Team Cherry ponownie rozbiło bank, wypuszczając prawdziwy hit. Sequel wydanego w 2017 roku Hollow Knight zbiera świetne recenzje, a o skali jego sukcesu świadczy to, że w momencie premiery popularność tytułu spowodowała przeciążenie serwerów Steama. Gra jest tak piękna wizualnie jak jej pierwowzór. Ginie się w niej równie często, a fabuła angażuje tak samo mocno. Ale czy w zakresie muzyki także czuć podobieństwa? Wyruszmy w podróż w głąb tajemniczego świata muzyki, stworzonego przez Christophera Larkina.

Jak się tu znalazła? Dokąd zmierza?

Protagonistkę Hollow Knight: Silksong już znamy (jeśli oczywiście graliśmy w pierwszą część gry). Jest nią Hornet – istota, która była bossem w pierwowzorze gry. Jesteśmy z nią od momentu uwolnienia się z niewolniczej karawany. Jak się tu znalazła? Dokąd zmierza? Tego dowiemy się w trakcie gry. Towarzyszyć jej będzie muzyka – zgrabnie akcentująca delikatną, kobiecą grację bohaterki. Najlepiej zostało to uchwycone w utworach śpiewanych, czy raczej „nuconych” przez chór i solistów. O ile w wydanym w 2017 roku albumie z pierwszej części takich utworów było zaledwie kilka, o tyle tutaj stanowią one niemały fragment ścieżki dźwiękowej.

Słuchając choćby Skarrsinger Karmelita, bardzo łatwo można wczuć się w postać Hornet – drobnej, acz diabelsko zabójczej istoty. Jej podróż w poszukiwaniu tożsamości i celu w życiu okraszona jest właśnie utworami zawierającymi chóralne zaśpiewy. Sama gra nie obfituje w odgłosy i dialogi postaci – jedynie co jakiś czas napotkane, przyjazne nam stworzenia raczą nas wokalizami lub zaśpiewami (jak na przykład pewna pielgrzymka, która próbowała otworzyć pieśnią żelazne wrota).

Co wyróżnia muzykę z sequela? Zdecydowanie czuć większy rozmach w produkcji samych utworów. Larkin zwiększył majestatyczność kompozycji tam, gdzie akcja tego wymaga. Muzyka jest wtedy pompatyczna – napisana tak, jakby miała być grana przez pełną orkiestrę symfoniczną. Najlepiej słychać to w motywach bitewnych do walk z bossami, czego doskonałym przykładem jest utwór Bell Beast. Bardzo dynamiczną partię wiolonczel i kontrabasów uzupełniają partie skrzypiec, budujące klimat akcji, pogoni i ryzyka.

Podróż w poszukiwaniu tożsamości

Drugą stroną medalu są kompozycje bardzo kameralne, minimalistyczne. Tych również jest sporo w całym albumie. Użycie specjalnych instrumentów, solowych partii smyczkowych czy nietuzinkowych brzmień nadało utworom tajemniczości. A przecież tajemniczość potęguje klimat świata przedstawionego.

Pierwszy Hollow Knight zostawił nas z niezapomnianymi motywami bitewnymi. Muszę przyznać i pochylić czoło, że w drugiej części są one równie dobre, jeśli nie lepsze. Dynamiczne kompozycje z zagrzewającymi do bitwy melodiami możemy usłyszeć chociażby w utworach Strive (swoją drogą ten numer ma coś z dalekowschodniej szkoły kompozytorskiej rodem z najlepszych jRPG-ów) czy Phantom – kolejnym nietuzinkowym motywie bitewnym, gdzie głównym instrumentem prowadzącym są organy kościelne.

Oczywiście to wierzchołek góry lodowej, ponieważ bossów w grze jest tak dużo, że wymienienie wszystkich sprawiłoby, iż ten tekst urósłby do rozmiarów książki. Za wart odnotowania uważam nieoczywisty motyw Cogwork Dancers. Utrzymany w renesansowym instrumentarium utwór kojarzy się raczej z salą balową niż potyczką. Całość ciekawie uzupełnia subtelne tykanie zegara w tle. Nasuwa mi się tu od razu skojarzenie z kompozycjami Danny`ego Elfmana napisanymi do filmów Tima Burtona.

