Gdyby ktoś mi powiedział 10 lat temu, że Ryu Ga Gotoku Studio stworzy kolejną grę z serii Yakuza, ale tym razem japońską mafię zastąpią piraci, chyba popukałbym się w czoło. Gdy rok temu pokazano pierwszy trailer Like a Dragon: Pirate Yakuza in Hawaii, powiedziałem sobie, że nie ma opcji, by to wypaliło. Mój brak wiary okazał się mocno chybiony. Nie po raz pierwszy zresztą.
Analogicznie jak w przypadku Like a Dragon Gaiden: The Man Who Erased His Name mamy do czynienia ze spin-offem, w którym to cierpiący na amnezję Goro Majima bawi się w Jacka Sparrowa na Hawajach. I o ile „Chłop Co Se Usunął Imię” przypominał bardziej dodatek do przygód Kiryu, o tyle w przypadku „Piratów z Hawajów” widać, że mamy już do czynienia z pełnoprawną grą. Nie dziwi więc, że po jej komercyjnym sukcesie leżące na deskach Skull and Bones jeszcze bardziej dostawało cięgi od graczy.
Podobnie jak samą grę, soundtrack do Pirate Yakuza podzieliłbym na dwie części. Do pierwszej zaliczyć można cały zestaw utworów, które towarzyszą graczowi na lądzie. To tam usłyszymy pełną paletę ciężkich elektronicznych dźwięków, które doskonale oddają dziką naturę Goro Majimy w trakcie walk z miejscowymi oprychami. Fani serii szczególnie powinni poczuć się jak w domu, kiedy usłyszą wydobywające się z głośników, solidne klubowe elektro w najprzeróżniejszej postaci (np. w połączeniu z metalem). Mowa tu o takich kawałkach jak: Mad Dog, Wild Fire czy Savage Raider.
Tu i ówdzie wpleciono nieco bardziej rytualne motywy, jak w Palekanian Dance i Palekanian Beats, a ich wykonanie jest współmierne z pozostałymi (te przejścia z rytualnych śpiewów do electro dance robią wrażenie). Ma być akcja, ma być jatka, ma być taniec z nożami, a w tle przygrywać ma potężna dawka elektroniki na speedzie – tyle i aż tyle wymaga się od gry „mordobijki” z Majimą w roli głównej i tyle też dostajemy. Podstawy zostały zachowane.
Najciekawiej dzieje się w drugiej części albumu, gdzie usłyszeć można melodie, które towarzyszą nam w trakcie podróży na otwartych wodach. I muszę powiedzieć, że to właśnie te pirackie kawałki są moimi ulubionymi. Jasne, zdarzają się momenty, kiedy trąci zimmerowskimi Piratami z Karaibów, co słychać chociażby w New Horizon. Ale nie mogę przejść obojętnie obok tego, jak dobrze te utwory zostały wykonane. A mówimy tu zaledwie o spin-offie!

Wykorzystano w nich całą paletę instrumentów smyczkowych (skrzypce odgrywają tu niemałą rolę), dętych, szarpanych i uderzanych, których nie spodziewałem się kiedykolwiek usłyszeć w jakiejkolwiek grze z serii Like a Dragon. W niektórych przypadkach dodatkowo posłużono się dźwiękami syntezatorów oraz bardziej rytualnych instrumentów, żeby nam przypomnieć, że jesteśmy byłym członkiem yakuzy, który bawi się w cosplay pirata.
Jednak dzięki tym zabiegom walki na lądzie (Nature Pulse), na pokładzie (Pursuit, Boarding Attack) i na pełnych wodach (Raise the Sails) dają mnóstwo satysfakcji. Nawet te drobne szanty i musicalowe kawałki robią dobrą robotę, pokazując, jak działa świat w głowie Majimy. Podczas gry naprawdę czułem, jakbym brał udział w przygodzie jako pirat, a nie był tylko jej obserwatorem.

Słuchanie soundtracku do Pirate Yakuza in Hawaii przyniosło mi mniej więcej tyle samo radochy co granie w samą grę. I jasne, dla nieobeznanych z główną serią nie brzmi to jak rozrywka najwyższych lotów. Wierzcie mi jednak: dzięki temu tytułowi przeżyjecie chyba najbardziej szaloną piracką przygodę w życiu. Drugiej takiej pozycji obecnie nie znajdziecie – zwłaszcza w sferze muzycznej.

Wyciągając dłoń ku niebu, niejeden z nas zastanawiał się, jak to jest go dotknąć. W końcu świat ponad chmurami naprawdę zachwyca. Pozbawiony granic, daje poczucie oddechu i bezkresnej wolności. Taka jest też muzyka w Ace Combat 8: więcej
Gwiezdne Wojny od prawie półwiecza definiują brzmienie kosmicznej opery. Po wyznaczającym kanon Johnie Williamsie (np. Duel of the Fates) pojawił się Kevin Kiner (The Clones), który za pomocą syntezatorów i etnicznych dźwięków określił bitewną tożsamość Wojen więcej
Czasem natrafiamy na ścieżki dźwiękowe, które od pierwszych sekund domagają się uwagi, a ich melodie zostają w nas na długo po zakończeniu gry. I już chciałoby się napisać, że The Blood of Dawnwalker, jako niedaleki kuzyn Wiedźmina 3, więcej
Kiedy tylko THQ Nordic ogłosiło, że wespół z Alkimia Interactive biorą na tapet „NAJWAŻNIEJSZĄ POLSKĄ GRĘ KOMPUTEROWĄ”, moje serce rozpaliła fala nostalgii połączonej z olbrzymią obawą. Bo jak mawiał wujek Ben ze Spider Mana: „Z wielką mocą wiąże więcej
Na 40. lecie marki The Legend of Zelda za pomocą okaryny czasu przywołujemy mgliste, ale nadal żywe wspomnienia związane z przygodami leworęcznego bohatera, który niejednokrotnie ratował z opresji mieszkańców królestwa Hyrule. Jak zawsze zachęcamy Was do komentowania więcej