywnych aranżacji w muzyce eksploracyjnej, choć wolę, gdy tematy główne gier powracają w istotnych dla ich fabuły momentach. Na szczęście Michael Hoening pokazał w Baldur’s Gate II, że stać go na skomponowanie naprawdę dobrego leitmotivu. Ciekawostka: początkowo w menu mogliśmy usłyszeć Rebirth of a Legend Sama Hulicka, ale powrócono do oryginału w którymś z patchów.

Przez większość gry eksplorujemy liczne lokacje i trzeba przyznać, że Hoening poważnie potraktował ten aspekt rozgrywki. W każdej z tych lokacji usłyszymy klimatyczną muzykę, czy to świątynia (Helm’s Temple, The Lady’s House), tawerna (The Friendly Arm Inn) czy złowrogie, ale według mnie najbardziej klimatyczne podziemia (Down to the Sewers, Ever Deeper). Mało tego, w kilku lokacjach oprawa muzyczna zmienia się zależnie od pory dnia. Tak więc przy świetle dnia w dziczy towarzyszy nam sielankowe wręcz Exploring the Plains, w nocy zaś równie spokojne, acz trochę niepokojące Night on the Plains. Sam Hulick w swych dwóch utworach eksploracyjnych (Adoy’s Enclave, Cloud Peaks) zdecydował się na uniwersalność brzmienia, nie odbiegając zbytnio od stylu muzycznego Hoeninga. Wcale mnie to nie dziwi zważywszy na fakt, że miał do czynienia z grą kultową.

Przez większość gry eksplorujemy liczne lokacje i trzeba przyznać, że Hoening poważnie potraktował ten aspekt rozgrywki.

Najsłabiej niestety wypada muzyka bitewna. Domyślam się, że kompozytor chciał przy jej pomocy oddać rozmach bitew nieosiągalny na silniku Infinity, ale dało się to zrobić inaczej, a przede wszystkim lepiej. Zamiast postawić na drażniącą na dłuższą metę agresywną orkiestrę z wyjącym chórem, mógł stworzyć interesujące, żywiołowe tematy, które zamiast wybijać się na pierwszy plan ze swoją nijakością, wpadałyby w ucho z drugiego planu. Pod tym względem Sam Hulick wypada lepiej, jego utwory są bardziej stonowane, choć one również nie należą do moich ulubionych. Je niestety usłyszymy jedynie w oddzielnym trybie The Black Pits, który swoją drogą ma naprawdę ciekawy temat główny, nawiązujący do Main Theme.

Dzieło Michaela Hoeninga, choć klimatyczne i zapadające w pamięć, nie jest pozbawione wad. Miejscami trąci nijakością i archaizmem (głównie muzyka bitewna), ale trzeba oddać kompozytorowi, że jak na lata dziewięćdziesiąte jego praca robi wrażenie. Orkiestra i chór brzmią naprawdę nieźle jak na sample z tamtych lat, a trzeba zaznaczyć, że technologia ta wówczas dopiero raczkowała. Przede wszystkim podoba mi się fakt, że Heoning starał się skomponować jak najwięcej muzyki, aby większość miejsc na Wybrzeżu Mieczy miała swój własny, niepowtarzalny charakter.

Trzecia edycja Game Music Festival we Wrocławiu 16-17 października 2020

Dobrze sobie poradził w przerywnikach filmowych, zwłaszcza w mrocznym i arcy klimatycznym outro (The End of the Quest). Najlepsze jest jednak to, że Baldur’s Gate było jedynie przedsmakiem prawdziwych możliwości kompozytora. Sam Hulick z oczywistych przyczyn starał się nie wychylać ze swoją nową muzyką, podążając za stylem poprzednika. Uległo to zmianie dopiero w Siege of Dragonspear, ale o tym w następnym tekście.

Czytaj więcej:

Redaktor

Daniel Wójcik

W 2008 roku przypadkiem odkryłem muzykę trailerową, w której od razu się zakochałem. Od niej była prosta droga do muzyki z filmów i gier. Minęło ponad 10 lat, a ja pracuję w branży trailer music i piszę publicystykę dla GameMusic.pl.