Pisząc swego czasu recenzję albumu z muzyką do Final Fantasy XV, biłem się z myślami, czy powinienem również zawrzeć swoją opinię o Piano Arrangement, który pojawił się w zestawie z edycją limitowaną soundtracku. Koniec końców zdecydowałem, że nie będę wówczas o nim wspominać.

Fortepianowe aranżacje muzyki z Final Fantasy stały się dla serii pewnego rodzaju elementem tradycji.

Owszem, przesłuchałem, podobało mi się i nawet niespecjalnie przeszkadzał mi fakt, że to tylko sześć utworów. Jednak ów albumik bardziej traktuję jako skromny dodatek, który – choć dobrze wykonany – mógłby się pochwalić zdecydowanie lepszym repertuarem. Bo czy naprawdę spośród niemal setki melodii z soundtracku do Final Fantasy XV nie dało się wybrać czegoś bardziej charakterystycznego? Rozumiem Somnus, bo to motyw tytułowy, jeszcze jestem w stanie zrozumieć obecność Valse di Fantastica, bo często towarzyszy graczom w trakcie pieszej tułaczki po świecie, ale o Melancholia czy Disquiet już dawno zdążyłem zapomnieć. I to nawet w ich pierwotnych wersjach.

Fortepianowe aranżacje muzyki z Final Fantasy stały się dla serii pewnego rodzaju elementem tradycji, dlatego pojawienie się osobnego albumu w przypadku „piętnastki” było jedynie kwestią czasu. I tak też się stało: kilka miesięcy po premierze gry wydane zostało Piano Collections FINAL FANTASY XV: Moonlit Melodies.

Z fortepianowymi aranżacjami muzyki z gier mam taki problem, że dobrze mi się ich słucha, ale zdarza im się miewać pewne mankamenty, które mogą popsuć wrażenie całości. Z mojej strony tego typu albumy mogą spotkać się z zarzutami przesadnej interpretacji utworów (tj. autor postanowi dodać coś ekstra „od siebie” do oryginału) albo niezbyt udanego doboru utworów (tzn. wybierane są „od czapy” takie, których nikt nie zna lub które niczym specjalnie się nie wyróżniały). Tym większym było dla mnie zaskoczeniem, gdy się okazało, że Moonlit Melodies pozbawione jest tych wad. Mało tego, po wielotygodniowym odsłuchu jestem nawet w stanie stwierdzić z ręką na sercu, że mamy do czynienia z najlepszym fortepianowym albumem z muzyką z gry w roli głównej.

Zupełnie jakby sama Yoko Shimomura weszła do mojej głowy i doskonale wiedziała, czego wymagam!

Po pierwsze: dobór utworów. Doskonale zdaje sobie sprawę, że selekcja „the best of”, gdy ma się tak potężny wybór, nie należy do zadań łatwych do wykonania, choć nie jest niemożliwa. I o ile Piano Arrangement poległo na tym z kretesem, tak Moonlit Melodies jest najlepszym dowodem na to, że jednak da się. Wierzcie lub też nie, ale na tym albumie udało się zawrzeć najważniejsze motywy z całego soundtracku z Final Fantasy XV. Zupełnie jakby sama Yoko Shimomura weszła do mojej głowy i doskonale wiedziała, czego wymagam!

Pojawiły się znane z Piano Arrangement Somnus (na tym albumie utwór nazywa się Dreaming of the Dawn), Valse di Fantastica (Waltzing amid Moonbeams) oraz Veiled in Black (Drunk on Darkness), czyli jeden z motywów bitewnych towarzyszący podczas bardziej wymagających potyczek, a także inni przedstawiciele tego nurtu: Stand Your Ground (Illusions of the Morn, w grze występuje w trakcie losowych starć w terenie), Omnis Lacrima (Rulings and Revelations, pod koniec gry w walce z „diabłem”) oraz mój osobisty ulubieniec – Apocalypsis Noctis (Shadows Foretold, walka z Leviathanem).

Na dokładkę dostaliśmy także coś na rozładowanie emocji pod wymowną nazwą Starlit Waltz (In Celestial Circles). Do tego dochodzą również zdecydowanie spokojniejsze kawałki, będące niejako motywami przewodnimi kluczowych postaci w grze: Luna (Blest Be the Moonlight) i Noctis (Serenade Fantastique for Piano), oraz coś, co można by nazwać spoiwem ich relacji – Sorrow Without Solace (Of Bygone Days).

Już podczas pierwszego odsłuchu całości moje palce same rwały się do wciskania niewidzialnych klawiszy na niewidzialnym fortepianie.

Otaku.com

Po drugie: jakość. Istnieje uzasadniona obawa, że jeśli dana melodia z jakiegokolwiek soundtracku będzie odgrywana tylko na jednym instrumencie, może dojść do jej spłycenia w brzmieniu. Jednak w Moonlit Melodies niczego takiego nie uświadczymy. Powiem więcej: w trakcie słuchania każdego z tych utworów trudno nie odnieść wrażenia, że w niektórych przypadkach brzmią nawet lepiej od ich odpowiedników z pierwotnego soundtracku. Już podczas pierwszego odsłuchu całości moje palce same rwały się do wciskania niewidzialnych klawiszy na niewidzialnym fortepianie. Doprawdy, trudno się nie wczuć. W dodatku wszystkie utwory zostały zagrane w skali 1:1, co oznacza żadnych dodatkowych nut, żadnych inspiracyjno-artystycznych przebłysków, żadnych udziwnień. Czyste, piękne fortepianowe dźwięki w pełni oddające duch oryginalnego soundtracku i przez to także towarzyszącej mu atmosfery.

Jak pewnie zauważyliście, na gamemusic.pl rzadko kiedy goszczą fortepianowe aranżacje, a już tym bardziej nie otrzymują od nas naszego znaczka rekomendacji. Ale kiedy trafiają nam się takie miłe niespodzianki, jak Piano Collections FINAL FANTASY XV: Moonlit Melodies, trudno nie zrobić wyjątku. Piękny album doskonale wieńczący wielkie dzieło, jakim jest Final Fantasy XV.

Redaktor

Paweł Dembowski

Gra w gry odkąd pamięta, pisze o nich również kawał czasu. Uzależnienie jak nic. Jednak nie może powiedzieć, żeby kiedykolwiek czegokolwiek żałował. Poza tym dziennikarz z pasji i powołania.