Samotny podróżnik w kapeluszu wchodzi do przydrożnego baru. Spojrzenia ludzi natychmiast padają na jego postać. Rozmowy milkną. Ktoś pospiesznie odkłada szklankę na blat stolika. Atmosfera tak gęsta, że można ją kroić… nożem? A może kataną? Moje skojarzenia z westernami nie są wcale przypadkowe. Nowa gra Sucker Punch Productions czerpie z zachodnich produkcji równie mocno, co z kina Akiry Kurosawy. Jednak podróż bohaterki gry, Atsu, ku zemście nie byłaby kompletna jako opowieść samotnego mściciela (ducha o przydomku Onryo) bez odpowiednio „westernowej” szaty muzycznej, uszytej przez Toma Otowa.
Odsłuch albumu Otowy według mnie powinien iść w parze z grą. To jeden z tych soundtracków, który nie jest do końca kompletny, gdy słucha się go bez kontekstu wizualnego. Jak już wspomniałem we wstępie, najnowsze dzieło Sucker Punch Productions to western pełną gębą. Kadry, praca kamery, a finalnie motyw zemsty głównej bohaterki to przecież znane cliché z opowieści o Dzikim Zachodzie. Gdyby dalekowschodnie instrumenty zastąpić gitarami, mielibyśmy do czynienia bardziej z klimatem stepów niż dolin prefektury Hokkaido. Co nie oznacza oczywiście, że jest to muzyka zła czy wybrakowana. Wręcz przeciwnie – współtworzy ona klimat całej produkcji. A na tym przecież polega rola muzyki w grze, by współprowadzić opowieść audiowizualną i pięknie domykać całość wrażeń.

Na szczególną uwagę zasługuje instrumentarium – przepięknie brzmiące instrumenty dalekowschodnie, do tego bardzo dużo soczystych perkusjonaliów i bębnów. Również sound design czerpie z muzyki bardzo dużo: różne aktywności w grze, jak np. wykupywanie umiejętności czy przeskakiwanie pomiędzy oknami, okraszone są dźwiękami japońskich taiko oraz innych instrumentów perkusyjnych z Kraju Kwitnącej Wiśni. Należy też wspomnieć o specjalnym zastosowaniu japońskiego instrumentu strunowego – shamisenu – który ma silne umocowanie fabularne. Z charakterystycznej mechaniki gry na nim korzystamy w kilku misjach lub podczas odpoczynku w obozowisku.
Ghost of Yōtei skromnie operuje muzyką podczas eksploracji okolicy, gdzie wiatr jest naszym najczęstszym dźwiękowym towarzyszem. Dużo więcej jednak dzieje się podczas akcji w grze – czy to w trakcie walki, czy sekwencji ją poprzedzających. Tu ponownie od strony audiowizualnej tytuł staje się westernem z krwi i kości. Pojedyncze pociągnięcia strun lub uderzenia bębnów w połączeniu z szerokimi kadrami, kiedy to dwóch wojowników staje naprzeciwko siebie, z miejsca kojarzą się z takimi filmami jak Dobry, zły i brzydki czy Siedmiu wspaniałych. Westernowość soundtracku słychać także w „galopujących” utworach, jak The Way of Shamisen, który jest wręcz laurką dla Ennio Morricone.

Chciałbym jeszcze wspomnieć o piosenkach w grze – a jest na całej ścieżce dźwiękowej kilka. Wykonuje je Clare Uchima, japońska wokalistka o ciepłym, nostalgicznie brzmiącym głosie, którą mogliśmy już usłyszeć w Ghost of Tsushima. Szczególnie w pamięć zapadła mi piosenka Mother’s Song – rzewna, dramatyczna ballada. Towarzyszyła mi w głowie jeszcze dobrych kilkadziesiąt minut po tym, jak wybrzmiała, wprowadzając niesamowite doświadczenie smutku, spotęgowane przez dość stonowaną szatę kolorystyczną regionu Ezo.

Na mojej mapie w grze pozostało jeszcze sporo aktywności do wykonania. Z przyjemnością zasiadam wieczorem do konsoli, by rozkoszować się spektaklem audiowizualnym, jakim niewątpliwie jest Ghost of Yōtei. Przyznam, że zupełnie nie spodziewałem się takiego podejścia do narracji, która byłaby niekompletna, gdyby nie odpowiednio napisany, surowy, a zarazem piękny soundtrack. Toma Otowa wykonał tutaj kawał artystycznej roboty – doskonale wykorzystał wszystkie atuty muzyki dalekowschodniej, przepięknie łącząc klimat westernu z motywami Orientu. W rezultacie dostaliśmy prawdziwy muzyczny „Dziki zaWschód”.

Najgroźniejszym przeciwnikiem muzyki do gier z gatunku roguelite nie jest finałowy boss czy jakaś bardziej wysublimowana lokacja, lecz kolejna próba. Utwory, które pierwotnie porywają do walki, przy n-tym powrocie mogą stać się najzwyczajniej w świecie frustrujące. Gareth więcej
Od premiery gry Splatoon na Nintendo WiiU w 2015 roku minęło ponad dziesięć lat. W międzyczasie otrzymaliśmy dwie kontynuacje oraz poboczne przygody kolorowych kałamarnic (Inklingów) i ośmiornic (Octolingów), taplających się w hektolitrach tuszu. Za powołanie marki do życia odpowiada więcej
Dzieło Willa Wrighta i ekipy z Maxis przeszło wiele, wiele zmian, zanim skrystalizował się ich pomysł na grę będącą satyrą na konsumpcjonizm. Fenomen pierwszej części The Sims i jej niepowtarzalnej atmosfery to zaś w głównej mierze zasługa więcej
Assassin’s Creed Black Flag Resynced jest opowieścią o Morzu, które nie zna ciszy. Skrzypią deski, wiatr napina żagle, a głosy Załogi niosą się daleko poza pokład Kawki. Każdy, kto odnajdzie ten List, niechaj więcej
Pomimo, że nie miałem wobec przygód Elliota żadnych oczekiwań, to nowa produkcja od Square Enix okazała się jednym z moich największych growych zaskoczeń tego roku. To bardzo sprytny mariaż rozwiązań podpatrzonych ze staro szkolnych tytułów z serii The Legend więcej