Nie tylko muzyką do wysokobudżetowych produkcji słuchacz żyje, w związku z tym spośród ponad setki przesłuchanych albumów z niezależnych produkcji wybrałem finałową dziesiątkę soundtracków, o których prawdopodobnie nikt z Was wcześniej nie słyszał. Swój wybór podyktowałem tym, jak muzyka siedzi w grze oraz tym, czy poza rozgrywką sprawia radość z odsłuchu.
Spośród ponad setki przesłuchanych albumów.
Do większości z tych produkcji musiałem obejrzeć materiały wideo, by przynajmniej powierzchownie zbudować swój obraz, tego co miał na myśli kompozytor pisząc muzykę. Niemniej zachęcam Was do poświęcenia czasu i zapoznania się z poniższymi tytułami, które w mojej opinii należą do elity albumów z muzyką do gier niezależnych mijającego roku 2020.
Jest ukłonem w stronę muzyki chiptune z dużym naciskiem na melodię osadzoną w klimatach parodii sowieckich rytmów.
Na tym albumie usłyszymy nieco amerykańskiego folkloru zagranego na gitarze banjo oraz sporą dawkę muzyki elektronicznej, nawiązującej do lat osiemdziesiątych.
Utwory do niepozornej gry KUNAI są hołdem w stronę wszystkich ścieżek dźwiękowych, obrazujących perypetie zamaskowanych zabójców z feudalnej Japonii z elementami muzyki chiptune.
Kompozycje w rytmie muzyki klubowej okraszone dźwiękami mruczących syntezatorów przypadną do gustu nawet najbardziej wybrednym słuchaczom.
Usłyszymy dużo przestrzennego ambientu wymieszanego z eklektycznym punk rockiem, łączących hałaśliwe i popowe instrumentalne dźwięki.
Słuchając albumu zanurzysz się w głębiny własnej podświadomości za sprawą nastrojowych dźwięków syntezatorów, które wprowadzą cię w nastrój zadumy. Idealna płyta do ukojenia nerwów po ciężkim dniu w pracy.
Momentami prześmiewcza muzyka przekładana charakterystycznymi motywami muzyki klasycznej, ilustrująca przygody niesfornego sowieckiego astronauty.
Drugiego takiego albumu w tym roku nie znajdziecie – mocne gitarowe riffy przeplatane ośmiobitowymi dźwiękami modułu SID. Piękny ukłon w stronę wszystkich miłośników komputera Commodore 64.
Dużo pulsującej elektrycznej psychodelii utrzymanej w klimatach gatunku trip hopu, a także klubowych rytmów nastawionych na dużą dawkę wysokich basów.
Jeden z niewielu tegorocznych albumów, który kupił mnie zaraz po usłyszeniu pierwszych dźwięków, a wszystko to dzięki dyskotekowym rytmom przemieszanym z energiczną dawką muzyki elektronicznej.