Instrumenty naładowane nostalgią

Klimat Hollow Knight nie byłby pełny bez klimatycznych kompozycji ubarwiających eksplorację magicznej krainy Pharloom. O ile motywy przepełnione patosem i akcją są pewnym wyznacznikiem jakości, o tyle spokojne, skromne w wyrazie utwory świadczą o niezwykłej wrażliwości kompozytorskiej Christophera Larkina. Harfa to najmocniejszy sprzymierzeniec twórcy w budowaniu klimatu. Podobnie jak w części pierwszej, tak i w Silksong utwory wykorzystujące ten instrument są niesamowicie naładowane nostalgią i tajemniczością.

W pozycji High Halls dodatkowo funkcję przewodników pełnią melodie grane na instrumentach dętych drewnianych: klarnecie i fletach. Z kolei w moim ulubionym Choral Chambers rolę harfy przejmuje fortepian oraz przepiękne chóry przypominające te kościelne. Tutaj melodię przewodnią gra znów jeden z instrumentów dętych drewnianych: obój.

Ulotne melodie przygody

Na zegarze wybija już prawie 20. godzina gry, a ja wciąż zagłębiam się w meandry świata stworzonego przez Team Cherry. Jednakże świat ten nie byłby tak kompletny i wciągający, gdyby nie przepiękna muzyka autorstwa Australijczyka, który podołał niełatwemu wyzwaniu, jakim było osiągnięcie poziomu ścieżki pierwowzoru. Ba, on ten poziom w wielu miejscach moim zdaniem przebił. Od wielu utworów wręcz nie mogę się oderwać. Towarzyszą mi codziennie: czy to podczas pracy, czy na spacerach, a nawet teraz – w trakcie pisania tego tekstu przy jesiennej aurze. Koniec roku zbliża się nieubłaganie, a ja już wiem, jaka ścieżka dźwiękowa zasługuje według mnie na miano albumu roku.

Czytaj więcej:

  • Yoshi and the Mysterious Book – bez iskry magii

    Yoshi and the Mysterious Book – bez iskry magii

    Postać uroczego, zielonego dinozaura Yoshiego zrodziła się w umyśle młodego Shigeru Miyamoto w połowie lat 80., czyli jeszcze długo przed premierą Super Mario World. Ojciec Super Mario Bros pragnął, aby jego bohater mógł więcej

  • Pacific Drive – rezonans samotnej podróży

    Pacific Drive – rezonans samotnej podróży

    Wiele tytułów prowadzi nas muzycznymi motywami, zapewniając niezapomniane przeżycia związane z miejscem lub postacią. Są natomiast gry, które pozostawiają nas na skraju świata i mówią: „jedź”. Produkcja od Ironwood Studios, Pacific Drive, to survivalowa, samotna podróż więcej

  • F.E.A.R. – idealnie udźwiękowiony (nie)azjatycki horror

    F.E.A.R. – idealnie udźwiękowiony (nie)azjatycki horror

    Przełom lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych to szczyt popularności azjatyckiego kina grozy na świecie. Filmy takie jak Klątwa, Nieodebrane połączenie czy Krąg, w odróżnieniu od ich średnio udanych zachodnich adaptacji, zyskały status kultowych, a duchy z czerwonymi oczami, bladymi więcej

  • Game Music Festival wraca do Londynu!

    Game Music Festival wraca do Londynu!

    Przez cały czerwiec 2026 roku w Royal Festival Hall (Southbank Centre) i Fairfield Halls w Londynie będzie odbywać się święto muzyki z gier wideo. Obejmie ono pięć koncertów na żywo oraz program edukacyjny z udziałem wielu znamienitych gości więcej

  • Nasza tęsknota za niewygodą

    Nasza tęsknota za niewygodą

    Coraz więcej osób deklaruje porzucenie serwisów streamingowych na rzecz innych urządzeń odtwarzających muzykę. Tym samym do łask wracają płyty CD, wyciągnięte z szaf odtwarzacze MP3, a nawet kasety magnetofonowe. Powód? Jest ich wiele, ale najważniejszą więcej

Redaktor

Krzysztof Kus

Sound Designer, kompozytor muzyczny, a także perkusista z zamiłowania. W grach zwraca szczególną uwagę na nowatorskie podejście do tematu sound designu. Prywatnie jeden z największych fanów Dire Straits w Polsce.